Matura, Studia, Szkolenia - Edulandia.pl
Matura, Studia, Szkolenia

Edulandia - matura, studia, szkolenia >  Studia i szkolenia >  Pieniądze

http://bi.gazeta.pl/i/obrazki/edulandia/searchBlank.gifhttp://bi.gazeta.pl/i/obrazki/edulandia/searchBlank.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Student biedy nie klepie

Blady, wiecznie z pustym portfelem, udzielający korepetycji, by zarobić na książki i obiad w barze mlecznym? Taki obraz studenta odchodzi w niebyt. Stypendia, praca na etacie, własne firmy - dzisiejsi żacy umieją się zatroszczyć o pieniądze.

Ewelina kończy polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Od początku studiów pracuje. Najpierw w sklepie odzieżowym, potem w radiu, przez chwilę "na zmywaku" w Londynie, a teraz - w jednej z codziennych gazet. Za parę miesięcy obroni pracę magisterską. O ile wśród zawodowych obowiązków znajdzie czas, by ją napisać:

- Nie jestem z Warszawy , a rodziców nie było stać, żeby mnie utrzymywać. Od początku wiedziałam, że jeśli chcę się przenieść do stolicy, to muszę zarabiać. W sklepie z ciuchami wytrzymałam prawie rok. Niezły wyczyn, bo harówka koszmarna, a pensja śmieszna (1 tys. miesięcznie), więc po opłaceniu mieszkania i raty za studia nie zostawało prawie nic - opowiada Ewelina. Wtedy jeszcze czasem pożyczała od rodziców na jedzenie czy nowe buty, teraz sama kupuje im prezenty:

- W pracy spędzam całe dnie, ale w końcu przyzwoicie zarabiam. Starcza na opłacenie studiów, zagraniczny wyjazd, nowy obiektyw do aparatu.

Zakasali rękawy

Z badań przeprowadzonych ostatnio przez serwis infoPraca.pl wynika, że zdecydowana większość polskich studentów łączy naukę z pracą. Aż 52 proc. żaków zaczyna zarabiać już na I roku. I to bynajmniej nie przy roznoszeniu ulotek: - Niemal równolegle ze studiami zaczęłam pracę w banku przy obsłudze klienta - opowiada Kasia, studentka romanistyki z UW. - Po kilku latach przeszłam do działu HR, kilka dni temu została kierownikiem projektu. Nie wiem, czy w ogóle skończę studia, bo szczerze mówiąc, nie bardzo mam czas na naukę - mówi Kasia. Czy nie żałuje, że tak wcześnie dała się zaprząc w pracowniczy kierat, a podczas gdy jej znajomi mają 3 miesiące wakacji, ona - dwa tygodnie urlopu?

- Żartujesz? Mam 23 lata i już zarabiam więcej niż moi rodzice (około 4 tys.), a w CV mam kilka ładnych lat doświadczenia zawodowego. Imprezy i wakacje? Ciekawe, z kim, skoro większość ludzi z mojego roku pracuje - wzrusza ramionami Kasia.

Co robią studenci, którzy chcą zarabiać, a nie mają ochoty na użeranie się z szefem? Zakładają własne firmy. W ciągu ostatnich 2 lat sześciokrotnie wzrosła liczba młodych przedsiębiorców, tylko w ciągu minionego roku w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości zarejestrowano prawie 700 studenckich firm. Branże? Mniej lub bardziej wyszukane: studentka socjologii z UW założyła pierwszy w Polsce sklep z butami do tanga argentyńskiego (cena za parę nie mniej niż 400 zł), kilka dziewczyn z Uniwersytetu Jagiellońskiego skrzyknęło się i założyło agencję hostess, a Dominika Hofman, Beata Master, Marta Domagalska, Katarzyna Połowniak - studentki Uniwersytetu Śląskiego - zarabiają, prowadząc internetowy portal edukacyjny dla maturzystów. Korzyści? Sami są sobie szefami, nie muszą przesadnie martwić się sprawami urzędowymi (inkubatory dają im NIP, regon itp.). A że pracują w takich godzinach, jakie im pasują - nie cierpi na tym nauka.

