W 2002 roku urodziło się w Polsce 350 tys. dzieci. 15 lat wcześniej było ich blisko 600 tys. Załamanie liczby urodzeń wpływa niekorzystnie na całą gospodarkę. Odczuły to już przedszkola, które jeszcze kilka lat temu trzeba było zamykać, a dziś rodzice nie mają gdzie zostawić dziecka. Pokolenie niżu demograficznego rośnie, więc teraz z problemem borykają się szkoły. Mniej dzieci to mniej klas, a co za tym idzie - mniejsze zapotrzebowanie na nauczycieli.
Prosperity już minęło
- Podobnie jak inne miasta będziemy mieli spory problem ze szkolnictwem. Co zrobić z rzeszą nauczycieli, jak zagospodarować tyle budynków? - zastanawiał się Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa.
Lada dzień czas próby dotknie uczelnie wyższe. W latach prosperity kandydatów na studia było bardzo dużo. Jak grzyby po deszczu powstawały prywatne szkoły wyższe. Próbowały zagospodarować setki kandydatów, którzy nie dostali się na uniwersytety i politechniki. To właśnie wtedy system szkolnictwa wyższego po raz pierwszy w historii stanął przed problemem nauczania masowego. Nawet najbardziej renomowane uczelnie zwiększały nabory, bo za studentem szły pieniądze. Wykłady dla 400 słuchaczy przestały kogokolwiek dziwić. To wtedy profesorowie wykładali jednocześnie na kilku uczelniach, a spotkanie kogokolwiek na konsultacjach graniczyło z cudem. Kadra po prostu nie miała na to czasu.
Później pojawiły się środki unijne. Pozwoliły uczelniom inwestować w infrastrukturę, co jeszcze bardziej zwiększyło ich "moce przerobowe" i zachłanność na studentów. Ale od 1984 roku w Polsce dzieci rodziło się coraz mniej. Z roku na rok liczba maturzystów systematycznie maleje.
Mniejsze zainteresowanie studiami niestacjonarnymi
Z dnem niżu demograficznego uczelnie zetkną się w 2021 roku. Ale spadkowy trend już teraz zbiera swoje żniwo. W tym roku po raz pierwszy w historii Łodzi upadła uczelnia niepubliczna. Wyższa Szkoła Administracji Publicznej w Łodzi podjęła decyzję o likwidacji, a trzy kolejne nie prowadziły naboru na pierwszy rok studiów.
- Nasza uczelnia nie odczuwa kryzysu na studiach dziennych, natomiast widoczne jest mniejsze zainteresowanie studiami niestacjonarnymi - mówi Beata Czechowska-Derkacz, rzecznik prasowy Uniwersytetu Gdańskiego. Teraz po prostu jest mniejsza konkurencja wśród kandydatów, przez co stosunkowo więcej dostaje się ich na studia dzienne, a mniej na wieczorowe i zaoczne.
Innego zdania jest Jarosław Gawryś ze Społecznej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania (SWSPiZ) w Łodzi. Jego zdaniem kryzys demograficzny spowoduje drastyczny spadek frekwencji na studiach dziennych, gdzie głównymi kandydatami są maturzyści.
To, czy kryzys dotknie uczelnie, czy nie, zależy też od specyfiki ich studentów. Na przykład w SWSPiZ 60 proc. studentów to osoby po trzydziestce, które przekwalifikowują się lub uzupełniają wiedzę, a tylko 40 proc. to maturzyści. Dzięki takim proporcjom szkoła jest spokojna o swoją przyszłość.
- Według analiz, jakimi dysponujemy, w takim mieście jak Łódź jest miejsce na dwie, może trzy szkoły niepubliczne. Moim zdaniem taki poziom osiągniemy już w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat - mówi Gawryś.
Renesans uniwersytetów trzeciego wieku
Szkoły, zdając sobie sprawę z nadchodzącego kataklizmu, poprawiają jakość nauczania. Liczą na osoby, które będą chciały się przekwalifikować lub zdobyć nowe kompetencje. Ale takich studentów nie da się przyciągnąć tylko perspektywą samego dyplomu. Świadomie dokształcający się obywatele bardzo dokładnie analizują ofertę edukacyjną i dwa razy się zastanowią, zanim wydadzą pieniądze. Dlatego uczelnie coraz częściej na prowadzących zajęcia wybierają praktyków.
Uczelniom pomaga też idea kształcenia ustawicznego (tzw. long life learning), mocno promowana w mediach. Otwierają się nie tylko na tych, którzy zmieniają pracę i chcą się dokształcić. Renesans przeżywają uniwersytety trzeciego wieku. Walka o przyszłego studenta trwa też wśród licealistów. Nie wystarczą już ogłoszenia i billboardy. Uczelnie coraz częściej decydują się na obejmowanie patronatem liceów. Organizują dla nich wykłady, pokazy i festiwale.
- Ważny nurt działań uczelni w perspektywie niżu demograficznego to coraz ściślejsza współpraca ze szkołami. Służy temu maksymalne rozszerzenie programu klas uniwersyteckich w liceach ogólnokształcących w Łodzi, regionie i województwach sąsiednich - mówi Rafał Majda, kanclerz Uniwersytetu Łódzkiego.
Politechnika Łódzka poszła jeszcze dalej. Prowadzi własne liceum, w którym przygotowuje maturzystów do studiowania przedmiotów ścisłych.
Odpowiedź do 2021 roku
Sposobem na kryzys może też być otwieranie nowych atrakcyjnych kierunków, choć to ryzykowne w momencie, gdy inni się zamykają.
- Nam udało się otworzyć w ubiegłym roku aż siedem nowych kierunków - chwali się Czechowska-Derkacz z UG. - Na bioinformatykę mieliśmy czterech kandydatów na jedno miejsce - dodaje.
Uczelnie poważnie wzięły się też za e-learning, otwierają ośrodki zamiejscowe, a najlepsi zakładają filie za granicą. Wprowadzają programy oszczędnościowe, a kanclerze liczą każdą złotówkę. Wszystko po to, by nie musieć zwalniać kadry. Czy to wystarczy? Odpowiedź poznamy zapewne przed 2021 rokiem.
Puste korytarze na uczelniach? Pokolenie niżu już za kilka lat zacznie studia i - jak oceniają specjaliści - nie zapełni wszystkich miejsc w publicznych i niepublicznych szkołach wyższych
MICHAŁ FRĄK
Czytaj także:
Rzeczpospolita Chińska, czyli studenci Państwa Środka w Polsce
CBOS: Co drażni Polaków w szkolnictwie wyższym?
Studencie, naucz się pakować bagaż