Agnieszka Danowska: Skąd pomysł, by zostać prawnikiem?
Marcin Kopka: Studiowałem politologię i uznałem, że jest to kierunek zbyt ogólny, nie dający żadnego konkretnego zawodu. Dlatego wymyśliłem, by studiować prawo - dziedzinę pokrewną i równie ekscytującą. Od zawsze interesowałem się gospodarką i środowiskiem biznesowym, dlatego najciekawsze okazały się dla mnie gałęzie prawa gospodarczego, cywilnego i administracyjnego. Mniej mnie pociąga prawo karne. Jednak wiem, że bardziej niż wizje lokalne, w których uczestniczą prokuratorzy, pociąga mnie środowisko biznesowe.
Czyli gdzie znajduje Pan dla siebie miejsce w prawniczej strukturze?
- Planuję aplikację radcowską, czyli zostanie pełnoprawnym radcą prawnym. Wówczas będę mógł zapewniać kompleksową obsługę prawną firm, w tym doradztwo np. z zakresu zawierania umów. Mogę także zostać w kancelarii i doradzać firmom "z doskoku". Ta ścieżka wydaje mi się ciekawsza niż etat w korporacji. W kancelarii, w której teraz pracuję, poznałem zespół znakomitych prawników, z którymi mogę dzielić się doświadczeniami. Przy najtrudniejszych sprawach zdarzają się wspólne konsultacje, czasami koledzy mają inne spojrzenie na ten sam problem i to jest bardzo pouczające.
Czym jest prawnicza aplikacja? Jakie daje uprawnienia?
- Przede wszystkim daje możliwość reprezentowania klienta w sądzie. Aplikacja dotychczas trwała 3,5 roku, teraz skrócono ją do trzech. Już w trakcie jej trwania aplikanci mogą zjawiać się w sądach: początkowo w rejonowych, z biegiem czasu również w okręgowych, aż w końcu apelacyjnym. Mogą być także pełnomocnikami w administracji publicznej. Egzaminy na aplikację są wręcz legendarnie trudne, więc nie wszyscy decydują się na taką ścieżkę kariery.
Chyba całe studia do łatwych nie należą?
- Ale są do przejścia. Sam jestem dobrym przykładem, że można dziennie studiować dwa kierunki, w tym prawo. Ale faktem jest, że nie ma tu czasu na leserowanie. Już na pierwszym roku można się o tym przekonać: wtedy trzeba zdać logikę, jeden z najtrudniejszych egzaminów na całych studiach. Wiele osób wtedy odpada. Poza tym większość egzaminów studenci zdają ustnie, dzięki temu rozwijają się jako mówcy, a umiejętności retoryczne i erystyczne są bardzo ważne w tym zawodzie. Zajęcia wymagają dużo ciężkiej pracy, ale ja uważam, że to dobrze - przygotowują w ten sposób do zawodu, który również do lekkich nie należy.
Istnieje przekonanie, że nawet młodzi prawnicy opływają w luksusy, bo zarabiają krocie...
- Nie przesadzałbym. Pewnie pensje prawnicze są nieco wyższe od średniej krajowej, ale też nie dostajemy pieniędzy za nic. To jest naprawdę trudny zawód: nie zapominajmy, że przepisy wciąż się zmieniają, a my musimy być na bieżąco. Nie możemy sobie pozwolić na zaniedbanie, które może kosztować naszego klienta bardzo, bardzo wiele. Dobry prawnik musi być pracowity, sumienny, rzetelny i punktualny - niekiedy umowy mają bardzo restrykcyjne obwarowania dotyczące terminów. Osoby zajmujące się doradztwem powinny mieć zmysł syntezy i łączenia różnych faktów, niekiedy w jednej sprawie trzeba zastosować kilkanaście przepisów - by móc to zrobić, trzeba nie tylko mieć je w głowie, ale też umieć wykorzystać w odpowiednim czasie.
Czytaj także:
W naszym systemie Einstein nie miałby szans
Tłumacz przysięgły: Ciągła nauka słownictwa
Dziennikarz: Całą dobę w pracy