25.11.2009
17:18
Biznes na szpilkach
Słaba płeć? Niezupełnie. One wykorzystały swoją szansę. Udowodniły, że kobieta może marzyc nie tylko o krześle sekretarki, ale także o fotelu szefa. I to własnej firmy. Ewa Minge, Ewa Wachowicz, Irena Eris i Teresa Mokrysz opowiadają o tym, że można to osiągnąć.

Ktoś złośliwy może powiedzieć, że branże, w których prowadzą swoje firmy, nie mają przed nimi tajemnic, więc o sukces nie było trudno. W końcu kto jak kto, ale kobiety znają się na kosmetykach, ciuchach i kawie.
Niezupełnie jest to prawda, bo zarządzanie biznesem wymaga takiej samej uwagi, czy to w wypadku sprzedaży samochodów, czy cappuccino w saszetkach. I kobiety sobie z tym dobrze radzą. - Dzisiejsze kobiety doskonale potrafią połączyć role matki i menedżera - mówi dr Irena Eris, współwłaścicielka Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris. - Są przebojowe, przewidujące, działają dynamicznie, szukają nowych rozwiązań. Dokształcają się i niejednokrotnie są lepszymi specjalistami od mężczyzn. Dlatego też będę obstawać przy tezie, że nieważna jest płeć. Liczy się determinacja, pasja i chęć realizowania własnych marzeń. Jeśli jest się silną i przebojową jednostką, szanującą drugiego człowieka, sukces okazuje się być na wyciągnięcie ręki - mówi. Trzeba po prostu bardzo chcieć i ciężko na niego pracować.
Zaczyna się od marzenia
Przekonała się o tym okrzyknięta polską Donatellą Versace Ewa Minge. Nie uważa się za gwiazdę biznesu. Sama mówi o sobie, że jest zwykłym, ciężko pracującym człowiekiem. Praca w dwóch firmach zajmuje jej przynajmniej 12 godzin dziennie. A przez to projektowanie schodzi na dalszy plan. - To dla mnie luksus i komfort - mówi. Zajmuje się tym najczęściej późno w nocy, kiedy jej synowie już śpią. Dzień to pora robienia interesów. Bo choć świat widzi w niej głównie projektantkę, ona przede wszystkim jest szefem i zajmuje się planowaniem korzystnej dla firmy strategii.
Jak zaczynała? Miała 13 lat, kiedy dostała od babci pierwszą maszynę do szycia. Szybciej jednak nauczyła się rozkładać ją na części, niż na niej szyć. Zresztą, jak przyznaje, nie potrafi tego do dzisiaj. O sukces nie walczyła na śmierć i życic. Los jej po prostu sprzyjał. Malowane przez nią na studiach batiki, czyli pokryte woskiem i barwnikami tkaniny, zaprzyjaźniona krawcowa zszywała w gotowe ubrania. Chwyciło. Zamarzyła się jej własna firma. W założeniu biznesu pomógł tata. Z oporami, bo chciał, aby jego córka została lekarzem.
Minge szybko zaczęta zarabiać pieniądze, mimo że ubrania powstawały w piwnicy jej domu w Pszczewie, a nie w profesjonalnej pracowni. Zatrudniała coraz więcej pracowników. - Zaczęłam pracować w moim ukochanym, wymarzonym zawodzie. Zrozumiałam, że nie jest ważne, gdzie człowiek tworzy. Ważne są dobre warunki i przyjemność z pracy, a salony lub sklepy firmowe można otworzyć na całym świecie - wyznaje.
Potem wszystko poszło jak z płatka. Najpierw Srebrna Pętelka podczas Poznańskiego Tygodnia Mody, potem targi w Dusseldorfie, złoty medal na targach w Moskwie, aż w końcu w jej strojach zakochali się Włosi i namówili ją do podboju światowego rynku.
