Znajdź kurs, studia, szkolenie

Pisanie to rajd po dżungli

Michał Zawadzki
05.09.2011 , aktualizacja: 04.12.2009 13:00
A A A Drukuj
Czy pomocnica cukiernika może być autorką bestsellerów, uzależniony od heroiny narkoman może pisać świetne książki, a maturzystka stworzyć unikalną i nowatorską powieść? Najpopularniejsi polscy pisarze udowadniają, że tak.
Na planie filmu
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Na planie filmu "Nigdy w życiu" na podst. książki Katarzyny Grocholi

W wywiadzie udzielonym 10 lat temu przez Katarzynę Grocholę polonijnemu pismu "Profile" znalazła się następująca anegdota. Katarzyna Grochola wybierała się w podróż pociągiem. W kiosku poprosiła o dobrą książkę do poczytania. Co zaproponował jej sprzedawca? Opowiadanie... jej autorstwa. Ukrywając rozbawienie, pisarka miała powiedzieć: "Grochola? Już czytałam".

Salowa Grochola

Nawet jeżeli ta przytoczona historia nie jest do końca prawdziwa, to nie zmienia to tego, że Katarzyna Grochola jest jedną z najpopularniejszych polskich pisarek. Jej książki sprzedają się w setkach tysięcy egzemplarzy, a ich kinowe ekranizacje z miejsca stają się hitami. "Nigdy w życiu!" obejrzało ponad 1,6 mln widzów. Niewiele jednak brakowało, żeby jej talent w ogóle się nie ujawnił. Dlaczego? Ponieważ przez wiele lat autorka zajmowała się wszystkim, tylko nie tym, z czego jest dzisiaj znana. Pragnęła być lekarką. Została salową w szpitalu. Pracowała także w biurze matrymonialnym. Była korektorką, redaktorką, maszynistką, prowadziła działalność gospodarczą. Przez wiele lat odpisywała na listy czytelników "Poradnika Domowego". Była też dyrektorką składu celnego. Nawet wyjechała na saksy do Londynu. Jednak mimo tego wszystkiego, jak deklaruje, zawsze wiedziała, że chce pisać. W wywiadzie dla wspomnianego już pisma wyznała, że fascynacja książkami towarzyszyła jej od dzieciństwa, kiedy w nocy czytała z latarką pod kołdrą. Gdy mama zabrała jej jedyne źródło światła do nocnego pochłaniania literatury, wówczas Kasia (jeszcze nie Katarzyna), szlochając, zapytała: "Co mam teraz czytać?". Odpowiedź, którą otrzymała, zapadła jej w pamięć na całe życie. - Sama coś napisz - usłyszała.

Zrób to sam

To hasło przyświecało także Tomaszowi Piątkowi, autorowi "Heroiny". Do rozpoczęcia przygody z pisarstwem pchnęła go jak przyznaje, niska jakość literatury dostępnej na polskim rynku wydawniczym. - Proszę się rozejrzeć po księgarniach. Jest bardzo wiele dobrych książek, ale głównie napisanych w przeszłości. Z tego powodu zacząłem pisać - mówi i dodaje: - Ale na początku tej drogi była chęć odniesienia sukcesu. Teraz wiem, że te dwie rzeczy nie są ze sobą powiązane. Zanim jednak pisanie Piątka na dobre się rozkręciło, autor pochłaniał ogromne ilości literatury. I to nie byle jakiej. - Kiedy miałem siedem lat, zacząłem czytać "Józefa i jego braci" Tomasza Manna. To, że nie rozumiałem połowy treści, nie stanowiło przeszkody, bo nie rozumiałem, że nie rozumiałem - pisze w swojej biografii. Jak mówi, szacunek i niemal metafizyczne uwielbienie dla literatury zaszczepili w nim rodzice. - Tak zostałem wychowany. Moi rodzice to typowi inteligenci z poprzedniego systemu. U nas w domu nazwiska pisarzy wymawiało się przyciszonym głosem. Można powiedzieć, że traktowani byli z nabożną czcią - opowiada.

Połączenie wychowania i pasji sprawiło, że Piątek już od dzieciństwa wiedział, że będzie miał coś wspólnego ze słowem pisanym. Nie wiedział tylko, w jakiej formie. - W wieku lat dziewięciu opublikowałem pierwszy felieton w czasopiśmie "Student" - pisze w bio grafii. - W wieku lat dziesięciu podjąłem pierwszą pracę dorywczą, sprzątałem korty tenisowe w Ursusie. Między 13. a 15. rokiem życia prowadziłem program telewizyjny dla dzieci i młodzieży "Drops" na antenie TVP1 - opowiada i dodaje: - Praca ta spowodowała bardzo duże upokorzenia i cierpienia - istniały tylko dwa kanały telewizji i program oglądany był przez wszystkie dzieci w kraju. Przez dwa lata nie mogłem wyjść na ulicę. A że musiałem wychodzić codziennie, to byłem atakowany werbalnie i fizycznie, raz obrzucony kamieniami, raz pobity przez kierowcę autobusu.

Po maturze - jego wypracowanie z polskiego zostało nagrodzone przez "Życie Warszawy" - wyjechał do Włoch, gdzie studiował lingwistykę. Pracował jako dziennikarz prasowy i radiowy, był felietonistą, otarł się o telewizję. W 1999 roku zaczął pracować w agencji reklamowej, co do dziś jest źródłem jego utrzymania. Gdy w 2002 roku zadebiutował "Heroiną", wywołał skandal, ale też falę zachwytu krytyków nad jego twórczością. Do dzisiaj napisał 12 książek.

