Nauczyciel: "Kiedy myślę o powrocie do szkoły, mam mieszane uczucia"

Katarzyna Dominiewska
26.08.2013 , aktualizacja: 30.08.2013 09:15
A A A
Szkoła

Szkoła (Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gazeta)

Rok szkolny zbliża się wielkimi krokami. Uczniowie kupują zeszyty, rodzice szukają podręczników, niektórzy już myślą o korepetycjach. Część młodzieży nie może doczekać się powrotu do szkoły, inni drżą na samą myśl o kolejnych dziesięciu miesiącach w szkolnej ławie. A jak w tym czasie czują się nauczyciele?
Na temat szkoły i polskiego systemu edukacji napisano już bardzo wiele. Dyskusja na ten temat trwa nieustannie w polskich mediach. Często jednak posługujemy się obiegowymi opiniami i stereotypowymi wyobrażeniami.

Dziś oddajemy głos nauczycielom. Rozmawialiśmy z nauczycielami, którzy uczą w rożnych miejscach w Polsce. Poprosiliśmy ich o dokończenie zdań na temat polskiej szkoły.

Anna, nauczycielka języka angielskiego w warszawskim liceum

Za dwa tygodnie powrót do szkoły, gdy o tym myślę, wspominam entuzjazm i radość z tego momentu w latach ubiegłych. Teraz zastanawiam się, ile nowych zarządzeń, zmian i zmianek oraz utrudnień dla nauczycieli znów wprowadzą władze.

Młodzież, którą teraz uczę w porównaniu do mojego pokolenia, jest powierzchowna, myśli skrótami, nie chce, bądź nie potrafi dłużej pochylić się nad jakimś zagadnieniem, jest nieufna, nie lubi pokazywać pozytywnych emocji. Okazuje dużo większą śmiałość w relacjach z nauczycielami, co, choć cenne, jest często po prostu niegrzeczne. Jest roszczeniowa i raczej bierna, rzadko wykazuje własną inicjatywę. Bardzo chętnie, natomiast, punktuje i rozlicza nauczycieli. Mimo dostępu do wielu zdobyczy cywilizacyjnych i wszelkich nowinek technicznych, dzisiejsza młodzież nie wydaje mi się to pokoleniem ludzi szczęśliwych.

Nowe pokolenie wejdzie na rynek pracy często lepiej przygotowane merytorycznie, lecz gorzej pod względem emocjonalnym. W porównaniu do mojego pokolenia młodzi wykazują mniej zaangażowania, odpowiedzialności za własne czyny i decyzje. To nowe pokolenie z mniejszymi umiejętnościami interpersonalnymi, za to z większymi problemami ze sobą i własnymi emocjami.

Kiedy myślę o podwyżkach dla nauczycieli w ciągu ostatnich 10 lat, wydaje mi się, że, dało się je zauważyć na tzw. paskach z pensją, lecz nie można było realnie odczuć w portfelu, a to głównie z powodu ogólnie rosnących cen. Mimo tych podwyżek wynagrodzenia pedagogów i tak są na żenującym poziomie.

Gdy słyszę, że nauczyciel ma długie wakacje i krótki dzień pracy, odpowiadam, że większość moich kolegów wychodzi z pracy najwcześniej o godzinie 15.00. Oznacza to 7 godzin lekcyjnych i krótkie przerwy, na których zazwyczaj są tysiące spraw do załatwienia, pytania od uczniów, nierzadko wizyty rodziców (zwykle niezapowiedziane). Z kolei jedna lekcja to 45 minut bardzo silnie skoncentrowanej uwagi na wykładanym temacie, zachowaniu i reakcjach uczniów, trzeba w tym czasie zapanować nad wymianą poglądów i emocjami (swoimi oraz uczniów). Po lekcjach, w domu poprawiamy sprawdziany i przygotowujemy lekcje na następny dzień. Rzetelnemu nauczycielowi zajmuje to przeciętnie od 2 do 3 godzin. W tej sytuacji wakacje są wprost KONIECZNĄ dłuższą przerwą na regenerację sił, odpoczynek po to by wróciły zapał i motywacja, a te są niezbędne, by pracować z dziećmi i młodzieżą. Należy tu dodać, że nauczyciel nie może wziąć urlopu w żadnym innym terminie.

