Matura, Studia, Szkolenia - Edulandia.pl
Matura, Studia, Szkolenia

Edulandia - matura, studia, szkolenia >  Aktualności

http://bi.gazeta.pl/i/obrazki/edulandia/searchBlank.gifhttp://bi.gazeta.pl/i/obrazki/edulandia/searchBlank.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Przymus dla nauczycieli: dwie godziny pracy za darmo

Nauczyciel podczas lekcji

Fot. Piotr Bernaś / AG

Od września 2009 każdy nauczyciel musi przepracować jedną godzinę w tygodniu za darmo, a od nowego roku szkolnego - już dwie. Nauczyciele nie protestują, bo się boją, a dyrektorzy szkół, bo im z tym wygodnie. Powstała fikcja i mnożenie biurokracji

Rok temu minister edukacji Katarzyna Hall uznała, że 18 godzin pensum nauczyciela to za mało, i przekonała do tego Polaków. Nauczyciele stali się grupą społecznie napiętnowaną za nieróbstwo. Mieli się wstydzić za to, że pracują tylko 18 godzin w tygodniu i mają najdłuższe wakacje. Tłumaczenia, że ich praca nie sprowadza się wyłącznie do godzin spędzanych z kredą przy tablicy, nikogo już nie przekonują. Pozwoliliśmy sobie wmówić, że nie istnieje nic, czego nie ma na papierze.

O tym, czy 18 godzin pensum to mało, czy dużo, można by oczywiście dyskutować i zdania mogą być podzielone. Ale minister Hall zamiast zwiększyć nauczycielom pensum - dodała im obowiązkową godzinę pracy tygodniowo za darmo. A od września 2010 mają to być już dwie godziny w tygodniu, które nauczyciel ma poświęcić na pracę z uczniem zdolnym lub słabym. MEN argumentuje, że to dla dobra uczniów.

To, co do tej pory nauczyciele robili sami z siebie albo z czystej pasji, nagle stało się biurokratycznym przymusem. W efekcie pedagodzy są coraz bardziej sfrustrowani i uciekają się do różnych sztuczek. Dodatkowe zajęcia organizują w godzinach, o których wiedzą, że i tak nikt na nie nie przyjdzie. Zaczęła się też biurokratyczna papierologia. W rozmowie z uczniem nie chodzi już po prostu o rozwijającą rozmowę, ale o "pracę z uczniem o szczególnych potrzebach edukacyjnych". W szkołach specjalnych nauczyciele, którzy po lekcjach pomagają uczniom się przebrać albo zjeść obiad - co przecież i tak do tej pory robili - muszą to teraz wpisywać w odpowiednie rubryki itd.

Jak dotąd z darmowej pracy korzysta wyłącznie budżet państwa i gminy. "Darmocha" zastąpiła w szkołach zajęcia dodatkowe, za które nauczyciele otrzymywali dotąd wynagrodzenie. W Krakowie wyliczono, że gmina zaoszczędziła na tym już półtora miliona złotych. Nikogo jednak nie obchodzi, że biurokratyczny przymus tłamsi wspólne pasje nauczycieli i uczniów, co w efekcie odbija się na jakości kształcenia.

Zmuszanie do pracy bez wynagrodzenia jest niemoralne i szkodliwe, bo praca staje się wtedy fikcją. Wiem, że to zdanie podziela wielu wrocławskich nauczycieli, choć żaden z nich nie odważył się jeszcze powiedzieć tego głośno.

Rozmowa z Janem Owczarkiem *

Marzena Żuchowicz: Czy znalazł się nauczyciel, który powiedział: za darmo nie będę pracował, bo polskie prawo nie dopuszcza niewolnictwa?

Jan Owczarek: - Niestety, nauczyciele przyjmują kolejne pomysły MEN z pokorą, na zasadzie "Niech się dzieje wola nieba". Dyrektorzy też nie protestują, bo nad sobą mają miejskie władze oświaty i kuratorium, które zrobi wszystko, co każe MEN. Sam pracowałem kiedyś w kuratorium i - proszę mi wierzyć - niższy urzędnik nie skrytykuje wyższego. Zresztą dla dyrektorów to wygodna sytuacja, zwłaszcza jeśli szkoła nie ma pieniędzy na organizację zajęć dodatkowych.

A związki zawodowe? Nie protestują?

- Minister Hall nie zważa na głosy ZNP i oświatowej "Solidarności", które wielokrotnie próbowały z nią rozmawiać na ten temat. Pracy nauczyciela nie da się unormować żadnymi przepisami. Przygotowania do konkursów i olimpiad, spotkania z rodzicami, rady pedagogiczne i szkoleniowe, dyżury, wyjścia i wycieczki klasowe, poprawa prac domowych i sprawdzianów, przygotowanie lekcji... ponad 40 godzin pracy tygodniowo. A pani minister przechodzi nad tym do porządku dziennego. Zaczęła od obietnic, że nauczyciele dostaną ogromną podwyżkę. To miało sprawić, że środowisko przełknie niekorzystną zmianę. Tymczasem podwyżki, które dostali nauczyciele, nie rekompensują nawet inflacji. W tej sytuacji jedynym wyjściem byłby strajk.

Albo społeczny protest...

- To niemożliwe, bo pani minister daje wyraźny sygnał społeczeństwu, że 40-godzinny tydzień pracy nauczyciela to fikcja. Założyliśmy w listopadzie Towarzystwo Nauczycieli Szkół Polskich (skupia kilkuset pedagogów głównie z Małopolski, Mazowsza i Dolnego Śląska). Strajkować nie możemy, ale zbieramy podpisy pod protestem. Nie występujemy wyłącznie w interesie nauczycieli. Celem stowarzyszenia jest dbałość o kształt i jakość edukacji w Polsce. A jak dotąd 19. godzina nie przyniosła nic dobrego: w wielu szkołach zwalnia się nauczycieli, likwiduje płatne, zaliczane do pensum zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze. Przepadają zajęcia, które rozwijały zainteresowania uczniów.

Dużo nauczycieli podpisało się pod protestem?

- Trudno powiedzieć, bo w różnych miastach Polski dopiero zaczynamy je zbierać. Protest można przeczytać na stronie www.polskaedukacja.pl. Jest rozsyłany do szkół i każdy będzie mógł się pod nim podpisać. Potem trafi do MEN.

*Jan Owczarek: członek zarządu Towarzystwa Nauczycieli Szkół Polskich, nauczyciel języka polskiego w I LO w Jeleniej Górze, członek "Solidarności" od 1989 r. (wiceprzewodniczący Komisji Międzyzakładowej Oświaty i Wychowania w Jeleniej Górze).

Zobacz też: Tylko wcześnie wykryta dysleksja będzie legalna



Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.6

57 głosów

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:
http://bi.gazeta.pl/i/obrazki/edulandia/searchBlank.gifhttp://bi.gazeta.pl/i/obrazki/edulandia/searchBlank.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif