13.10.2009
10:13
Co i jak na uczelni, czyli przewodnik akademicki
Fot. Jacek Babiel / AG
Jak się przygotować do nowego roku akademickiego i co musisz wiedzieć, zanim pójdziesz na pierwszy wykład?
Pierwszy rok to dla wielu świeżo upieczonych maturzystów duża niewiadoma w życiu. Jest strach przed nowym miejscem, nowymi ludźmi i odcięciem pępowiny z rodzinnym domem. Na początku wszyscy czują się zagubieni. To normalne, ale młodzi ludzie szybko aklimatyzują się w nowych miejscach.
Wielu z was słyszało opowieści starszych kolegów, którzy zapewniali, że na studiach można się wyszumieć. A co z nauką? Ona jest tu najważniejsza, dlatego trzeba umieć znaleźć złoty środek.
Zmiany, zmiany, zmiany
Uczelnie wyższe szykują dla licealistów wiele zmian. Pojawi się mityczny indeks, sekretariat zamienia się w dziekanat, nauczyciele w profesorów, doktorów i magistrów, a zwykłe lekcje przybierają zupełnie nowe formy. Najpopularniejsze są wykłady, ćwiczenia, fakultety i seminaria. Wszystkie rządzą się innymi prawami. - Na wykładach trzeba słuchać i notować. Najczęściej w oparciu o wiedzę właśnie z wykładów zdaje się egzaminy, dlatego warto na nie chodzić, mimo iż w większości są nieobowiązkowe. Potem są ćwiczenia, które czasem uzupełniają materiał z wykładów w formie zadań, czasem omawia się artykuły, a czasem te zajęcia są w ogóle nie związane z wykładami. Najczęściej wykłady i ćwiczenia - występujące nawet pod taką samą nazwą - prowadzą inne osoby. Warto być aktywnym, bo może to albo podwyższyć, albo obniżyć końcową ocenę. Zwieńczeniem tych zajęć najczęściej jest kolokwium albo prezentacja z referatem, to zależy od prowadzącego. Niekiedy bardzo dobra ocena zwalnia z egzaminu, więc jest o co walczyć.
Są jeszcze fakultety i zajęcia opcjonalne, które studenci wybierają sobie sami. To jest najfajniejsza forma, bo można uczyć się tego, co się lubi. - Pamiętam bardzo oryginalne fakultety, jak na przykład: "Narkohandel i narkoterroryzm w Ameryce Łacińskiej", na który zapisała się połowa naszego roku. Pod koniec studiów, czy to licencjackich, czy magisterskich zaczynają się seminaria. W sumie najpoważniejsze z zajęć, bo służą napisaniu pracy dyplomowej. Tutaj każdy musi się przykładać - opowiada weteranka studiowania Kamila Piasecka, studentka V roku stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Łódzkim.
Czy to lato, czy to zima, sesja wszystkich w ryzach trzyma
Wbrew pozorom sesja może być niebezpieczna. Niektórzy nazywają ją systemem eliminacji studentów. Kiedy przychodzi sesja, półroczna beztroska pęka jak bańka mydlana. Szybko okazuje się, że bycie panem swojego czasu, oznacza również umiejętne gospodarowanie nim. I tu zaczynają się schody, ponieważ część żaków o tym zapomniała. Na uczelniach wyższych jest zupełnie inny system nauki niż w liceum. W semestrze nie ma sprawdzianów, klasówek czy kartkówek. Tylko nieliczni wykładowcy robią tak zwane wejściówki, czyli krótkie testy, na rozpoczęcie zajęć. Częściej wynikają one jednak z permanentnego nieprzygotowania studentów do omawianego tematu, niż rzeczywistej chęci sprawdzenia ich wiedzy. Na to zawsze przyjdzie pora. Tą porą jest sesja, która dwa razy w roku zmusza wszystkich studentów do nauki i romansu z książkami.
Kolokwia z ćwiczeń najlepiej zaliczyć wcześniej, bo często są również biletem wstępu na egzamin. Szczęśliwcy, którym się udało w pierwszym terminie mają potem wakacje, ci mniej błyskotliwi mają szansę w sesji poprawkowej. - Najtrudniej jest przejść przez pierwszy rok. Pamiętam nasz legendarny egzamin z historii stosunków międzynarodowych, na którym odpadła jedna trzecia roku. Szkoda było, że tylu fajnych ludzi nas opuściło. Potem było już łatwiej, oczywiście zdarzały się jeszcze pojedyncze osoby, którym się nie udało, ale gros z nas szczęśliwie dotarło do piątego roku. Każda następna sesja jest łatwiejsza, bo zbliża nas do końca, ale były egzaminy, które będę pamiętać do końca życia - mówi Kamila Piasecka.