Sądzę, że warunki w szkołach (wyposażenie sal, materiały dydaktyczne, stan budynków) są nie takie same w różnych szkołach, ale ogólnie to nie jest zła sytuacja.

Rola rodziców w procesie nauczania powinna być wspomagająca i motywująca, a niestety często jest żadna.

Największą bolączka polskiej szkoły jest moim zdaniem gąszcz coraz częściej zmieniających się przepisów oraz przesuwający się akcent z rzeczywistej pracy z uczniem na administrowanie tą pracą (raporty, plany, sprawozdania, analizy, itd.).

Gdybym miała wskazać pozytywne zmiany, jakie zaszły w polskim szkolnictwie w ciągu ostatnich 10 lat, to jest to ujednolicenie matury i całego systemu egzaminów oraz ocenianie ich przez zewnętrzne komisje, lepszy stan szkół.

A poza tym, to uważam, że polska szkoła jest do wymyślenia kompletnie na nowo. Czasy się tak bardzo zmieniły, że anachroniczność tego od lat (wieków) nieźle funkcjonującego modelu aż skrzeczy!

Beata, nauczycielka matematyki w warszawskim gimnazjum

Za dwa tygodnie powrót do szkoły, gdy o tym myślę, mam mieszane uczucia.

Młodzież, którą teraz uczę, w porównaniu do mojego pokolenia jest gorzej wychowana i wyedukowana.

Nowe pokolenie wejdzie na rynek pracy gorzej przygotowane, bo mniej się od nich wymaga, programy są coraz bardziej okrojone.

Kiedy myślę o podwyżkach dla nauczycieli w ciągu ostatnich 10 lat, to wydaje mi się, że teraz nie mówi się o podwyżkach, ale o tym, by nie stracić pracy - jest coraz mniej dzieci i wiele znajomych osób ma mniej godzin lub traci pracę.

Gdy słyszę, że nauczyciel ma długie wakacje i krótki dzień pracy, to wiem, że mówi to osoba, która nie rozumie, co to za praca - nie myśli o przygotowywaniu się do lekcji, sprawdzaniu prac, zebraniach, wycieczkach i wyjazdach z uczniami i ogromnym zmęczeniu pod koniec roku szkolnego.

Sądzę, że warunki w szkołach (wyposażenie sal, materiały dydaktyczne, stan budynków) są często kiepskie, ale najważniejsi są w szkole ludzie.

PYTANIE Uważam, że nauczyciele...

  • wyolbrzymiają. Ich praca nie jest tak ciężka i frustrująca.
  • mają rację. Obecnie młodzież jest bezczelna i niewychowana.
  • mają za niskie pensje. Ich praca powinna być lepiej wynagradzana.
Zobacz także
Komentarze (257)
Zaloguj się
  • krys_76

