Kasia i Ola, maturzystki z Katowic, studniówkowej nocy na pewno nie zapomną. I to nie tylko z powodu wystawnego balu, na którym bawiły się w Marysinym Dworze, ani z powodu wystrzałowych sukienek i fryzur, które z tej okazji sobie zafundowały. Ważniejsze było to, co zaplanowali po balu ich partnerzy. - Kilka tygodni przed studniówką Rafał zapytał mnie, czy dam się po imprezie jeszcze gdzieś porwać. Odpowiedziałam, że jasne, ale myślałam, że chodzi mu o jakiś klub. Często wychodzimy razem do dyskoteki - mówi Kasia.
Kilka dni później Rafał przedstawił jej swoje plany. Zarezerwował pokój w hotelu Diament. - Zamurowało mnie, ale nie miałam nic przeciwko - śmieje się Kasia. Zwierzyła się Oli, przyjaciółce z klasy, która powtórzyła to Bartkowi, swojemu chłopakowi. Postanowili: skoro Rafał i Kasia mogą, to oni też chcą zakończyć studniówkę w taki sam sposób.
Dziewczyny zdecydowały, że swoje plany zachowają w tajemnicy przed resztą klasy. - Gdyby to dotarło do nauczycieli, mogłaby być awantura, choć przecież jesteśmy pełnoletnie - wyjaśniają.
W sekrecie przed znajomymi dziewczyny wybrały się po elegancką bieliznę. Oprócz czerwonych majteczek, przynoszących szczęście na maturze, potrzebowały jeszcze ładnych staników i pończoch.
- Przez całą studniówkę siedziałyśmy jak na szpilkach. Rafał w tańcu szepnął mi, że ma dla mnie niespodziankę, i już nie mogłam się doczekać końca balu, zwłaszcza że zabawa była dość drętwa - mówi Kasia.
Do Diamentu cała czwórka pojechała jedną taksówką, ale na miejscu czekały na nich dwa pokoje, po 369 zł każdy. - Właściwie moglibyśmy zostać w Marysinym Dworze, bo tam też mają noclegi, ale chodziło o dyskrecję - wyjaśniają dziewczyny.
Rafał miał dla Kasi obiecaną niespodziankę: srebrny łańcuszek i butelkę wina. Szczegółów tego, co działo się dalej, dziewczyna nie zdradziła nawet Oli.
To, że studniówki coraz bardziej przypominają wesela, nikogo już nie dziwi. Hotelarze zauważają jednak, że wielu maturzystom przestaje wystarczać sala w restauracji, limuzyna i kapela na żywo. Chcą też "nocy studniówkowej". - Bywa, że po takim balu kilka par zamawia u nas nocleg - mówi recepcjonistka wiślańskiego hotelu Gołębiewski, gdzie dwuosobowy pokój kosztuje 550 zł.
Najczęściej pokoje zamawiają starsi o kilka lat partnerzy licealistek. - Mogą sobie pozwolić, by za zaproszenie na studniówkę zrewanżować się dziewczynie, oferując jej odrobinę luksusu - twierdzi recepcjonistka.
Nowy trend nie uszedł uwadze katowickiego hotelu Qubus. - Osobom, które po balu studniówkowym nie mają ochoty wracać do domu, oferujemy pokoje w promocyjnej cenie. Skorzystało kilka par, które miały chęci i pieniądze, żeby zostać dłużej - mówi Paweł Grajecki z działu marketingu.
- Za moich czasów takie zachowanie byłoby nie do pomyślenia - kręci głową Tomasz Szyjkowski, dyrektor IV LO w Sosnowcu. Wspomina, że gdy był uczniem, na studniówkę nie wolno było nawet przyprowadzić partnera spoza szkoły, a bal kończył się nie nad ranem, lecz o godz. 22. Maturzyści grzecznie szli potem do domów. Gdyby nawet przyszło im do głowy spędzić gdzieś noc z ukochanym czy ukochaną, to po pierwsze, nie mieliby gdzie, bo hotele nie były tak dostępne jak dziś, a po drugie, rodzice nie zgodziliby się na poranny powrót do domu. - Ale to nie znaczy, że młodzież była wtedy inna niż teraz - zastrzega Szyjkowski. Może ówcześni licealiści faktycznie mniej ujawniali zainteresowanie erotyką, bo przyzwolenie społeczne na to było mniejsze, ale byli jej tak samo ciekawi jak współczesna młodzież. - Pierwsze doświadczenia w tej sferze zdobywało się najczęściej na prywatkach - mówi Szyjkowski. Przyznaje, że maturzyści to osoby pełnoletnie, które same mogą decydować o swoim życiu intymnym.
Mniej liberalny jest ks. Jarosław Kwiecień z diecezji sosnowieckiej. - Koniec liceum to zbyt wcześnie na rozpoczynanie współżycia. To czas, gdy człowiek szybko się zakochuje i równie szybko zmienia obiekt uczuć. Po zachłyśnięciu się seksem przez nastoletnich Amerykanów w Stanach Zjednoczonych coraz modniejszy jest teraz ruch propagujący wstrzemięźliwość przedmałżeńską. Młodzi ludzie, którzy się z nim identyfikują, także celebryci, noszą obrączki dziewictwa czy ubrania z odpowiednimi hasłami, by dawać przykład innym. Do nas też to dotrze, choć na razie nie jesteśmy jeszcze gotowi - prorokuje ks. Kwiecień.
Zdaniem dr Agnieszki Drosdzol, seksuolożki ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, licealiści, którzy decydują się na swój pierwszy raz w hotelu tuż po studniówce, wcale nie są nowocześni i wyzwoleni, lecz staroświeccy. - W porównaniu do większości nastolatków, którzy inicjację seksualną przechodzą najczęściej w przypadkowym miejscu: w namiocie na wakacjach czy gdzieś w kącie podczas imprezy, oni dbając o piękną oprawę tego momentu, są prawdziwymi romantykami - mówi dr Drosdzol. I - jak zauważa - również bardzo cierpliwymi, bo dziś przeciętny wiek inicjacji seksualnej to 16 lat.
Spośród pacjentek dr Drosdzol, specjalizującej się w ginekologii dziewcząt do 18. roku życia, aż 60 proc. 16-latek ma pierwszy raz już za sobą. Wiele z nich do gabinetu przyprowadzają mamy, prosząc o przepisanie córkom pigułek antykoncepcyjnych. - To bardzo wcześnie, bo moim zdaniem nawet maturzyści często nie są gotowi na współżycie. Ale dobrze, że jeśli już planują inicjację, robią to w staranny sposób i chcą, by była niezapomnianym momentem. Powinni jednak pamiętać, by troszczyć się nie tylko o wspaniałą atmosferę, ale także się zabezpieczać - mówi dr Drosdzol.
Polecamy: Maturzyści są dorośli i rodzicom wara od ich ocen

Weź cyfrówkę na studniówkę i
wygraj nagrody!