Chodzi o nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym, którą w piątek przegłosował Sejm. Nauczyciele akademiccy od nowego roku akademickiego nie będą mogli - bez zgody rektora - pracować na kilku etatach równocześnie.
Z danych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego na dwóch lub więcej etatach dorabia obecnie ponad jedna trzecia profesorów. - To przekłada się na spadek jakości zarówno dydaktyki, jak i badań naukowych - mówi rzecznik MNiSW Bartosz Loba. Od końca lat 90. liczba studentów w Polsce wzrosła czterokrotnie (dziś jest ich prawie 2 mln), a kadra akademicka powiększyła się w tym samym czasie jedynie o 30 proc. Znanych profesorów na zajęciach nagminnie zastępują ich doktoranci czy adiunkci. Zdarzały się przypadki, że wykład cenionego profesora studenci oglądali z telewizora.
Z argumentem o lekceważeniu obowiązków nie zgadza się prof. Ewa Kołodziejek, kierownik Zakładu Etnolingwistyki i Kultury Języka w Instytucie Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego (drugi etat w Wyższej Szkole Humanistycznej). - Nie wiem, jak uczą wykładowcy w innych miastach, ale ja i moi koledzy solidnie przygotowujemy się do zajęć ze wszystkimi studentami.
Po wprowadzeniu nowych przepisów, nauczyciel akademicki zatrudniony w uczelni publicznej będzie mógł zatrudnić się tylko u jednego dodatkowego pracodawcy prowadzącego działalność dydaktyczną lub naukową badawczą, pod warunkiem, że dostanie na to za zgodę rektora macierzystej uczelni.
- Rektorzy uniwersytetów polskich zapowiedzieli, że takiej zgody nie będą udzielać - zauważa prof. Robert Cieślak, kierownik Zakładu Mediów i Komunikowania Instytutu Polonistyki i Kulturoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego oraz dyrektor Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej w Wyższej Szkole Humanistycznej. - System szkolnictwa wyższego w Polsce ulegnie gwałtownym przeobrażeniom.
Uniwersytet Szczeciński zatrudnia 1185 nauczycieli, z czego 363 pracuje dodatkowo. - Jestem i zawsze byłem przeciwny wieloetatowości w szkołach wyższych - nie kryje rektor US prof. Waldemar Tarczyński. - Najlepsze rozwiązanie to jeden etat w podstawowym miejscu pracy, bez dodatkowego zatrudnienia. Każdy ruch w kierunku ograniczenia wieloetatowości uznaję za słuszny. Służy to rozwojowi szkolnictwa wyższego w Polsce i podniesieniu jakości kształcenia.
Nieco bardziej wstrzemięźliwy jest rektor Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego prof. Włodzimierz Kiernożycki. Jednak i jego zdaniem zmiana w ustawie jest wskazana, a wieloetatowość rzeczywiście może obniżać jakość kształcenia. Na 1130 wykładowców ZUT-u na innych uczelniach pracuje dodatkowo 175 z nich.
Według prof. Kołodziejek nowy zapis dokuczyć może nie tylko profesorom, ale też studentom. - Studenci wielu uczelni niepublicznych stracą możliwość naukowego kontaktu z uznanymi wykładowcami.
- Szkoły niepubliczne, które dziś potrafią najszybciej dostosować swoją ofertę dydaktyczną do potrzeb rynku, utracą dotychczasowy potencjał. Wprowadzenie zmian w okresie największej zapaści demograficznej pogłębi już i tak trudną sytuację słabszych jednostek sektora prywatnego, na wiele lat oddali nadzieje na ich rozwój i doprowadzi do likwidacji najmniejszych - dodaje prof. Cieślak.
Prof. Wojciech Olejniczak, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu w Szczecinie i członek Prezydium Konferencji Rektorów Wyższych Szkół Zawodowych w Polsce, uważa, że likwidacja wieloetatowości spowoduje monopol uczelni państwowych. - To pułapka uczelni państwowych, żeby limitować kadrę konkurencji. Niestety model kariery uczelnianej w Polsce od lat jest niezmienny i kończy się uściskiem prezydenta. My nie mamy takich możliwości, dlatego szkoły prywatne w ogóle powinny zostać wyjęte spod prawa ministerstwa. To stawianie sztucznych barier, które uderzy w uczelnie prywatne, zwłaszcza w mniejsze. Będą musiały one pokajać się przed uczelniami państwowymi.
Prace nad nowelizacją ustawy w Sejmie są na ukończeniu. Wejście reformy w życie planowane jest na 1 października.