Znajdź kurs, studia, szkolenie

Zbrodnia i kara - cytaty

Autor: Fiodor Dostojewski / Opracowała: Mirosława Michalska
25.03.2008 , aktualizacja: 25.03.2008 09:18
A A A Drukuj
"Do jakiej ohydy zdolne było jednakowoż dojść moje serce!"

"Boże - modlił się - wskaż mi moją drogę, jaką powinienem pójść a wyrzeknę się tej przeklętej mojej... myśli!"

"Za jedno życie - tysiąc żywotów uratowanych od gnicia i rozkładu. Jedna śmierć w zamian za sto żywotów - przecież to prosty rachunek!"

"Wtedy Raskolnikow z całej siły uderzył raz i drugi, wciąż obuchem i wciąż po ciemieniu. Krew buchnęła jak z wywróconej szklanki i ciało zwaliło się na wznak."

"Byle żyć, żyć i żyć! Jakkolwiek - byle żyć!... Jakież to prawdziwe! Boże, jakie to prawdziwe! Człowiek jest podły! I podły jest ten, kto go za to zwie podłym ( )."

"- Posłuchaj mnie, siostro - zawołał za nią ostatkiem sił. - Ja nie bredzę w gorączce; twoje małżeństwo jest podłością! Może jestem podlecem, ale tyś nie powinna wystarczy, że ktoś taki jeden jest w rodzinie I choć jestem łajdakiem, to pamiętaj, że za siostrę uważać cię nie będę. Albo ja, albo Łużyn! A teraz możecie iść "

"- Uspokój się mamo - ( ) - zdążymy jeszcze do woli ze sobą porozmawiać. Powiedziawszy to, nagle sposępniał i zbladł: ponownie pewna myśl, która od niedawna zaczęła go nachodzić, śmiertelnym chłodem ścisnęła jego duszę; znowu stało się dla niego całkiem jasne i zrozumiałe, że to, co powiedział przed chwilą jest kłamstwem, że nie tylko teraz nie będzie mu już dane do woli z nią porozmawiać, ale odtąd szczera rozmowa o czymkolwiek, z kimkolwiek nigdy już nie będzie możliwa."

"Mieszczuch tym razem spojrzał na niego i obdarzył Raskolnikowi ponurym, złowieszczym spojrzeniem.

- Morderca! - powiedział nagle cichym , lecz wyrazistym o dobitnym głosem

Raskolnikow szedł obok niego. Nogi nagle zrobiły mu się straszliwie miękkie, przez plecy przebiegły ciarki, serce zaś na chwilę jakby zamarło; a potem zaczęło walić jak oszalałe. I tak idąc obok siebie, w zupełnym milczeniu, przeszli ze sto kroków."

"- Ciszej, ciszej proszę! Ludzie usłyszą. Poważnie pana przestrzegam: niech pan się pilnuje. Żarty się skończyły! - powiedział cicho Porfiry i na jego twarzy nie było już śladu niedawnego skrępowania i zniewieściałej dobroduszności; wręcz przeciwnie, teraz wprost władczo rozkazywał, surowo ściągnąwszy brwi, bezpardonowo rezygnując z wszelkich wieloznacznych aluzji i niedomówień."

"- I zabiłeś! Zabiłeś! -

- Ale jak zabiłem? Czyż tak się zabija? Czyż tak się idzie zabijać, jak ja wtedy szedłem?... Kiedyś opowiem ci, co przeżywałem idąc tam Czy zabiłem staruszkę? Siebie zabiłem, a nie staruszkę! Siebie samego ukatrupiłem wtedy na wieki!... Staruszkę diabeł zabił nie ja Dość już tego, Soniu dość!"

"- To ja zabiłem wtedy siekierą tę starą emerytkę i jej siostrę Lizawietę oraz je ograbiłem .- Ilia Pietrowicz rozdziawił usta. Żywszą zbiegli się ludzie. Raskolnikow powtórzył swoje zeznanie."

"- Na jeszcze jedno pytanie nie potrafił znaleźć odpowiedzi: dlaczego oni wszyscy tak bardzo polubili Sonię? Wcale przecież nie zabiegała o ich względy; widywali ją rzadko, właściwie tylko w miejscu robót, gdy przychodziła na chwilkę, by się z nim zobaczyć. A mimo to wszyscy ją znali, wiedzieli, że przyjechała tu za nim, wiedzieli co robi i gdzie mieszka."

"- Chcieli coś sobie powiedzieć, ale nie mogli. Łzy błyszczały w ich oczach. Byki bladzi i wymizerowani; ale z tych schorowanych i wyblakłych twarzy bił blask jutrzenki odnowionej przyszłości, całkowitego zmartwychwstania do nowego życia. Martwych wstali dzięki miłości, ich serca stały się teraz, pobudzając wzajemnie, niewyczerpanym źródłem życia dla każdego z nich."

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX