Znajdź kurs, studia, szkolenie

Co nakręca twórcę tasiemca?

Michał Zawadzki
01.09.2011 , aktualizacja: 08.01.2010 15:47
A A A Drukuj
Scenarzysta serialu Doman Nowakowski, fot. Sebastian Rzepiel / AG Scenarzysta serialu "39 I PÓŁ" Doman Nowakowski
Darek Jankowski, Anna Jankowska, Zosia Stankiewicz-Burska, Jakub Burski, Witek Latoszek, Kinga Zduńska, Hania Mostowiak, Basia Jasnyk, Marta Orkisz, Magda M. Mówią ci coś te imiona i nazwiska? To bohaterowie najpopularniejszych polskich seriali telewizyjnych. Dowiedz się, komu zawdzięczasz ich istnienie.


Losy scenarzystów seriali nieraz przypominają perypetie stworzonych przez nich bohaterów. Zaliczają oni momenty sławy, doświadczają topowej oglądalności, ale także upadków, potknięć oraz rozczarowań. Przy czym, jak wszyscy zgodnie zauważają, więcej jest tych miłych momentów. Najwięcej zaś w ich zawodowych ścieżkach jest przypadku. Po prostu samo życie...

39 i pół

Doman Nowakowski, scenarzysta serialu "39 i pół", zawsze wiedział, że jego zawód związany będzie z pisaniem. Nie przypuszczał jednak, że źródłem zarobków będzie dla niego tworzenie seriali. - Myślałem, że będę pisał powieści. Wydawałem się materiałem na powieściopisarza, może dramaturga - mówi. Nowakowski studiował w warszawskiej PWST, na wydziale wiedzy o teatrze, jednak jej nie skończył. - Mam wykształcenie prezydenckie - żartuje. To jednak nie przeszkadza mu w byciu twórcą jednego z najpopularniejszych seriali telewizyjnych. Zanim jednak nim został, przeszedł długą drogę. Był dziennikarzem radiowym, prowadzącym telewizyjnego programu o zdrowiu, autorem kilku dramatów. - Kiedy skończył się komunizm, w kraju zaczęło być ciekawie i rzeczywistość zaczęła nas zasysać. Jestem z tego "miotu", który w wieku lat 20 wylądował w różnych nowych instytucjach. Koledzy zostawali maklerami lub dziennikarzami. Otwierały się nowe rozgłośnie, gazety, przyjmowano ludzi - wspomina. W 1990 roku, w wieku 22 lat, Nowakowski trafił do Radia Zet. -Wciągnął mnie w to mój kolega Rafał Sławoń, który trafił do Zetki miesiąc wcześniej. Wejście do radia polegało na tym, że trzeba było nagrać tzw. minutówkę o czymkolwiek. Poszedłem i nagrałem ją o czymkolwiek, dokładnie o sporcie - wspomina i dodaje: - Spodobała się i zostałem zatrudniony.

Został dziennikarzem sportowym i szybko awansował. - W wieku 23 lat byłem zastępcą szefa sportu w Radiu Zet - mówi. Zasłynął aferą, którą wywołał, relacjonując przez telefon bieg łyżwiarski na olimpiadzie w Lillehammer w1994 roku. Radio Zet nie miało wykupionych praw do transmisji, ale Nowakowski pożyczył telefon komórkowy od japońskiego dziennikarza i tak nadał relację. Szefostwo stacji doceniło jego poświęcenie i przyznało mu nawet za ten wyczyn nagrodę pieniężną. Jednak rok później stacja rozwiązała z nim umowę. Ale zwolnienie z pracy przyczyniło się do tego, że Nowakowski zrozumiał, co naprawdę chciałby robić w życiu. - Kiedy zostałem wyrzucony z Radia Zet przez świętej pamięci Andrzeja Woyciechowskiego, poczułem, że jestem bezrobotny. Z nudów napisałem dramat "Ketchup Schroedera". Sztuka została wystawiona w Teatrze Telewizji i zebrała bardzo dobre recenzje. Wtedy zdałem sobie sprawę, że pisanie to jest to. Twórcza robota, która daje satysfakcję, a nie tanią popularność - opowiada. W międzyczasie zaliczył jeszcze przygodę z telewizją. Prowadził z Katarzyną Dowbor program "Apetyt na zdrowie", w którym przekonywał młodzież do prowadzenia zdrowego trybu życia. Chociaż, jak sam przyznaje, trąciło to hipokryzją. - Przekonywałem młodzież, że nie warto pić i palić. Było to wierutne kłamstwo, bo zawsze wolałem pić i palić niż grać w koszykówkę. Ale był to program misyjny. Na naszych oczach, na początku lat 90. ludzie zaczynali uprawiać sporty. Było to fajne, ale na dłuższą metę nudne - przyznaje.

