JOANNA TCHORZEWSKA: Jak trafił pan do banku?
PIOTR MIAŁKOWSKI: Do banku trafiłem z tzw. Wielkiej Czwórki (wówczas jeszcze Wielkiej Szóstki) - tak nazywa się grupę największych firm audytorskich i doradczych (PricewaterhouseCoopers, Ernst&Young, KPMG, Deloitte). Taka ścieżka kariery była w moich czasach dość popularna i pewnie w dalszym ciągu tak jest. Praca w Big-4 daje absolwentowi uczelni szansę na zaznajomienie się z realiami rynku, a to świetna okazja, by opuścić "cieplarniane warunki", które mają studenci na uczelniach.
Jak wygląda pana praca na co dzień?
Na dzień dobry PPS, czyli poranna porcja stresu, a więc pobudka i rozwiezienie dzieci do przedszkola, poranny przegląd wieczornej poczty na Blackberry, walka z korkami. Później to już z górki. W trakcie dnia głównie spotkania, dużo spotkań. W międzyczasie dzwoniące telefony i e-maile - po kilkadziesiąt dziennie. Późnym popołudniem wreszcie przychodzi czas na pracę własną. Zawsze jest bardzo dużo dokumentów do przeczytania i analiz. Trzeba też rozdysponować zadania dla podwładnych i zaplanować pracę na następny dzień. Zwykle dzień pracy kończę ok. 19. Przynajmniej tak myślę, nie wiem, co na to moja żona, prawdopodobnie ma trochę inaczej nastawiony zegarek.
Pracownicy banków decydują o marzeniach i życiu wielu ludzi, np. podejmując decyzję o udzieleniu kredytu. Więc chyba taki zawód to duża odpowiedzialność?
W moim przypadku - odpowiadam za zewnętrzną sprawozdawczość jednej z największych instytucji finansowych nie tylko w Polsce, ale i w naszym regionie Europy. Odpowiedzialność jest więc bardzo duża.
Jakie są zalety tego zawodu?
Zawód ten nie pozwala osiąść na laurach. Utrzymuje człowieka w formie intelektualnej, nie pozwala się zaniedbać. Bycie finansistą oznacza ciągłe doskonalenie zawodowe, zarówno pod względem merytorycznym, jak i w zakresie umiejętności menedżerskich. Ten świat - świat finansów - czy w szczególności w moim przypadku świat rachunkowości zmienia się w naprawdę niewiarygodnym tempie.
A czy są jakieś wady?
Jak w każdym zawodzie. Chyba największą jest maksymalizm. Nie można w tym zawodzie działać na pół gwizdka, praca ta pochłania bez reszty. Nie jest to też, niestety, wolny zawód. Tu wszystko musi być zaplanowane i wykonane zgodnie z ustalonym wcześniej terminem.
Jakie zajęcia, zlecenia czy etaty czekają na absolwenta finansów?
Polecam praktykę w Wielkiej Czwórce, a potem - po lepszym rozpoznaniu tematu - należy wybrać którąś ze ścieżek specjalistycznych: controling, planowanie finansowe, rachunkowość, podatki, zarządzanie aktywami i pasywami. Jest bardzo wiele naprawdę ciekawych dziedzin w świecie finansów.
Czy pracując w banku, można spektakularnie awansować? Czy często zdarzają się kariery typu "od telemarketera do dyrektora"?
Oczywiście, że można, zdarzają się takie kariery. Wszystko zależy od naszych chęci, talentu i, przede wszystkim, ciężkiej pracy. Trzeba też poznawać siebie i być wobec siebie szczerym.
Jakie cechy powinna posiadać osoba, która chce się zawodowo zająć finansami?
Wytrzymałość fizyczna i psychiczna, pewnie skłonności do cyferek, umiejętność logicznego myślenia.
Co poradziłby pan studentom finansów, którzy wiążą swoją przyszłość z tym zawodem?
Trzeba się dużo uczyć i wierzyć w siebie.
Rozmawiała Joanna Tchorzewska
* Piotr Miałkowski (ur. 1973), dyrektor zarządzający w Banku Pekao SA. Odpowiada za obszar rachunkowości w pionie finansowym. Karierę zawodową rozpoczynał w KPMG, absolwent SGH (kierunek finanse i bankowość) oraz studiów MBA MCZ UW i University of Illinois
Czytaj także:
Jak działają biura karier?
Nieuczciwa magisterka