Alma Mater da zarobić

Nie wszyscy żacy mają genialne pomysły na biznes albo tyle samozaparcia, by prócz dziennych studiów ciągnąć pracę na etacie. Ale i oni biedy nie klepią. Zarabiają na... wiedzy. Dobre stopnie w indeksie mogą oznaczać całkiem przyzwoite wpływy na konto. Uczelnie wypłacają stypendia naukowe (wysokość każda uczelnia ustala sama) i sportowe, można się też starać o pieniądze z funduszu socjalnego, np.: stypendium mieszkaniowe czy na wyżywienie. Łącząc stypendia, na Uniwersytecie Warszawskim można zgarnąć nawet około 1,5 zł (miesięczna wysokość stypendiów nie może być wyższa niż 90 proc. najniższego wynagrodzenia asystenta):

- Ciężko było tylko na I roku, bo wtedy jeszcze nie przysługuje stypendium - mówi Maciek, absolwent politologii i socjologii UJ. - Potem już co roku dostawałem stypendium Ministra Nauki, około 1 tys. zł miesięcznie. Na krakowskie warunki sprzed kilku lat - góra pieniędzy (dziś stypendium ministra nauki wynosi 1,3 tys., otrzymuje je ponad tysiąc wybitnych studentów), więc nie musiałem pracować.

Opłaciło się, Maciek właśnie otwiera przewód doktorski na Yale. Do Stanów mógł pojechać, bo uczelnia... przyznała mu stypendium. Ile? - Wystarczająco, by się utrzymać i od czasu do czasu poszaleć w klubach Nowego Jorku. Starcza też na egzotyczne wyprawy (ostatnio Chile).

Ale uczelnie dają zarobić nie tylko poprzez stypendia. Żeby zatrzymać odpływ tych studentów, którzy nie dają rady pogodzić nauki z pracą, szkoły - zwłaszcza prywatne - coraz częściej oferują normalną pracę:

- Zatrudniamy naszych studentów na umowę-zlecenie w bibliotece, kawiarence internetowej, do pomocy w sekretariacie. Co roku znajdujemy taką pracę dla kilku osób - mówi Danuta Chojnacka ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. W Wyższej Szkole Informatyki w Łodzi pracę proponowano początkowo tylko tym studentom, którzy zalegali z opłatami. W ciągu miesiąca zarabiali około 300 zł i odpracowywali dług wobec uczelni, pracując w dziekanacie czy pomagając przy rekrutacji. Teraz zarabiają też ci, których talenty mogą się przydać uczelni:

- Zdarza się, że nasi studenci piszą programy albo robią projekty graficzne dla szkoły - słyszymy w biurze promocji uczelni.

Życie na kredycie

Pieniędzmi nie najgorzej gospodarują też ci, którzy na studia wzięli kredyty (przyznają je PKO BP, Bank Gospodarki Żywnościowej, Bank Pekao, Bank Polskiej Spółdzielczości, Gospodarczy Bank Wielkopolski, mogą się o niego starć studenci dzienni i zaoczni którzy rozpoczęli naukę przed 25 rokiem życia, gdy dochód w rodzinie nie przekracza 2,5 tys. zł):

- Nie miałem problemu, by dostać kredyt, bo w domu pracował tylko tata, a mama była bezrobotna - opowiada Marcin, który jest w trakcie studiów doktoranckich (prosi, by nie pisać, na jakiej uczelni). - Pieniądze od banku - 400 zł miesięcznie - brałem przez całe 5 lat studiów, ale od II roku dostawałem też stypendium socjalne i naukowe (łącznie 500 zł). Od czasu do czasu była jakaś dorywcza praca i dodatkowy zastrzyk gotówki. Spokojnie starczało na przeżycie miesiąca, łącznie z przyjemnościami i wyjazdami. Skutkiem tego pieniądze z kredytu wpłacałem... systematycznie na konto. Po pięciu latach uzbierało się tego ponad 20 tysięcy! - opowiada Marcin. - Kredyt zacząłem spłacać dopiero dwa lata po skończeniu studiów. Teraz pracuję, spłacam go cały czas, malutkimi ratami, a tamta gotówka wciąż mi rośnie na kilku kontach. Trzymam ją na zapas! - mówi Marcin.

Nie brakuje też studentów, którzy nie tylko trzymają, ale też obracają gotówką. Z danych Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych wynika, że co piąty inwestor na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych jest studentem.

Marcelina Szumer

 

Czytaj także:

Undergroundowe kierunki studiów

10 w skali Beauforta, czyli studia na Pomorzu

Studia na Śląsku, czyli tony arbuzów dla studentów

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

1

1 głos

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:
http://bi.gazeta.pl/i/obrazki/edulandia/searchBlank.gifhttp://bi.gazeta.pl/i/obrazki/edulandia/searchBlank.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif