Znajdź kurs, studia, szkolenie

Zawody z adrenaliną cz. II

Jolanta Nowak, oprac. tas
01.09.2011 , aktualizacja: 07.09.2009 13:20
A A A Drukuj
Odsłaniamy kulisy pracy dzielnych instruktorów wspinaczki górskiej, skoków spadochronowych i nurkowania. Przedstawiamy też najniebezpieczniejszy zawód świata.

ZOBACZ TAKŻE
Jolanta Nowak, oprac. tas

Nie boją się latania w chmurach, wspinania po górach i spotkania z niebezpiecznymi rybami. Pokonując strach, zdobywają kolejne uprawnienia. Te pozwalają im zmierzyć się z następnymi wyzwaniami. Zarabiają, ucząc innych, jak przeżyć wspaniałą przygodę. Ale "nauczyciel" z adrenaliną to nie wszystko, o czym piszemy. Prawdziwą huśtawkę emocji funduje zawód poławiacza krabów, pokonywanie własnych ograniczeń - praca nurka głębinowego, a przygodę - poszukiwacza skarbów. Chcąc wykonywać niektóre zawody, odwagę trzeba mieć w genach!

Instruktor skoków spadochronowych

Droga do zdobycia uprawnień jest długa, ale nie można przestać skakać. Zdobywanie uprawnień instruktora skoków spadochronowych ciągnie się latami. - Aby zostać instruktorem skoków spadochronowych, potrzeba około dwóch lat. Na początku należy zrobić kurs podstawowy i wykonać minimum 500 skoków (każdy kosztuje 100 zł), żeby potem móc zrobić kurs instruktorski (koszt 4 tys. zł), a następnie zapisać się na egzamin w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. To nie koniec. Potem dostaje się skierowanie na skok egzaminacyjny. Jeśli się zda, trzeba wziąć skierowanie na praktykę instruktorską. I wykonać 250 skoków. W międzyczasie zrobić licencję radiooperatora lotniskowej radiostacji naziemnej w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej. I dopiero potem można pracować z różnych aeroklubach - opowiada Rafał, instruktor spadochronowy AFF, tandem pilot, egzaminator tandemowy niemieckiego systemu Omega. Na tyle uprawnień pracował 10 lat.

Zakochani w skokach nie poprzestają na jednym uprawnieniu. Lecą dalej. Dlaczego? Bo to praca, która przynosi taką samą dawkę adrenaliny co dobrej zabawy. Ponadto skoki sprzyjają amorom. W szkołach roi się od par oraz małżeństw. Według psychologów nic tak nie łączy jak przeżywanie wspólnego stresu - ot, tajemnica przywiązania do partnera i pracy.

- Skakać można przez całe życie. To najciekawszy zawód, jaki mogłem sobie wymarzyć - opowiada Rafał. - Każdy dzień różni się od poprzedniego.

Instruktor żeglarstwa

Minimalne uprawnienia - na instruktora żeglarstwa - można otrzymać po 1,5-rocznym kursie. Osoba musi mieć co najmniej średnie wykształcenie i zgłosić się do jednostki, która takie kursy organizuje, np. Centralnego Ośrodka Sportu. - Wybitnych trenerów szkolą akademie wychowania fizycznego. Osoby, które myślą perspektywicznie i chcą na poważnie - a nie tylko sezonowo - związać się z żeglarstwem, wybierają właśnie szkoły wyższe - mówi Aleksandra Jaszczur-Nowicka, instruktorka żeglarstwa z Bazy Mrągowo. I cały czas praktykują. Wachlarz potrzebnych umiejętności jest ogromny. Przede wszystkim dobre zdrowie, odporność na stres. - Trener - zwykle były zawodnik z jakimiś osiągnięciami zawodowymi - stale obcuje z żywiołem - mówi Andrzej Piasecki, trener z wieloletnim stażem, olimpijczyk z Barcelony. - Ćwiczenia często odbywają się na otwartym morzu, w ekstremalnych warunkach. Wtedy kutry rybackie i jachty nie wypływają. A żeglarze tak, bo szukają możliwości treningu w takich warunkach. Z żywiołem się nie wygra, najwyżej można z nim nie przegrać - mówi Andrzej Piasecki. Tej pracy nie liczy się w godzinach. Limitem jest tylko brak widoczności i zmęczenie . Warunki wyznacza natura. Trenerzy wysokiej klasy muszą mieć aspiracje, znać angielski i umieć poruszać się w różnych środowiskach. Pracujący np. w szkołach mistrzostwa sportowego mają kontrakty nauczycielskie. Ale solidnie dorabiają, bo rodzice płacą ekstra. Poza tym żeglarstwo jest całym ich życiem. Często rodzinną pasją.

Komentator sportowy, kaskader, strażak, glina, szpieg, detektyw, treser, tancerz ognia - zawody z adrenaliną cz. I!



Ratownik

Po drugiej stronie tafli wody są ratownicy. Kiedy dzieje się coś niebezpiecznego, to oni pierwsi są na miejscu. Towarzyszy im poczucie, że w ich rękach jest ludzkie życie. Mogłam przekonać się o tym na własnej skórze. Za pierwszym razem, gdy zadzwoniłam na interwencyjny numer Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, chcąc otrzymać kontakt do ratownika. - Czy pani zdaje sobie sprawę, że zajmujemy teraz linię, a ktoś może próbować dodzwonić się w sprawie ratowania ludzkiego życia? - usłyszałam. I przyznam - zawstydziłam się.