    Oceniono 504 razy 478

    Od czasów reformy wymyślonej przez idiotę, chama i niszczyciela oświaty Mirosława Handke polska szkoła z każdym rokiem zbliża się do totalnego dna. Za ciężkie pieniądze podatnika zniszczono całkiem dobry system 8+4 i wprowadzono gimnazja, które stały się rozsadnikiem wszelkiej patologii.
    Do tego systemowo i planowo zniszczono autorytet nauczyciela i w szkołach zapanowało bezhołowie zdominowane przez bezczelnych, totalnie roszczeniowych, a czasami po prostu głupich ale głośno krzyczących rodziców. Nauczyciele są bezradni wobec chamstwa (ponieważ sami nie mogą odpowiadać na nie chamstwem i złośliwością). Sprawcy przemocy są praktycznie bezkarni i doskonale zdają sobie z tego sprawę. O statusie w nieformalnej hierarchii klasy decyduje poziom agresywności, im ktoś jest bardziej agresywny i nieobliczalny tym bardziej się z nim liczą. Uczniowie kulturalni, grzeczni, skryci, zamknięci w sobie są gnojeni i szykanowani na oczach bezradnych nauczycieli.
    Jeśli chodzi o dydaktykę to kolejne reformy niemal zlikwidowały nauczanie przedmiotów przyrodniczych. Zamiast tego przez kilka godzin dziennie wbija się uczniom religijne bajki z których większość się śmieje po przekroczeniu progu klasy. Na poziomie zarządzania ksiądz jest świętą krową, która praktycznie nie podlega władzy dyrektora placówki, często przewodzi jakiejś lokalnej klice, a nauczyciele muszą uważać żeby go nie urazić bo to się kończy ostracyzmem. Kolejna reforma kolejnej oderwanej od rzeczywistości idiotki, Katarzyny Hall zrobiła z nauczycieli jakiś pseudo-księgowych zarzucając ich tonami bezwartościowych papierów, zmuszając do pisania niezliczonych raportów, które po roku lub dwóch nigdy przez nikogo nie przeczytane trafiają do śmietnika. MEN sam zauważył absurdalność swoich pomysłów np. KIP (karta indywidualnych potrzeb ucznia) i się z nich wycofał nikogo nie rozliczając z ich realizacji. Co z wieloma godzinami pracy, które co ambitniejsi nauczyciele (zwykle Panie:) poświęciły na wypisywanie tych bzdur. Kolejny skutek reformy to planowe nieuczenie kreatywności. Chodzi chyba o to żeby wychować tępych niewolników dla korporacji. A polega to na tym, że nawet na maturze odeszło się od swobodnej wypowiedzi pisemnej, unika refleksji, głębszych analiz a sprowadza egzamin do rozwiązanie testu w którym wszystko musi być zgodnie z kluczem bo inaczej jest źle. Kolejnym absurdem organizacyjnym są kuratoria, które po przejęciu szkół przez gminy stały się kosztownym "bytem nad potrzebę". Służą one wyłącznie zapewnieniu ciepłych posadek znajomym królika a minister Hall żeby na siłę znaleźć im coś do roboty i uzasadnić sens istnienia wprowadziła System Ewaluacji Zewnętrznej Szkół, które też jest zresztą fikcją. Np. u mnie w szkole ankiety wśród uczniów i rodziców wykazały, że bardzo często łamana jest zasada świeckości publicznej szkoły oraz że uczniowie innych wyznań są zmuszani do uczestniczenia w obrzędach religijnych. Podczas rady podsumowującej kontrolę ewaluator powiedział o tym cichutkim głosem jakby się przyznawał, że coś ukradł. Ksiądz i katechetki aż zabulgotali. Zrobiła się cisza. A zmieszany ewaluator powiedział, że lepiej sprawę przemilczeć bo jest delikatna i NIE BĘDZIE TEJ OBSERWACJI UMIESZCZAŁ W RAPORCIE. Ciekawe czy w wielu szkołach było podobnie??? Podsumowując, skutki reform Handkego, Hall i Szumilas są takie, że nie wiem nie lepiej by było zlikwidować powszechną, publiczną oświatę w Polsce i zacząć wszystko od nowa. A wiem co piszę przepracowałem piętnaście lat jako nauczyciel języka angielskiego w publicznym gimnazjum.

  • polo-bolo

    Oceniono 345 razy 279

    Ciekawe, wszyscy zgodnie potwierdzają, że młodzież jest do d.u.p.y. A może to nie młodzież tylko ich rodzice?

  • olisia25

    Oceniono 766 razy 278

    Ja naprawdę szanuję ciężką pracę nauczycieli, ale to ciagłe marudzenie i opowiadanie jak mają źle doprowadza mnie do szewskiej pasji.
    Ja pracuję średnio 10h dziennie, czasem dużo więcej, nierzadko do późnych godzin nocnych i w weekendy ( bez płatnych nadgodzin). W pracy mam na co dzień również olbrzymi stres związany z odpowiedzialnością za wysokobudżetowy projekt, krótkimi terminami realizacji i kontaktem z klientami. W czasie pracy nierzadko przez cały dzień nic nie jem, bo nie mam czasu wyjść na lunch.
    Zwykle po powrocie z pracy idę po prostu spać, bo nie mam już na nic innego siły.
    Większość moich znajomych pracuje na takim poziomie, wielu zastanawia się jak długo da jeszcze radę.

    I nie mamy związków zawodowych, płatnych rocznych urlopów na podreperowanie zdrowia, wolnych we wszystkie święta, ferie, weekendy, rekolekcje, 2 miesiące wakacji itd. Nie marudzimy, jaki ten zawód trudny, jakie Państwo niewdzięczne a dzieci niewychowane. Cięzko pracujemy i dostajemy za naszą pracę adekwatne wynagrodzenie.
    Nie poszłabym pracować do szkoły, ale ich też nikt tam siłą nie trzyma.