Pierwszy scenariusz serialu zaczął tworzyć, jak to zwykle bywa, przypadkowo. - Mój kolega Wiesław Paluch zaczął pracować przy programie telewizyjnym dla nieznanego wówczas producenta Michała Kwiecińskiego. Wciągnął mnie do projektu, ponieważ była potrzeba stworzenia kabaretu telewizyjnego. Zaczęliśmy go wymyślać - opowiada Nowakowski. - Byłem wówczas studentem, mieszkałem w akademiku. Z Darkiem Wieromiejczykiem i Wieśkiem Paluchem zrobiliśmy kabaret o... studentach w akademiku. Okazało się, że to dobry materiał na serial i tak powstał "Pokój107" - dodaje. Później zaczął tworzyć i współtworzyć scenariusze takich hitów telewizyjnych jak "Miodowe lata" oraz "Kasia i Tomek". Jego najmłodszym dzieckiem jest serial emitowany w TVN"39 i pół", który zaczął pisać, mając tyle właśnie lat.

Teraz albo nigdy

To właśnie musiał pomyśleć Radosław Figura, drugi obok Olgi Sawickiej scenarzysta serialu "Teraz albo nigdy", gdy w końcu lat 90. wysyłał swój pierwszy scenariusz na konkurs. Wcześniej Figura pracował w kółkach teatralnych, był uczestnikiem amatorskiego ruchu teatralnego. - Zajmowałem się teatrem, ponieważ mnie fascynował. Zostałem instruktorem, miałem nawet wszelkie zawodowe uprawnienia - wspomina. Poszedł na studia do warszawskiej PWST, ponieważ chciał poszerzyć swoją wiedzę o wykonywanym zawodzie. A scenarzystą został jeszcze czasie nauki na wydziale wiedzy o teatrze. - W miesięczniku "Teatr" zobaczyłem ogłoszenie o konkursie dramaturgicznym. Termin oddania prac upływał za dwa tygodnie. Usiadłem do pracy i pisałem sztukę przez10 dni - opowiada Figura. Debiut był udany. - Wygrałem ten konkurs. I tak zostałem dramaturgiem - mówi. Jego przedstawienia były grane w Niemczech. Figura pisał także sztuki dla młodzieży. - Wysyłałem je na konkurs teatrów młodzieżowych w Poznaniu. Wygrałem go trzy razy z rzędu - opowiada i dodaje: - Czwarty raz się nie zgłosiłem, bo byłoby to nie fair. Wygrałbym go ponownie.

W 2000 roku dostał propozycję z telewizji. - Zwróciła się do mnie redakcja Teatru Telewizji z prośbą o zrobienie adaptacji telewizyjnej jednej z moich sztuk. Tak powstało przedstawienie "Obrazek". Potem poproszono mnie o adaptację powieści Leopolda Tyrmanda "Siedem dalekich rejsów". Także na potrzeby Teatru Telewizji - opowiada i dodaje: - Zacząłem się rozglądać za pracą w telewizji. Okazało się, że lepiej płacą.

Trafił do Akson Studio założonego przez producenta Michała Kwiecińskiego. - Szukali ludzi do pisania serialu "Samo życie". Dostałem się do ekipy. To jednak jest telenowela, a ja mam najwyraźniej inny temperament, więc zrezygnowałem po niecałych dwóch latach - tłumaczy Figura. Kiedy przestał pisać "tasiemiec", przyszła propozycja stworzenia "Magdy M.". - Na spotkaniu usłyszałem, że Akson Studio i TVN oczekują sympatycznego, uroczego i dowcipnego serialu o prawniczce i prawniku, którzy zakochują się w sobie i zmierzają do siebie z trudem - wspomina i dodaje z uśmiechem: - No i tyle informacji. Resztę trzeba było zrobić. Zacząłem się rozglądać, przyglądać znajomym i składałem scenariusz.

Jak mówi, z "Teraz albo nigdy" było prościej w tym sensie, że scenariusza nie pisze sam, tylko we współpracy z Olgą Sawicką - aktorką, scenarzystką i wykładowcą warszawskiej PWST.