- Wiele osób nie ma wyobrażenia, że my ratujemy ludzi w ekstremalnych warunkach. Są emocje, liczy się każda chwila - powiedział mi ratownik podczas pokazu, który organizował WOPR. I to był drugi raz w życiu, kiedy miałam styczność z emocjami podobnymi do tych podczas ratowania ludzi. Podczas pokazów ratowania wykonywali próbkę - a i tak robiła wrażenie - tego, z czym walczą na co dzień. Czyli m.in. schodzili po linach zawieszonych na moście, wskakiwali do wody i ratowali osoby z tonącej motorówki. Otrzymali ogromne oklaski. A na co dzień towarzyszy im tylko wyścig z czasem. Aby dostać się do Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa, trzeba mieć różne papiery, m.in. świadectwo starszego sternika motorowodnego, badania lekarskie, kurs indywidualnych technik ratowniczych, świadectwo ratownika morskiego i starszego ratownika morskiego. Zdobywanie ich zajmuje około roku. Ratownicy zarabiają w granicach 1500 zł na rękę. Człowiek musi być bardzo sprawny.

Archeolog

To archeolog. Naprawdę podnosi adrenalinę? - To zawód z pasją. A tylko pasja pozwala czuć tę niecierpliwość poznania - opowiada Michał Giera, który ukończył archeologię na Uniwersytecie Warszawskim. Jego specjalnością jest okres późnego Rzymu i wczesnego Bizancjum na Bliskim Wschodzie.

Archeologia to na swój sposób elitarna profesja, kiedyś zarezerwowana dla zamożnych arystokratów, dziś dla garstki prawdziwych zapaleńców. Przez większą część roku wiąże się to ze żmudnymi badaniami teoretycznymi, opracowywaniem dokumentacji. Zwieńczeniem tego biernego okresu przygotowań jest sezon wykopaliskowy. Nie ma nic bardziej ekscytującego niż podróże. - Brałem udział w kilku sezonach wykopaliskowych w Izraelu, dwukrotnie na wzgórzu Hippos i raz na stanowisku o nazwie Khirbet Shuwaika. Kiedy po raz pierwszy stanąłem w wykopie, byłem zawiedziony, ponieważ okazało się, że 80 proc. czasu to ciężka praca fizyczna, 15 proc. to dokumentacja. Jednak przez 5 proc. czasu, kiedy znajduje się zabytki, można poczuć adrenalinę odkrywcy - przekonuje Giera. A co znalazł? - Gdyby porównać to z odkryciami Schlimana, Evansa - to niewiele. Kilka mozaik, kościół, świątynię rzymską, prasę oliwną, mnóstwo artefaktów. Każde z takich odkryć pobudza wyobraźnię i mimo zmęczenia z niecierpliwością oczekuje się kolejnego dnia, kiedy znowu będzie można coś znaleźć. Najważniejsza w tym wszystkim jest świadomość, że każde, nawet najdrobniejsze odkrycie przybliża nas do poznania dziejów ludzi, którzy żyli tu dwa tysiące lat temu.

Młodzi archeolodzy przyznają, że nie mają takich przygód jak Indiana Jones, ale przekonują, że poczucie humoru jest podobne.

Instruktor wspinaczki wysokogórskiej

Niemożliwe?! Nie dla instruktora wspinaczki wysokogórskiej. - Wspinam się po lodzie i kruchych skałach, gdzie niebezpieczeństwo jest ogromne. Im góry są wyższe, tym trudniej. A wyprawa jest nieprzewidywalna - mówi Andrzej Makarczuk, który wspina się od 30 lat. Aby dojść tak wysoko, trzeba mieć już za sobą doświadczenie, roczny kurs i zdane egzaminy. - Żeby zostać kandydatem na kurs, trzeba mieć około pięciu lat aktywnej kariery górskiej. Na miesięcznym wyjeździe w Alpy można zrobić kilka dróg. Aby dostać się na kurs, trzeba mieć kilkanaście - opowiada. Jest to świetny pomysł na życie. Nie zostaje się bogatym człowiekiem, ale ma się dość ciekawe życie. Jak pasja przeradza się w pracę? Przykładowo instruktor, który wyjeżdża na tydzień z klientem do Norwegii wspinać się w trudnych warunkach, bierze około 600 zł za dzień. Maksymalnie może wziąć 3 lub 4 osoby. Ale takie zlecenia nie są codziennością. Wielu instruktorów na co dzień uczy wspinaczki ścianowej. Za takie trzy wspiny - z początkującą osobą - otrzymują po blisko 12 zł. To nie jest dla nich wyzwanie. Prawdziwych pasjonatów ciągnie w góry. - Nauka wspinania to nie to samo co wspinanie - mówi Andrzej Makarczuk.

Najniebezpieczniejsza sytuacja, jaką przeżył Andrzej Makarczuk? - Zdążyliśmy tylko wyjść ze ściany i rozpętała się górska burza. Istne piekło - czekałem tylko, kiedy nam przyłoży jak nie piorunem, to kamieniem. Ale nawet brak parasolki w plecaku nie zepsuł mi humoru. Gdy spojrzałem na ścianę z progu stawu, nie mogłem uwierzyć, że tamtędy można klasycznie i że w ogóle można przy zdrowych zmysłach. Ale pójdę tam jeszcze...

Sędzia piłkarski, rajdowiec, astronauta, pilot, kontroler ruchu lotniczego, wedding planner - zawody z adrenaliną cz. III!



Oferty edukacyjne

Podziel się

Na co student wydaje najwięcej pieniędzy?

Ksero i książki
Mieszkanie
Imprezy i alkohol
Jedzenie
Ubrania