    Przez 12 lat mojej edukacji w szkole spotkałam zaledwie kilku nauczycieli którzy wykonywali swoją pracę z pasją, obchodzili ich uczniowie, ich problemy i postępy.
    Większość była sfrustrowanymi pracownikami, którzy poszli pracować do szkoły tylko dlatego, że nie dostali się na lepsze studia i w konsekwencji nie dostali lepszej pracy. I to niestety przekładało się na marną jakość nauczania.
    I swoją frustrację wyrzucała na uczniów.

  • marillion73

    Oceniono 357 razy 247

    Dawniej nauczycielka dała po łapach linijką, a czasami w tyłek i rodzic jeszcze przyszedł i nauczycielkę pochwalił. Dzisiaj rodzic chwali dziecko jak odpyskuje nauczycielce.

  • sunim

    Oceniono 201 razy 187

    Chyba dramatem są jednak urzędnicy. Wydaje się, że żaden inny resort nie był tak gruntownie (może trafniej: często i bez przerwy) reformowany jak edukacja właśnie. I jest coraz gorzej. Z ministra na ministra, tfu. ministrę kolejną... Wydaje się, że gorzej być nie może. A jest. Wydawało się, że Hallowa to dno i... przyszła Szumilas, a człowiek zrozumiał po raz kolejny, że uczy się całe życie.

    Raporty, analizy, nadzory. I wszechmocne testy i teściki. Porównania i tzw. ewaluacje. Komu służą? No przecież nie uczniom! To ma ułatwiać pracę urzędnikom, nie uczniom! Wszystkie kolejne reformy systemu oświaty robione są z perspektywy urzędnika i mają ułatwiać mu pracę. A smutne jest to, że najgorszymi (najgorliwszymi w tym wszystkim, jak kto woli) urzędnikami są właśnie byli nauczyciele.

    Więc uczniowie nie uczą się, ale są przygotowani do testów, bo na testach oświata stoi.

  • truten.zenobi

    Oceniono 152 razy 106

    tak tak za moich czasów...
    byliśmy grzeczni, uprzejmi, pracowici... to nie tak jak ta dzisiejsza młodzież...

    ale w jednym ta pani ma rację skostniały system nauczania nie nadąża za zmieniającym się światem i żadna kosmetyka tego nie zmieni.

  • fomica

    Oceniono 126 razy 94

    Były juz X, Y, Z... i koniec alfabetu! Teraz nastapi pokolenie "Ż", cofniemy się do "A", czy po prostu świat sie skończy??

  • urabura2

    Oceniono 118 razy 48

    13annarchistka zauważyła to o czym chciałam napisać - 35 godzin lekcyjnych tygodniowo to teoretycznie 19 pensum + 16 nadgodzin . Ilość stałych nadgodzin nie powinna przekraczać 9 godz więc to 7 to doraźne zastępstwa ? I tak co tydzień ? Bzdura

  • krys_76

    Oceniono 49 razy 47

    Co ja bym zrobił?

    1. Totalne odchudzenie szkolnej dokumentacji. Jedynym dokumentem, który prowadziłby nauczyciel powinien być dziennik lekcyjny. W zamian nauczyciele powinni więcej pracować z uczniami.
    2. Likwidacja kuratoriów. Ich pracę spokojnie wykona wizytator gminny albo powiatowy zatrudniony przez samorząd.
    3. Przywrócenie systemy8+4(3). Odbudowanie szkolnictwa zawodowego. Zwiększenie wymagań podczas egzaminu gimnazjalnego i maturalnego. Zakończenie "inflacji" matury.
    4. Utworzenie specjalnych ośrodków dla "trudnej" młodzieży według pomysłu Giertycha. Wysyłanie tam uczniów decyzją dyrektora szkoły lub sądu (bez konieczności uzyskania akceptacji rodziców).
    5. Promowanie przez państwo i samorządy MAŁYCH szkół blisko miejsca zamieszkania ucznia.
    6. Zmniejszenie liczby uczniów w klasie.
    7. Dyrektor powinien mieć możliwość wyrzucenia ucznia ze szkoły na każdym poziomie edukacyjnym. Oczywiście powinien to stosować rozsądnie i tylko w ostateczności.
    8. Znaczne ograniczenie wpływu rodziców na życie szkoły.
    To tak na szybko.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX