Holokaust w literaturze najnowszej


konspekt wykładu prof. dr. hab. Przemysława Czaplińskiego

Do początków lat 80. wizerunki Zagłady w literaturze i w świadomości polskiej przedstawiały się dość schematycznie. W narracjach tych Niemcy byli prześladowcami, Żydzi – ofiarami, Polacy zaś albo bezsilnymi obserwatorami Zagłady, albo heroicznymi pomocnikami ofiar. Przez całą powojenną historię sączyły się, co prawda, opowieści o Polakach, którzy wydawali Żydów Niemcom, ale z reguły przedstawiano ich jako społeczne męty, przestępców, ludzi czerpiących ze swojego procederu korzyści materialne. Zło tak ukazywane nie zakłócało podstawowego podziału ról.

Współ-winni
Na początku 1987 roku Jan Błoński opublikował esej zatytułowany Biedni Polacy patrzą na getto („Tygodnik Powszechny” 1987 nr 2). W tekście autor pisał o współ-winie społeczeństwa polskiego – wynikającej z zaniechania pomocy czy z niedostatecznego przeciwdziałania Zagładzie: „Gdybyśmy bowiem - w przeszłości - postępowali mądrzej, szlachetniej, bardziej po chrześcijańsku… ludobójstwo byłoby zapewne <mniej do pomyślenia>, byłoby prawdopodobnie utrudnione, a już niewątpliwie spotkałoby się ze znaczniejszym oporem. Inaczej mówiąc, nie zaraziłoby obojętnością i zdziczeniem społeczeństwa (społeczeństw), w których przytomności miało miejsce”.


 W rezultacie owego przedwojennego życia cechującego się niedostatkiem otwartości byliśmy obojętni na los Żydów w czasie wojny, a obojętność ułatwiła Niemcom dokonanie Zagłady. Dlatego czujemy współ-winę. Nie chcemy jednak dopuścić jej do głosu, ponieważ polska tożsamość zbiorowa opiera się na fantazmacie czystości. W autokreacjach bronimy niewinności i honoru, przedstawiając siebie jako ofiary lub obrońcy ofiar. Ponieważ postawa taka nie daje się pogodzić z historyczną prawdą, więc tematy „parzące” – a do nich należy problem Zagłady – zostają zepchnięte do podziemi społecznej komunikacji. Warunkiem zmiany tak zredukowanej, sztucznej, zwężonej komunikacji miał być, według autora, gest moralnej samoodonowy. Skoro oczekujemy od całego świata i od Żydów sprawiedliwej i wyważonej oceny naszych postaw z czasów okupacji, tedy musimy „najpierw wyznać naszą winę i prosić o przebaczenie”.


Odtąd można było o Zagładzie opowiadać z dwóch perspektyw: wyznania i usprawiedliwienia. Ale sądowa klarowność tego podziału nie odpowiadała ani rzeczywistości, ani przemianom komunikacji społecznej w tamtym czasie, ani potrzebom decydującym o udziale w komunikacji społecznej. Dlatego rozwiązania, które się pojawiły, przybrały zupełnie inną postać.

Nowe zadania, nowa tożsamość zbiorowa
 Holokaust postawił więc przed literaturą polską nowe zadanie: uporać się z przeszłością, czyli niejasnym brzemieniem współ-winy. Ale równocześnie literatura ta musiała wreszcie sięgnąć po poszerzony obraz społeczeństwa, aby wyjść z niepokojącego impasu, w jakim znalazła się komunikacja zbiorowa po stanie wojennym. Po 13 XII 1981 społeczeństwo przywołało bowiem wszystkie symbole dla stworzenia wyrazistej tożsamości - niepodległej i niczego nie zawdzięczającej komunizmowi. Doprowadziło to do zwężenia tożsamości zbiorowej.