Podobne wyczucie biznesu kierowało dr Ireną Eris. Nie miała żadnego kapitału. Pieniądze pożyczyła od mamy, a pierwsze partie towaru rozwoziła maluchem. Słoiczki były wypełniane kremem ręcznie, a w laboratorium pracowały tylko dwie osoby. - Najgorsze były początki - wspomina dr Irena Eris. - W latach 80. sytuacja polityczna w naszym kraju nie sprzyjała przecież, prywatnej działalności. Na dodatek z pozycji naukowca zostałam zdegradowana do roli rzemieślnika, jak to się potocznie mówiło "prywaciarza", i na co dzień borykałam się z rozmaitymi przeciwnościami - mówi. Nigdy jednak nie spotkała się z sytuacją, że ktoś ocenił jej kompetencje negatywnie tylko dlatego, że jest kobietą. Wręcz przeciwnie. - Kobiety z natury są wrażliwsze, delikatniejsze i łatwiej jest je zranić. Jednak z moich obserwacji wynika, że w pracy zawodowej wyróżniają je inne cechy. Potrafią doskonale radzić sobie ze stresem, prowadzić negocjacje, łagodzić przejściowe kryzysy. Właśnie ta delikatna, kobieca natura daje im przewagę nad mężczyznami i pozwala na stosowanie łagodniejszych metod rozwiązywania problemów - mówi dr Irena Eris.
W rozwój firmy zaangażował się jej mąż. Pełnił funkcję dostawcy, rozwożąc kremy wspomnianym wcześniej maluchem. - Tylko dzięki jego ogromnej pomocy, wsparciu i zaangażowaniu udało mi się zrobić pierwszy krok - przyznaje dr Irena Eris. - Na początku produkowałam jeden kosmetyk - krem półtłusty, ale marzyłam o stworzeniu całej gamy produktów do pielęgnacji twarzy dla kobiet - wspomina. Marzenie udało się zrealizować. Dziś kosmetyki Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris można kupić nawet na Tajwanie, a w katalogu jest prawie 500 produktów.
Kawowa panienka
O ciężko wypracowanym sukcesie może mówić też Teresa Mokrysz, współwłaścicielka firmy Mokate. Udowodniła ona, że na kawie da się zrobić interes. Nawet taki o wartości 310 mln złotych. I nie trzeba zakładać własnej plantacji, wystarczy zmysł do interesów. Teresa Mokrysz, jak na góralkę przystało, rzadko kiedy się poddaje. Nie darmo została uhonorowana tytułem Najbardziej Przedsiębiorczej Kobiety Świata, przyznawanym przez amerykańskie stowarzyszenie liderek biznesu.
Zaczęło się - tak jak przy tysiącach innych inwestycji - od przypadku. Pomysł na firmę podsunęła jej spotkana w samolocie kobieta. Czemu nie sprowadzać do Polski śmietanki do kawy? Pieniądze pożyczyła od męża. 10 tys. dolarów wystarczyło na pierwszą partie holenderskiego specjału. Gdy nakręcała firmę, musiała pogodzić działalność gospodarczą pracą urzędnika. Z czasem doszła jednak do wniosku, że dłużej tak nie można. - Zrozumiałam, że to może być moja przyszłość. Że to jest poważny biznes i trzeba się do niego poważnie zabrać - wspomina. Nie była sama, bo Mokate od początku jest firmą rodzinną. Jej mąż Kazimierz stoi na czele firmy, ona jest jej wiceprezesem. Ma strategię, która polega na wprowadzaniu produktów i inwestowaniu pieniędzy. I wierzy w siebie. Jak przyznaje, tylko raz dano jej odczuć, że kobieta nie poradzi sobie w świecie rządzonym przez mężczyzn. Ona jednak nie dała się przestraszyć. Jest dumna, że udało się jej się stworzyć firmę z polskim kapitałem i nie ulec pokusie sprzedania Mokate wielkim koncernom.
Dziś jej imperium to dziewięć firm produkcyjnych, tysiąc produktów spożywczych i tylu samo pracowników. Eksport obejmuje kilkadziesiąt państw świata, a zakłady są także w Czechach, na Węgrzech, Słowacji i Ukrainie. Jaka jest jej recepta na sukces? - Myślę, że to musi być praca z pasją, konsekwencją. I odrobina szczęścia - przyznaje.