Stancja czy akademik?
Student rozpoczynający naukę w innym mieście, albo pragnący wyrwać się z gniazdka rodziców, staje przed trudnym pytaniem - gdzie zamieszkać? Najczęściej finanse nie pozwalają na wynajęcie przytulnego mieszkanka, więc pozostaje stancja lub akademik . Generalnie przyjęło się, że akademiki są tańsze, a ich zagorzali zwolennicy przekonują, że nigdzie nie ma takiej atmosfery i tylu fajnych ludzi. To prawda, że kiedy w jednym budynku mieszka kilkaset młodych ludzi, szanse na zabawę są stuprocentowe, ale na spokój i ciszę - zerowe. Akademik pozwala na poznanie wielu nowych ludzi, nawiązanie przyjaźni i znajomości, które zaprocentują na studiach, a może i po.
Pomysłem na mały, cichy i przytulny pokoik może być mieszkanie wynajęte z grupką innych osób. Taka praktyka jest coraz częstsza, a finansowo nie wychodzi dużo drożej niż miejsce w akademiku. W dużych miastach, aż roi się od ogłoszeń stancji i pokoi do wynajęcia. Niektórzy oferują oddzielne mieszkania, a inni wydzielone miejsce w domkach jednorodzinnych. Wtedy jest szansa na kawałek ogródka. - Na pierwszym roku wynajmowałam mieszkanie z koleżanką i kolegą, ale teraz znalazłam pokój z łazienką i aneksem przy rodzinie w domku jednorodzinnym, z osobnym wejściem. Zaczęłam w tym roku drugie studia, dlatego potrzebuję więcej spokoju, a tu mam nawet mały balkon z zejściem do ogródka. Czasem trafiają się takie okazje, tylko trzeba dobrze poszukać - mówi Sara Tchorzewska, studentka II roku stosunków międzynarodowych i I roku pedagogiki na Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.
Ważny jest dobry wywiad
Żeby nie popełniać własnych błędów, a uczyć się na cudzych, warto skorzystać z poczty pantoflowej i popytać starszych kolegów, jak się studiuje na danym kierunku. Czego można się spodziewać po wykładowcach? Jak wyglądają zaliczenia? Które zajęcia są obowiązkowe, a które nie? I na których warto być aktywnym? Taka wiedza może okazać się bezcenna. Każdy pierwszoklasista może czuć się zagubiony, ale wyposażony w odpowiedni pakiet informacji, będzie swobodniejszy i spokojniejszy. Starsi koledzy mogą okazać się także "kopalnią" notatek i skryptów niezbędnych do zaliczenia sesji.
Studia, to nie tylko nauka
- Okres studiów to najpiękniejszy czas w życiu. Trzeba go dobrze wykorzystać, bo ta atmosfera już nigdy nie wróci - z sentymentem wspomina Szymon, absolwent architektury wnętrz na Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi. Dotyczy to nie tylko wieczornych spotkań, ale samego klimatu uczelni. Przekonają się o tym wszyscy studenci, którzy zdążą się już trochę zadomowić. - Najbardziej lubię "okienka", kiedy siedzimy całą grupą i dyskutujemy sobie na ważne dla nas tematy. Nierzadko dotyczą one samych zajęć - mówi Karolina Stawska, studentka amerykanistyki i mass mediów na Uniwersytecie Łódzkim.
Miłe są również studenckie imprezy. Pierwsza z nich będzie już za kilka dni. Tak zwana fuksówka to impreza integracyjna, organizowana w klubie studenckim, przez samorząd wydziałowy. - Wtedy wszyscy się poznaliśmy i taką paczką trzymamy się do dziś - przyznaje Karolina Stawska.
Do najsłynniejszych imprez studenckich należą też oczywiście juwenalia - w maju wszystkie największe ośrodki akademickie zamieniają się w arenę studenckiej zabawy. Prezydenci symbolicznie przekazują klucze do miast przedstawicielom studenckiej braci i przez weekend lub dwa trwa ostatnie szaleństwo przed letnią sesją. - Osiedle studenckie zmienia się nie do poznania: dekorujemy akademiki, organizujemy koncerty, leżymy na trawie i grillujemy - opowiada Kasia, studentka z X akademika na łódzkim Lumumbowie - osiedlu studenckim Uniwersytetu Łódzkiego.
Wielu niezapomnianych chwil i emocji dostarczają tzw. studenckie czwartki - Grupowo spotykamy się raz w tygodniu. Najczęściej w czwartek, bo wtedy wstęp do wielu klubów jest bezpłatny, a i na piwo są zniżki. To taka miła tradycja. Mam nadzieję, że przetrwa do końca studiów - zastanawia się Magda, studentka II roku zarządzania na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Joanna Barczykowska
Czytaj także:
Wielu z was słyszało opowieści starszych kolegów, którzy zapewniali, że na studiach można się wyszumieć. A co z nauką? Ona jest tu najważniejsza, dlatego trzeba umieć znaleźć złoty środek.
Zmiany, zmiany, zmiany
Uczelnie wyższe szykują dla licealistów wiele zmian. Pojawi się mityczny indeks, sekretariat zamienia się w dziekanat, nauczyciele w profesorów, doktorów i magistrów, a zwykłe lekcje przybierają zupełnie nowe formy. Najpopularniejsze są wykłady, ćwiczenia, fakultety i seminaria. Wszystkie rządzą się innymi prawami. - Na wykładach trzeba słuchać i notować. Najczęściej w oparciu o wiedzę właśnie z wykładów zdaje się egzaminy, dlatego warto na nie chodzić, mimo iż w większości są nieobowiązkowe. Potem są ćwiczenia, które czasem uzupełniają materiał z wykładów w formie zadań, czasem omawia się artykuły, a czasem te zajęcia są w ogóle nie związane z wykładami. Najczęściej wykłady i ćwiczenia - występujące nawet pod taką samą nazwą - prowadzą inne osoby. Warto być aktywnym, bo może to albo podwyższyć, albo obniżyć końcową ocenę. Zwieńczeniem tych zajęć najczęściej jest kolokwium albo prezentacja z referatem, to zależy od prowadzącego. Niekiedy bardzo dobra ocena zwalnia z egzaminu, więc jest o co walczyć.
Są jeszcze fakultety i zajęcia opcjonalne, które studenci wybierają sobie sami. To jest najfajniejsza forma, bo można uczyć się tego, co się lubi. - Pamiętam bardzo oryginalne fakultety, jak na przykład: "Narkohandel i narkoterroryzm w Ameryce Łacińskiej", na który zapisała się połowa naszego roku. Pod koniec studiów, czy to licencjackich, czy magisterskich zaczynają się seminaria. W sumie najpoważniejsze z zajęć, bo służą napisaniu pracy dyplomowej. Tutaj każdy musi się przykładać - opowiada weteranka studiowania Kamila Piasecka, studentka V roku stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Łódzkim.
Czy to lato, czy to zima, sesja wszystkich w ryzach trzyma
Wbrew pozorom sesja może być niebezpieczna. Niektórzy nazywają ją systemem eliminacji studentów. Kiedy przychodzi sesja, półroczna beztroska pęka jak bańka mydlana. Szybko okazuje się, że bycie panem swojego czasu, oznacza również umiejętne gospodarowanie nim. I tu zaczynają się schody, ponieważ część żaków o tym zapomniała. Na uczelniach wyższych jest zupełnie inny system nauki niż w liceum. W semestrze nie ma sprawdzianów, klasówek czy kartkówek. Tylko nieliczni wykładowcy robią tak zwane wejściówki, czyli krótkie testy, na rozpoczęcie zajęć. Częściej wynikają one jednak z permanentnego nieprzygotowania studentów do omawianego tematu, niż rzeczywistej chęci sprawdzenia ich wiedzy. Na to zawsze przyjdzie pora. Tą porą jest sesja, która dwa razy w roku zmusza wszystkich studentów do nauki i romansu z książkami.
Kolokwia z ćwiczeń najlepiej zaliczyć wcześniej, bo często są również biletem wstępu na egzamin. Szczęśliwcy, którym się udało w pierwszym terminie mają potem wakacje, ci mniej błyskotliwi mają szansę w sesji poprawkowej. - Najtrudniej jest przejść przez pierwszy rok. Pamiętam nasz legendarny egzamin z historii stosunków międzynarodowych, na którym odpadła jedna trzecia roku. Szkoda było, że tylu fajnych ludzi nas opuściło. Potem było już łatwiej, oczywiście zdarzały się jeszcze pojedyncze osoby, którym się nie udało, ale gros z nas szczęśliwie dotarło do piątego roku. Każda następna sesja jest łatwiejsza, bo zbliża nas do końca, ale były egzaminy, które będę pamiętać do końca życia - mówi Kamila Piasecka.
Stancja czy akademik?