Życie jest nowelą

Raz przyjazną, a raz wrogą... Ciąg dalszy piosenki większość Polaków zna. A to wszystko za sprawą kultowego już serialu "Klan", którego scenariusz tworzyła przez dwa lata Ilona Łepkowska. Zresztą jest ona autorką scenariuszy wielu telewizyjnych hitów jak "M jak miłość", "Na dobre i na złe" i "Barwy szczęścia". Jednak niewiele brakowało, żeby znana dziś scenarzystka została na zawsze pracownikiem Przedsiębiorstwa Transportu i Spedycji Przemysłu Mięsnego. Tam bowiem pracowała po ukończeniu w1977 roku wydziału zarządzania UW. - Była to potwornie nudna praca urzędnicza. Doszłam do wniosku, że nie chcę tego robić - opowiada. Jak mówi, wówczas z pomocą przyszło jej życie. - Wylądowałam na urlopie wychowawczym z córeczką. Mój ówczesny mąż pracował w telewizji, przynosił do domu scenariusze, bo nimi zajmował się zawodowo. Zaglądałam do nich, czytałam i doszłam do wniosku, że też mogłabym to robić - tłumaczy. Postanowiła spróbować swoich sił i napisała swój pierwszy scenariusz. - Wysłałam go na koszaliński konkurs "Młodzi i film", dostałam wyróżnienie - mówi Łepkowska.

Zachęcona tym sukcesem postanowiła zdawać do studium scenariuszowego w Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi. Jednak nie została przyjęta, choć przyznano jej status wolnego słuchacza i obiecano, że jeśli będzie się starała, to zostanie pełnoprawną studentką. Zmienił się jednak rektor i nowy nie chciał nawet słyszeć o takim rozwiązaniu. Nawet mimo tego, że Łepkowska nakręciła dla telewizji film oparty na jednym z reportaży z książki Ryszarda Kapuścińskiego "Busz po polsku". Czy nieukończenie studium przeszkodziło jej w karierze? Jak widać nie. Jeszcze w latach 80.stworzyła scenariusze komedii "Oh, Karol", "Kogel-mogel" i "Galimatias, czyli kogel-mogel II". Na początku lat 90. spod jej ręki wyszedł scenariusz serialu "Radio Romans", a w roku 1997 zaczęła pisać odcinki "Klanu", czym zajmowała się dwa lata.

Na dobre i na złe

Pytani o dobre strony zawodu, który wykonują, scenarzyści wymieniają wolność twórczą, swobodę w doborze pracodawcy i niezłe zarobki. Jednak wśród zalet tej pracy znaleźć można też... długi sen. - Spanie do południa? Oczywiście. To praca dla nocnych marków - odpowiada pytany o zalety swojej pracy Figura. I dodaje: - Robię to, co lubię, i lubię to, co robię, przyzwoicie mi płacą, mogę pracować na kanapie, dysponuję swoim czasem. To jest absolutnie fantastyczne.

Podobnego zdania jest Nowakowski. - Możliwość spania do południa bardzo mi się podoba. Sam sobie jestem sterem, żeglarzem i okrętem. Ta praca ma wszystkie wady i zalety wolnego zawodu - zapewnia.

Z kolei dla Łepkowskiej tym, co ją nakręca w pracy, jest możliwość dotarcia do szerokiej rzeszy odbiorców. - Jest to praca, która ma niesłychany odbiór społeczny. Dwie moje ostatnie kinowe komedie romantyczne "Nigdy w życiu" i "Nie kłam kochanie" miałyodpowiednio1,6 mln i 1,4 mln widzów. Natomiast każdy odcinek "Barw szczęścia", który nie jest jeszcze hitem, ogląda nawet 4,8 mln Polaków. Mam absolutne poczucie kontaktu z widownią i wpływu na nią. Czuję, że robię to dla kogoś. Nie ma nic gorszego niż poczucie, że efekty pracy trafiają w próżnię - tłumaczy.

Chociaż praca ta ma wiele plusów, to jednak można też wskazać jej mniej przyjemne strony. - Umowy są podpisywane na wiele odcinków. Mamy gwarancję pracy na długie miesiące, ale jest to kula u nogi i zobowiązanie. Jak serial jest w produkcji emisji, to kolejny odcinek musi być napisany. Nie ma przebacz - mówi Łepkowska i dodaje: - Nie znam pojęcia dzień wolny. Oczywiście wiem, co to jest urlop, ale trzeba go ciężko wypracować. Dlatego najpierw tyram przez dwa tygodnie jak galernik, a potem przez tydzień po powrocie nadrabiam zaległości.

- Pisanie to ból w tyłku. Godziny, które trzeba odsiedzieć. Ja ostatnio zacząłem leżeć przy pisaniu, bo tak mi jest łatwiej. Kupiłem sprytną podstawkę do laptopa, kładę się na kapanie i komfortowo pracuję - opowiada Figura i dodaje ze śmiechem: - Wymyśliłem sobie nawet specjalną leżankę, którą może kiedyś zlecę do wykonania, żeby mieć jeszcze wygodniej.

Oferty edukacyjne

Podziel się

Na co student wydaje najwięcej pieniędzy?

Ksero i książki
Mieszkanie
Imprezy i alkohol
Jedzenie
Ubrania