Dużo trudniejszą drogę do sukcesu odbyła Ewa Wachowicz - Miss Polski, III Wicemiss Świata oraz World Miss University. Nie chciała zostać zaszufladkowana jako ładna buzia. Postanowiła spróbować sił w biznesie. Zamieniła studia na Akademii Rolniczej na ekonomię. Założyła własną firmę, która zajmuje się produkcją programów telewizyjnych. Jak na złość nazwala ją Promiss. Sprzedała samochód wygrany w konkursie piękności i zainwestowała gotówkę w pierwszy program. Trafiła na czas, kiedy media komercyjne dopiero rosły w siłę i znalazła dla siebie miejsce. Dziś sztandarową produkcją jej firmy są "Podróże kulinarne Roberta Makłowicza".
Wachowicz mówi, że wybrała produkcję, bo to zajęcie wydaje się jej dużo bardziej twórcze niż praca przed kamerą, którą miała przecież na wyciągnięcie ręki. W swojej firmie jest przede wszystkim menedżerem, który czuwa nad odpowiednim doborem zespołu. - Więcej frajdy sprawia mi zarządzanie - przyznaje. Ale biznes ceni też ze względu na wolność, którą daje praca na własny rachunek. Ponieważ żaden szef nie stał jej nad głową, mogła spokojnie skończyć studia. Nie bez znaczenia są też finanse i samodzielność. - Lubię być osobą niezależną - przyznaje. Kolejnym krokiem jest dla niej autorski program w Polsacie "Ewa gotuje". Zdecydowała się stanąć przed kamerą jako gospodyni. Dziś już nikt nie powie jej, że ma tylko ładną buzię, bo egzamin z biznesu zdała na piątkę.
To dopiero początek
Jak przyznaje dr Irena Eris, jest coś, co zwiększa szansę płci pięknej w biznesie. - To intuicja - zdradza. - Kobiety mają tak zwany szósty zmysł. Mężczyźni oczywiście też bywają dalekowzroczni i przewidujący. Jednak kobiety doskonale potrafią rozpoznać swój wewnętrzny głos i mu zaufać. W biznesie takie podejście do pieniędzy jest traktowane jako irracjonalne, ale okazuje się, że bardzo często kobiety na tym wygrywają - przyznaje. Dobrą ilustracją jest przełomowe posunięcie Teresy Mokrysz. Kiedy poczuła się na siłach, postanowiła rozpocząć w kraju produkcję zabielaczy do kawy. Budowa linii produkcyjnej kosztowała kilkadziesiąt milionów dolarów. - Zadrżała mi ręka, kiedy podpisywałam kontrakt na budowę wieży produkcyjnej. Ale byłam przekonana, że robię dobrze, że to właściwa droga rozwoju - zapewnia. Teraz firma sukcesywnie zdobywa nowe rynki. Być może dzieci Mokrysz, które już wdrażają się do pracy w firmie, dokonają kolejnego przełomu?
Minge w izbie haute couture Alta Moda Alta Roma nosi tytuł Next Couture, czyli osoby, która kreuje trendy w modzie. W tym roku w czasie paryskiego haute couture zorganizowała prywatny pokaz swojej kolekcji. Ale jej marzenia sięgają dalej. Ma ambicję podbić Paryż. Dr Irena Eris największe wyzwania ma za sobą. - Moim największym sukcesem było stworzenie w 2001 roku własnego Centrum Naukowo-Badawczego - wspomina. - Jesteśmy jedynym producentem kosmetyków w Polsce, a także jednym z niewielu w Europie i na świecie, posiadającym takie właśnie zaplecze naukowe - mówi dr Irena Eris. Marzenia na przyszłość? - Rozwijać się, zdobywać nowe doświadczenia i wcielać je w życie - wylicza. - Pomysłów jest bardzo dużo i chciałabym, aby można je było wszystkie zrealizować - zdradza. Ewa Wachowicz marzy o tym, żeby na chwilę oderwać się od kulinariów i wyprodukować film. Nie zdradza wyzwań związanych z gotowaniem na ekranie, bo - jak mówi - w tej branży następuje szybka kradzież pomysłów. A biznes, wiadomo, to biznes... Nawet w szpilkach.
Tekst pochodzi z magazynu studenckiego "?dlaczego" Autor: Dorota Malinowska
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
5
5 głosów