Student rozpoczynający naukę w innym mieście, albo pragnący wyrwać się z gniazdka rodziców, staje przed trudnym pytaniem - gdzie zamieszkać? Najczęściej finanse nie pozwalają na wynajęcie przytulnego mieszkanka, więc pozostaje stancja lub akademik . Generalnie przyjęło się, że akademiki są tańsze, a ich zagorzali zwolennicy przekonują, że nigdzie nie ma takiej atmosfery i tylu fajnych ludzi. To prawda, że kiedy w jednym budynku mieszka kilkaset młodych ludzi, szanse na zabawę są stuprocentowe, ale na spokój i ciszę - zerowe. Akademik pozwala na poznanie wielu nowych ludzi, nawiązanie przyjaźni i znajomości, które zaprocentują na studiach, a może i po.
Pomysłem na mały, cichy i przytulny pokoik może być mieszkanie wynajęte z grupką innych osób. Taka praktyka jest coraz częstsza, a finansowo nie wychodzi dużo drożej niż miejsce w akademiku. W dużych miastach, aż roi się od ogłoszeń stancji i pokoi do wynajęcia. Niektórzy oferują oddzielne mieszkania, a inni wydzielone miejsce w domkach jednorodzinnych. Wtedy jest szansa na kawałek ogródka. - Na pierwszym roku wynajmowałam mieszkanie z koleżanką i kolegą, ale teraz znalazłam pokój z łazienką i aneksem przy rodzinie w domku jednorodzinnym, z osobnym wejściem. Zaczęłam w tym roku drugie studia, dlatego potrzebuję więcej spokoju, a tu mam nawet mały balkon z zejściem do ogródka. Czasem trafiają się takie okazje, tylko trzeba dobrze poszukać - mówi Sara Tchorzewska, studentka II roku stosunków międzynarodowych i I roku pedagogiki na Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.
Ważny jest dobry wywiad
Żeby nie popełniać własnych błędów, a uczyć się na cudzych, warto skorzystać z poczty pantoflowej i popytać starszych kolegów, jak się studiuje na danym kierunku. Czego można się spodziewać po wykładowcach? Jak wyglądają zaliczenia? Które zajęcia są obowiązkowe, a które nie? I na których warto być aktywnym? Taka wiedza może okazać się bezcenna. Każdy pierwszoklasista może czuć się zagubiony, ale wyposażony w odpowiedni pakiet informacji, będzie swobodniejszy i spokojniejszy. Starsi koledzy mogą okazać się także "kopalnią" notatek i skryptów niezbędnych do zaliczenia sesji.
Studia, to nie tylko nauka
- Okres studiów to najpiękniejszy czas w życiu. Trzeba go dobrze wykorzystać, bo ta atmosfera już nigdy nie wróci - z sentymentem wspomina Szymon, absolwent architektury wnętrz na Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi. Dotyczy to nie tylko wieczornych spotkań, ale samego klimatu uczelni. Przekonają się o tym wszyscy studenci, którzy zdążą się już trochę zadomowić. - Najbardziej lubię "okienka", kiedy siedzimy całą grupą i dyskutujemy sobie na ważne dla nas tematy. Nierzadko dotyczą one samych zajęć - mówi Karolina Stawska, studentka amerykanistyki i mass mediów na Uniwersytecie Łódzkim.
Miłe są również studenckie imprezy. Pierwsza z nich będzie już za kilka dni. Tak zwana fuksówka to impreza integracyjna, organizowana w klubie studenckim, przez samorząd wydziałowy. - Wtedy wszyscy się poznaliśmy i taką paczką trzymamy się do dziś - przyznaje Karolina Stawska.
Do najsłynniejszych imprez studenckich należą też oczywiście juwenalia - w maju wszystkie największe ośrodki akademickie zamieniają się w arenę studenckiej zabawy. Prezydenci symbolicznie przekazują klucze do miast przedstawicielom studenckiej braci i przez weekend lub dwa trwa ostatnie szaleństwo przed letnią sesją. - Osiedle studenckie zmienia się nie do poznania: dekorujemy akademiki, organizujemy koncerty, leżymy na trawie i grillujemy - opowiada Kasia, studentka z X akademika na łódzkim Lumumbowie - osiedlu studenckim Uniwersytetu Łódzkiego.
Wielu niezapomnianych chwil i emocji dostarczają tzw. studenckie czwartki - Grupowo spotykamy się raz w tygodniu. Najczęściej w czwartek, bo wtedy wstęp do wielu klubów jest bezpłatny, a i na piwo są zniżki. To taka miła tradycja. Mam nadzieję, że przetrwa do końca studiów - zastanawia się Magda, studentka II roku zarządzania na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Joanna Barczykowska
Czytaj także:
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
5
1 głos