 

Edulandia = matura: nowa matura / matura międzynarodowa, studia, kursy, korepetycje = Twoja edukacja

Wyjście z kryzysu tożsamości wymagało przywołania obrazu społeczności wieloetnicznej i radzącej sobie z wieloma relacjami (nie tylko z prostą relacją wrogości, w której „my”, czyli społeczeństwo, stoimy naprzeciwko „onych”, czyli komunistycznej władzy). Ale równocześnie, co uświadamiał Błoński, przywołanie Innych, na przykład Żydów, wiązało się z koniecznością rezygnacji z uprzywilejowanej pozycji ofiary.


Centralnym zagadnieniem nowych narracji było zatem zagospodarowanie żałoby. Opłakiwanie „Solidarności” (czy ogólniej: złamanego życia w komunizmu) było odprawianiem żałoby po swoich, lamentacja nad zgładzonymi społecznościami oznaczała żałobę po Innych czy nawet po Obcych. Mówiąc obrazowo: z punktu widzenia polskiej historii było to tak, jakby Sienkiewicz zamierzał odprawić narodową żałobę nie po Rzeczpospolitej na Kresach wschodnich, lecz po Ukraińcach.


Dziwny proces
W ciągu dwudziestu lat (1986-2006) w Polsce pojawiło się ponad dwieście książek związanych z Holokaustem. Zarazem jednak podstawowy problem – czyli poszerzenie tożsamości zbiorowej i dopełnienie obowiązku żałoby po Żydach – nadal nie może znaleźć fortunnego rozwiązania.


 Z jednej strony książki takie, jak Początek Szczypiorskiego (i późniejsze wspomnienia z Zagłady relatywizujące historię), dokonują swoistego rozproszenia obrazu historii i odpowiedzialności. Z drugiej pojawiają się paradoksalne wyznania pisane przez ludzi urodzonych po wojnie, a więc nie mających z dziejami Zagłady nic wspólnego, którzy w szczególny sposób starają się przejąć winę (P. Huelle, Weiser Dawidek; P. Szewc, Zagłada; J.M. Rymkiewicz, Umschlagplatz). Dlatego literatura polska od schyłku lat 80. przypomina dziwny proces: współ-winni nie istnieją, zaś niewinni biorą winę na siebie.


Ten dziwny stan trwał niemal przez całą dekadę lat 90., choć książki Hanny Krall (Sublokatorka), Henryka Grynberga (Drohobycz, Drohobycz) czy Wilhelma Dichtera (Koń Pana Boga) pozwalały zrozumieć, że obowiązek dopełnienia żałoby (warunek poszerzenia tożsamości) musi polegać na zmianie sposobu prowadzenia opowieści – na rezygnacji z dotychczasowych stereotypów i dotychczasowych sposobów relatywizowania winy. Mogło to zapobiec wspomnianemu wcześniej „dziwnemu procesowi”. Jednakże tendencja do relatywizowania historii i do sublimowania winy nie ustawała. Prawdziwym – i jak dotąd najmocniejszym – wydarzeniem w nowym przedstawianiu Zagłady okazała się książka J.T. Grossa Sąsiedzi (2000). Opowiedział w niej autor – rekonstruując przeszłość i pisząc socjologiczny reportaż – o zagładzie 1300 Żydów dokonanej w 1941 roku przez współmieszkańców miasteczka Jedwabne. W tym momencie okazało się, że nie patologiczny, lecz normalny Polak zdolny był do mordowania Żydów – dla korzyści materialnych, lecz przede wszystkim z powodu zadawnionej, niczym nieuzasadnionej nienawiści rasowej.


Do 1986 roku prawda ogólna mówiła „Większość Polaków pomagała Żydom”; po eseju Błońskiego przybrała ona postać zdania: „Większość Polaków patrzyła obojętnie na zagładę Żydów”. Po książce Grossa zdanie przybrało postać: „Niektórzy Polacy brali udział w Holokauście”.


Mówiąc inaczej: po Sąsiadach żadna prawda ogólna na temat zachowań społeczeństwa polskiego czasów Zagłady nie może już być prawdziwa. Ale też i żadna prawda szczegółowa nie jest już niemożliwa.

Edulandia = matura: nowa matura / matura międzynarodowa, studia, kursy, korepetycje = Twoja edukacja