04.03.2010
14:50
Nieuczciwa magisterka
Fot. Agnieszka Wocal / AG
Około 40 procent studentów łamie prawa autorskie przy okazji pisania pracy magisterskiej. Co za to grozi i jakich zasad przestrzegać, aby napisać "uczciwą" magisterkę?
Kto kopiuje, ten winny
Pisanie magisterek ruszyło pełną parą. A przynajmniej powinno, jeśli studenci planują obronić się przed wakacjami a pracę napisać samodzielnie. A nie wszyscy mają ochotę na tak duży wysiłek. Ok. 40 procent studentów łamie prawa autorskie podczas pracy nad magisterką, nie zdając sobie często sprawy, jakie mogą ich spotkać konsekwencje.
Pisząc pracę magisterską, jak również każdą inną, mamy prawo do powoływania się na źródła fachowe oraz do cytowania. Warunkiem jest zaznaczenie w przypisach, skąd dany tekst pochodzi. Jeśli tego nie robimy, łamiemy prawo. Według ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:
Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.
Jednak samo wykrycie zbieżności w tekstach to jeszcze nie plagiat. Dzieje się tak dopiero w momencie, gdy brak jest jakiegokolwiek przypisu do danego fragmentu.
Czyste kłamstwo
Przepisywanie cudzych myśli, słów bez podawania źródła to nie tylko plagiat, ale również wprowadzanie w błąd komisji egzaminacyjnej, czyli oszustwo oraz próba wyłudzenia dyplomu. W świetle prawa jest to "wyłudzenie poświadczenia nieprawdy": Art. 272. Kto wyłudza poświadczenie nieprawdy przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego lub innej osoby upoważnionej do wystawienia dokumentu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Natomiast za używanie uzyskanego w ten sposób dyplomu (na przykład przedstawianie go pracodawcy jako dokumentu potwierdzającego uzyskany stopień naukowy), może również czekać nas niemiła niespodzianka. Jak mówi kodeks karny: Art. 273. Kto używa dokumentu określonego w art. 271 lub 272, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Część uczelni, aby zapobiec tego typu zdarzeniom, postępuje według tradycyjnych metod, tj. stawia na systematyczną pracę studenta z promotorem, który monitoruje powstawanie magisterki. Zdarzają się jednak sytuacje, choć nie mówi się o nich głośno, że to studenci stają się ofiarami promotorów, którzy np. wykorzystują prace studentów we własnych publikacjach. Na tym nie koniec.
Praca pracy równa
Studenci pisząc prace dyplomowe niejednokrotnie korzystają z prac swoich starszych kolegów, którzy obronę mają już za sobą. To również jest plagiat, który podchodzi pod wspomniany wcześniej artykuł 272.
Dotyczy on zarówno plagiatu jawnego, jak i ukrytego. Czym się różnią? Plagiat jawny polega na wykorzystaniu całości bądź fragmentu pracy innego studenta i podpisaniu jej swoim nazwiskiem. I nie ma znaczenia jak długi jest "zapożyczony" fragment. Plagiat ukryty to wplatanie do swojej pracy myśli z nie swojej pracy. Chodzi tu nie tylko o przepisywanie tekstu słowo w słowo, ale również o wykorzystywanie wyników cudzej pracy przy użyciu innych wyrazów. Kiedy treść i konstrukcja myślowa jest taka sama, również może być to zakwalifikowane jako plagiat.
Walka z oszustami
Antidotum na takie nieuczciwe zachowania ma być system antyplagiatowy, sprawdzający w jakim stopniu praca została napisana samodzielnie, a w jakim zacytowana. Taki system działa już w 100 szkołach wyższych w Polsce. Każdy student musi oddać swoją prace na płycie CD. Następnie system sprawdza zawartość tekstu - ile jest w nim zapożyczonych fragmentów, które nie mają przypisów, a ile treści własnej.
Pracę można sobie sprawdzić samodzielnie za pomocą Internetowego Systemu Antyplagiatowego - wystarczy się zarejestrować i wykupić token, a dowiemy się, czy przypadkiem nie jesteśmy oszustami.
kams, na podstawie: gazetaprawna.pl
Pisanie magisterek ruszyło pełną parą. A przynajmniej powinno, jeśli studenci planują obronić się przed wakacjami a pracę napisać samodzielnie. A nie wszyscy mają ochotę na tak duży wysiłek. Ok. 40 procent studentów łamie prawa autorskie podczas pracy nad magisterką, nie zdając sobie często sprawy, jakie mogą ich spotkać konsekwencje.
Pisząc pracę magisterską, jak również każdą inną, mamy prawo do powoływania się na źródła fachowe oraz do cytowania. Warunkiem jest zaznaczenie w przypisach, skąd dany tekst pochodzi. Jeśli tego nie robimy, łamiemy prawo. Według ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:
Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.
Jednak samo wykrycie zbieżności w tekstach to jeszcze nie plagiat. Dzieje się tak dopiero w momencie, gdy brak jest jakiegokolwiek przypisu do danego fragmentu.
Czyste kłamstwo
Przepisywanie cudzych myśli, słów bez podawania źródła to nie tylko plagiat, ale również wprowadzanie w błąd komisji egzaminacyjnej, czyli oszustwo oraz próba wyłudzenia dyplomu. W świetle prawa jest to "wyłudzenie poświadczenia nieprawdy": Art. 272. Kto wyłudza poświadczenie nieprawdy przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego lub innej osoby upoważnionej do wystawienia dokumentu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Natomiast za używanie uzyskanego w ten sposób dyplomu (na przykład przedstawianie go pracodawcy jako dokumentu potwierdzającego uzyskany stopień naukowy), może również czekać nas niemiła niespodzianka. Jak mówi kodeks karny: Art. 273. Kto używa dokumentu określonego w art. 271 lub 272, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Część uczelni, aby zapobiec tego typu zdarzeniom, postępuje według tradycyjnych metod, tj. stawia na systematyczną pracę studenta z promotorem, który monitoruje powstawanie magisterki. Zdarzają się jednak sytuacje, choć nie mówi się o nich głośno, że to studenci stają się ofiarami promotorów, którzy np. wykorzystują prace studentów we własnych publikacjach. Na tym nie koniec.
Praca pracy równa
Studenci pisząc prace dyplomowe niejednokrotnie korzystają z prac swoich starszych kolegów, którzy obronę mają już za sobą. To również jest plagiat, który podchodzi pod wspomniany wcześniej artykuł 272.
Dotyczy on zarówno plagiatu jawnego, jak i ukrytego. Czym się różnią? Plagiat jawny polega na wykorzystaniu całości bądź fragmentu pracy innego studenta i podpisaniu jej swoim nazwiskiem. I nie ma znaczenia jak długi jest "zapożyczony" fragment. Plagiat ukryty to wplatanie do swojej pracy myśli z nie swojej pracy. Chodzi tu nie tylko o przepisywanie tekstu słowo w słowo, ale również o wykorzystywanie wyników cudzej pracy przy użyciu innych wyrazów. Kiedy treść i konstrukcja myślowa jest taka sama, również może być to zakwalifikowane jako plagiat.
Walka z oszustami
Antidotum na takie nieuczciwe zachowania ma być system antyplagiatowy, sprawdzający w jakim stopniu praca została napisana samodzielnie, a w jakim zacytowana. Taki system działa już w 100 szkołach wyższych w Polsce. Każdy student musi oddać swoją prace na płycie CD. Następnie system sprawdza zawartość tekstu - ile jest w nim zapożyczonych fragmentów, które nie mają przypisów, a ile treści własnej.
Pracę można sobie sprawdzić samodzielnie za pomocą Internetowego Systemu Antyplagiatowego - wystarczy się zarejestrować i wykupić token, a dowiemy się, czy przypadkiem nie jesteśmy oszustami.
kams, na podstawie: gazetaprawna.pl
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
2.4
13 głosów









