Znajdź kurs, studia, szkolenie

Miliarderzy bez dyplomu

Dorota Malinowska
05.09.2011 , aktualizacja: 17.11.2009 17:29
A A A Drukuj
Dyslektycy, przeciętniacy i szkolne łobuzy. Ich kariera jest zaprzeczeniem tego, że edukacja to podstawa sukcesu. Wiedzę książkową zastąpili wizjonerstwem. Nie tracili czasu na wykładach, ale rozwijali firmy. Dziś spijają śmietankę, a świat z zazdrością śledzi ich życie
Bill Gates
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Bill Gates
ZOBACZ TAKŻE

W przyszłym roku zmieniam pracę i dobrze byłoby mieć wreszcie dyplom uniwersytecki, który mógłbym wpisać do CV - mówił przed odejściem z Microsoftu Bill Gates. Podobnie jak jego wspólnik, Paul Allen, Gates zamiast nauce poświęcił się rozwijaniu wspólnego interesu. Pomysłowość, dużo odwagi, wytrwałość i szczypta szaleństwa okazały się znakomitym przepisem na pierwszy milion. I na każdy kolejny.

Garażowe firmy

Allen i Gates poznali się w szkole i razem rozwijali swoją komputerową pasję. Szczególnie dobrze czuli się w pisaniu oprogramowania, więc tworząc swoją firmę, postawili właśnie na tę dziedzinę. Szło im na tyle dobrze, że ostatecznie zamienili uniwersyteckie ławki na przydomowy garaż. Pierwszy rzucił Harvard, drugi - Uniwersytet Stanu Waszyngtonu. Opłaciło się - po podpisaniu kontraktu z koncernem IBM oprogramowanie Microsoftu stało się najbardziej rozpoznawalnym towarem w świecie komputerów.

Paul Allen oprócz programowania ma także zamiłowanie do wielu innych dziedzin biznesu. Kupował drużyny sportowe, otwierał galerie i muzea, ratował upadające kina, ma też udziały w sieci radiowej. Do jego najciekawszych inicjatyw należy finansowanie programu SETI (poszukiwanie sygnałów radiowych pozaziemskiej inteligencji) oraz Instytutu Nauk o Mózgu im. Allena. Zainwestował też w budowany przez korporację Scaled Composites kosmiczny samolot SpaceShipOne, który w 2004 roku jako pierwszy prywatny pojazd kosmiczny wyniósł człowieka na wysokość 100 km.

W porównaniu z nim Gates to nudziarz, który ma na koncie jedynie wielką miłość do sportowych samochodów i organizację charytatywną Bill & Melinda Gates, dla której porzucił stanowisko prezesa Microsoftu: - Jak się ma wielkie pieniądze, trzeba zrobić z nimi coś pożytecznego - mówi. - Tu nie chodzi tylko o wypisywanie czeków. W biednych krajach życie warte jest sto dolarów. Razem z fundacją chcemy to zmienić - wyznaje Gates. Wolny czas spożytkował nie tylko na działalność charytatywną. Wrócił do szkoły i dokończył naukę. - Czekałem na tę chwilę trzydzieści lat - mówił, odbierając dyplom. - Tato, zawsze ci mówiłem, że pewnego razu wrócę tu po swój tytuł.

W podobnych warunkach kiełkowały miliardowe pomysły Steve'a Jobsa i Steve'a Wozniaka. Przez kilka lat właśnie w garażu prowadzili swoją firmę Apple Computer Co. Scenariusz ich sukcesu było podobny, choć Wozniak w przeciwieństwie do Joba ukończył studia w Berkeley. Jobs wytrzymał na uczelni zaledwie jeden semestr.

Partnerzy najpierw pisali razem gry dla Atari, potem sprzedawali tzw. niebieskie pudełka, urządzenia umożliwiające Amerykanom darmowe połączenia międzymiastowe. Niedługo potem zaproponowali światu pierwszy komputer Apple I. Jego następca Apple II ugruntował pozycję firmy na rynku komputerów domowych. - Pamiętanie o tym, że kiedyś umrzesz, jest najlepszym sposobem, jaki znam, na uniknięcie myślenia o tym, że masz cokolwiek do stracenia - zachęca młodych do działania. - Już teraz jesteś nagi. Nie ma powodu, dla którego nie powinieneś żyć tak, jak nakazuje ci serce.

W 1985 roku w wyniku sporów wewnątrz firmy Jobs odszedł z Apple. Szybko założył nową firmę NeXT, a potem odkupił od George'a Lucasa studio Pixar, które zasłynęło z animowanych produkcji w 3D, takich jak "Toy Story" i "Potwory i spółka". Powrócił jednak do swojej firmy na stanowisko prezesa w 1997 roku za rekordowe wynagrodzenie - 1 dolara rocznie! Na szczęście w utrzymaniu się pomagają mu dywidendy.