Skandalistka

Taka opinia przylgnęła do Manueli Gretkowskiej, autorki m.in. "Polki" i "Obywatelki". Dla jednych jest ultrafeministką, dla pozostałych przykładną matką Polką. Głównie jednak jest doskonałą pisarką. Jej wczesne książki zebrały przychylne opinie Czesława Miłosza. Od czasów szkolnych, jak wspominają na łamach "Polityki" jej znajomi, wykazywała talent pisarski. Do dziś napisała 12 książek. Ale początki jej literackiej kariery nie były usłane różami.

Po studiach filozoficznych na UJ pisała do nieistniejącego już "bruLionu". W połowie lat 80. zdecydowała się wraz ze swoim ówczesnym mężem Cezarym Michalskim, dziś publicystą "Dziennika", na emigrację. Wyjechali do Paryża. Tam skończyła antropologię, która była jej pasją. We Francji imała się różnych zajęć, m.in. pracowała w fabryce kaset magnetofonowych i fabryce butów... Swoje paryskie doświadczenia postanowiła przelać na papier. Tak powstała książka "My zdies' emigranty". O tym okresie jej życia traktują również "Tarot paryski" i "Kabaret metafizyczny". Po powrocie do Polski zajmowała się dziennikarstwem i publicystyką. Była wicenaczelną "Elle" oraz felietonistką "Sukcesu". W tym ostatnim magazynie w 2006 roku wywołała skandal. Napisała tekst nieprzychylny braciom Kaczyńskim. Szefostwo redakcji postanowiło wydrukowany już materiał usunąć. Cały 90-tysięczny nakład "Sukcesu" ukazał się w sprzedaży z jedną ręcznie wyciętą stroną.

W ogniu wojny

Największy jednak skandal ostatnich kilku lat wywołała najmłodsza w tym gronie pisarka Dorota Masłowska, autorka zekranizowanej niedawno przez Xawerego Żuławskiego "Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną". Kiedy zaczynała pisać swoją skandalizującą "powieść dresiarską", nie miała nawet matury. Jak opowiedziała w wywiadzie udzielonym Wojciechowi Orlińskiemu dla "Gazety Wyborczej", do pisania zachęcił ją Paweł Dunin-Wąsowicz, założyciel i redaktor naczelny literackiego pisma "Lampa". Książka stała się najgłośniejszym dziełem literackim 2002 roku. "Wojna polsko-ruska..." sprzedała się w nakładzie kilkuset tysięcy egzemplarzy. Masłowska napisała później "Pawia królowej" oraz "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku", ale nie powtórzyła już sukcesu. Na początku 2009 roku pisarka wyjechała do Berlina na roczne stypendium.

Pisać każdy może

Teoretycznie. Jak jednak pokazują historie polskich pisarzy, nie zawsze jest to zajęcie miłe, łatwe i przyjemne. - Pisanie związane jest z bardzo ciężką pracą, a potem z bardzo dużym cierpieniem, zazwyczaj związanym z tym, jak książka jest odbierana. Myślałem, że tylko ja tak mam. Później czytałem o innych pisarzach, rozmawiałem z nimi i odkryłem, że jednak nie tylko ja tak reaguję - tłumaczy Tomasz Piątek i dodaje: - Moja ostatnia książka, "Morderstwo w La Scali", to dziesięć lat myślenia, dwa miesiące nieustannej pracy po kilkanaście godzin dziennie, a potem rok nanoszenia poprawek.



Każdy, kto by chciał zostać pisarzem, zdaniem Tomasza Piątka musi być gotowy do poświęceń. Także finansowych. - Pisanie to nie rozpoczynanie, ale kończenie kariery. To jakby pójście do klasztoru. Wiele rzeczy staje się niedostępnych. A jakoś trzeba żyć, więc masa pisarzy próbuje się utrzymać. Pracują w mediach, obok mediów, w reklamie, w telewizji - tłumaczy i dodaje: - Ja nie mówię ludziom, że jestem pisarzem, nie przyznaję się do tego, bo pisarz znaczy frajer. Mówię, że pracuję w reklamie, bo to większy prestiż.

Inspiruje mnie...

Katarzyna Grochola pytana o inspiracje odpowiada, że dostarcza ich jej życie. Tomasz Piątek również czerpie z życia. Jak mówi, nie tworzy czystej abstrakcji, tylko książki, które są jednak osadzone w rzeczywistości. - W moim przypadku są trzy podstawowe źródła inspiracji: życie, pojawiające się w głowie zawiązki pomysłów i wiara w Boga. Te trzy elementy to moje inspiracje - twierdzi. I dodaje: - Ale sama inspiracja nie tworzy. Ona tylko zaczyna. Trzeba pozwolić pomysłowi dojrzeć. Nie należy siadać do pisania, jak tylko pojawi się w głowie pomysł. Dobra książka powinna dojrzewać minimum rok. Dziesięć lat dojrzewania i już jest fajnie.

Co więc trzyma pisarzy przy tej niełatwej drodze życia? - Z pisaniem jest jak z rajdami po dżungli na Borneo. Wszyscy, którzy brali w tym udział, mówią, że to piekło i koszmar. Po czym zapewniają, że za rok wrócą i "dołożą" dżungli. Tak jest z moim pisaniem - zapewnia Piątek.

Tekst pochodzi z magazynu studenckiego "?dlaczego"

Michał Zawadzki

Czytaj także:

Biznes na szpilkach

Nie mają dyplomu, mają miliony

W Poznaniu kręcą lip dub

Oferty edukacyjne

Podziel się

Na co student wydaje najwięcej pieniędzy?

Ksero i książki
Mieszkanie
Imprezy i alkohol
Jedzenie
Ubrania