Dwie drogi do bogactwa

- Problemy oznaczają nowe możliwości - to dewiza ponad osiemdziesięcioletniego dziś Ingvara Kamprada, który nadal kieruje swoim imperium meblowym IKEA.

Właściciel ponad 220 sklepów zaczynał od rozwożenia rowerem zapałek. Potem w szkole rozszerzył asortyment na drobne przedmioty papiernicze, które kupował hurtowo za niską cenę i sprzedawał kolegom z zyskiem.

Firmę założył w wieku 17 lat za zaoszczędzone w dzieciństwie pieniądze. Firmę, czyli wózek mleczarza, który umożliwił mu rozprowadzanie większej i bardziej różnorodnej ilości towarów.

Na studia już nie poszedł, zwłaszcza że naukę utrudniała mu ciężka dysleksja. Miał na tyle duże trudności z czytaniem i pisaniem, że dla łatwiejszego zapamiętania nazwy własnej firmy stworzył ją z pierwszych liter swojego imienia, nazwiska oraz nazwy farmy i parafii, na której się wychował - Ingvar, Kamprad, Elmtaryd i Agunnaryd. Tak powstała znana dziś IKEA. Tradycja ta zachowała się do dziś i nazwy produktów nadal wiążą się z nazwami geograficznymi, które dla Kamprada są znacznie łatwiejsze do zapamiętania niż inne wyrazy.

Chłopiec z zapałkami do sukcesu dochodził stopniowo. Dopiero w latach 50. postanowił skupić się tylko na sprzedaży mebli. Wprowadził też nowatorską formę docierania do klienta - katalog wysyłkowy. Pierwszy sklep pojawił się dopiero w 1959 roku. IKEA była jednak zagrożeniem dla tradycyjnych sklepów meblowych. Producenci zaczęli więc bojkotować firmę młodego Szweda. Wtedy Ingvar Kamprad zwrócił oczy na Polskę, gdzie za niewielkie pieniądze mógł zamawiać od państwowych przedsiębiorstw dobrej jakości meble. Problemem był jedynie drogi transport.

Wtedy wymyślono znaną dziś formę składania mebli w płaskie kartony i pozwalanie klientowi na samodzielne ich złożenie w domu. Filozofią Kamprada po dziś dzień jest jak najwyższa jakość za jak najniższą cenę. - Jak miałbym przekonywać swoich pracowników do wydajnej pracy i oszczędnego gospodarowania aktywami firmy, gdybym sam bezsensownie je trwonił? - pyta Kamprad.

Teoretycy biznesu stawiają go za wzór znakomitego przedsiębiorcy. Sam Kamprad jest najlepszą wizytówką firmy - żyje funkcjonalnie i bez zbędnego luksusu. Ma jednak gest. Jednym z jego pomysłów było Wielkie Podziękowanie w 1999 roku - prezent dla pracowników IKEA. Całkowity dochód ze sprzedaży z jednego dnia 9 października został podzielony równo między pracowników. Bez względu na pozycję i staż pracy nagroda dla wszystkich była taka sama, choć często wyższa od miesięcznej pensji.

Jego całkowitym przeciwieństwem jest Larry Ellison, szef Oracle. Sylwetkę miliardera doskonale obrazuje tytuł jednej z jego biografii "Różnica między Bogiem a Larrym Ellisonem". Jak można się domyślać, wiele tych różnic nie ma...

Biznesmen słynie z największego i najdroższego na świecie jachtu i ekstremalnych pasji, takich jak oceaniczne regaty i pilotowanie własnego odrzutowca. Nic dziwnego, że na urodziny sprezentował synowi myśliwiec.

Ellison, nieślubny syn pewnej nastolatki, był wychowywany przez krewnych. Studia rozpoczął na Uniwersytecie Illinois, ale nie dotrwał do dyplomu. Zmarła jego adopcyjna matka, nie podszedł do egzaminu z języka francuskiego i został wyrzucony z uczelni. Po kilku miesiącach przerwy zapisał się na Uniwersytet Chicagowski, jednak po jednym semestrze porzucił ostatecznie naukę i w wieku 20 lat przeniósł się do Kalifornii. Zaczął karierę jako jeden z wielu pracowników Ampex Corporation. Zasłynął z tego, że stworzył bazę danych dla CIA, którą nazwał Oracle (ang. wyrocznia). Taką nazwę nadał ostatecznie swojej późniejszej firmie, która zajmuje się tworzeniem oprogramowania dla baz danych.

Oferty edukacyjne

Podziel się

Na co student wydaje najwięcej pieniędzy?

Ksero i książki
Mieszkanie
Imprezy i alkohol
Jedzenie
Ubrania