Znajdź kurs, studia, szkolenie

Gdy klęcznik nie parzy

Rozmawiał: Paweł Figurski
01.09.2011 , aktualizacja: 19.07.2011 12:19
A A A Drukuj
"Najtrudniejsze zakochanie przeżyłem pod koniec seminarium, już po święceniach diakonatu. Poznałem wtedy kobietę, z którą na pewno mógłbym spędzić życie. Myślałem wtedy: "Panie Boże, tu mnie wołasz, a tu mi dajesz kogoś takiego" - mówi ksiądz Piotr, wikariusz jednej ze śląskich katolickich parafii w rozmowie o seminarium i kapłaństwie.
confession
Fot. Shutterstock
confession
Paweł Figurski: Jak dojrzewała w księdzu decyzja o wstąpieniu do seminarium?

Ksiądz Piotr: Jestem standardowym przykładem. W przeciwieństwie do kolegów, którzy mieli bardzo burzliwe dzieje i różne historie powołania - nagłe zwroty, nawrócenia z życia klubowo-imprezowego. Od zawsze byłem człowiekiem Kościoła. W dzieciństwie byłem ministrantem i już wtedy pojawiły się pierwsze myśli o kapłaństwie. Ale to były bardzo hipotetyczne rozważania, dalekie od realizacji. Mam wrażenie, że większość ministrantów ma takie przemyślenia.

Pierwsza konkretna myśl pojawiła się w 4 klasie liceum. Takie mocne doświadczenie pojawiło się również podczas rekolekcji oazowych i muszę podkreślić, że to oaza pozwoliła mi odkryć Kościół nie jako struktury czy jakiś budynek, ale jako wspólnotę ludzi, którzy potrafią być otwarci, potrafią mówić o problemach, którzy naprawdę ufają Panu Bogu. Ta myśl o seminarium przychodziła i odchodziła.

Licealiści częściej myślą o jakiś kierunkach życiowych, o karierze i rodzinie.

Ja myślałem o dziennikarstwie. Jednak to, o czym mówiłem wcześniej, nie dawało mi spokoju.

Jak zareagowali znajomi i rodzina księdza?

Znajomym w klasie nie mówiłem, więc nie wiem, jak zareagowali, gdy się o tym dowiedzieli. Jednak moi najbliżsi przyjaciele, którzy również pochodzili z kręgu prokościelnego, nie byli zaskoczeni. Bardzo wspierali mnie w mojej decyzji. Tak samo rodzina, której o seminarium powiedziałem w czasie świąt Bożego Narodzenia.

Adaś Miauczyński w "Dniu Świra" mówi: "Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?". Czy kiedykolwiek żałował ksiądz decyzji, która niewątpliwie rzutuje na całe życie?

Nie. Czas w seminarium traktowałem jak rekolekcje oazowe, które już znałem. Jednak było to dla mnie trudne doświadczenie - dużo modlitwy, cały dzień zaplanowany, ale jakoś się w tym odnajdywałem. Mnie modlitwa sprawiała frajdę.

Przebywając w liceum z moją dziewczyną, miałem takie momenty, dziwne uczucie, kiedy nie czułem się spełniony. Miałem wiele dziewczyn i każde zakochanie było czymś wspaniałym, bardzo mnie to wciągało. Ogromnie to przeżywałem, ale mimo wszystko czegoś mi brakowało. Tak naprawdę pełni miłości i poczucia realizacji doznałem w seminarium.

Często przejście w stan duchowny traktowany jest jako ślub z Jezusem.

To bardziej dotyczy zakonnic. U mężczyzn jest to bardziej relacja na zasadzie "mistrz i uczeń".

Myślał ksiądz o zakonie?

Myślałem dosyć poważnie. Jedyną rzeczą, która kierowała mnie w stronę duszpasterstwa diecezjalnego, było poczucie wielkiej swobody działania. To znaczy, idąc do konkretnego zakonu, idę w określony charyzmat. W zakonie ważniejsze jest życie wspólnotowe, a mnie najbardziej odpowiadała forma oddziaływania w różne strony, z różnymi środowiskami.

Tęskni ksiądz za życiem świeckim?

Nie. W pewnym sensie spotykam się z nim cały czas. Pracuję w szkole, non stop przebywam wśród ludzi.

Okres licealny przeżyłem jak standardowy nastolatek. Mieliśmy wiele imprez, potańcówek. Mnie taki styl życia odpowiadał, ale nie odnajdywałem w tym treści, traktowałem to jako dodatek. Zadawałem sobie pytanie, po co ja żyję i w seminarium znalazłem odpowiedź.

Po maturze poszedł ksiądz na kremówki czy do baru?

O ile pamiętam, to pojechaliśmy w góry. W młodości miałem szczęście spotkać ludzi, którzy nie potrzebowali koniecznie alkoholu, żeby się bawić. To bardzo mocno na mnie wpłynęło.

Wiemy, jak spędza się czas w szkole średniej. Pytam o przejście od życia licealisty, ze wszystkimi doświadczeniami z tego okresu, do kapłaństwa, kiedy ułożony ksiądz spotyka się z młodzieżą i ją umoralnia.

Oferty edukacyjne

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (6)

  • huston_mamy_problem

    Oceniono 4 razy -4

    każdy kto jest klerykiem jest w pewnym sensie głęboko upośledzony - więc cieżko mi uwierzyć że Polskie społeczeństwo godzi się w dalszym ciągu wypłacać tym ludziom na starośc emerytury. Nigdy nie skalali się uczciwą pracą dla naszego kraju.

  • blastie

    Oceniono 6 razy 4

    "Ciężko mi sobie wyobrazić księdza jeżdżącego na wózku inwalidzkim odprawiającego mszę świętą. W pewnym sensie jest to dyskwalifikacja."
    Błąd! To nie jest dyskwalifikacja. Proszę poznać ks. Marka Bałwasa, to jest niesamowity człowiek. Do kapłaństwa najważniejsza jest "zdrowa głowa" i zdrowe ręce.

    • morgankax

      Oceniono 3 razy 1

      @blastie
      Też mnie uderzył ten fragment... Dla mnie dyskwalifikacja powinna być dla osoby, która wygłasza podobne poglądy i któremu "ciężko jest sobie wyobrazić". Czyli co - jak ksiądz w wyniku wypadku utraci dawną sprawność to out? Bo nie może skakać przez płotki? Bo ołtarz za wysoki i głowy nie byłoby widać?
      Żenujące.
      Wiadomo, że duchowny, poruszający się na wózku nie będzie w stanie np. szybko się poruszać, czy drałować po schodach, ale nie są to przecież jedyne rzeczy jakimi musi się zajmować... Jeśli księdzu "trudno jest sobie wyobrazić" kolegę odprawiającego mszę o zgrozo na wózku, to jakie będzie miał podejście do osób niepełnosprawnych? Zamknąć w domu, wystawiać na słońce?

  • age.kruger

    Oceniono 5 razy 5

    Taki student jak Harry Potter. :)

  • tenebristemplar

    Oceniono 24 razy -14

    a wiec tak - sekta odsunęła go od przyjaciół bo zostali tylko ci przykościelni, dzięki temu miał takie pranie mózgu że wybrał wymyślonego przyjaciela nad żywa kobietę - smutne to

  • hankrearden

    Oceniono 24 razy -8

    I to wszystko dlatego, że gadający wąż skusił Ewę do zjedzenia jabłka, co tak wkurzyło pana boga, że musiał wysłać swojego syna (który jest też własnym ojcem) na śmierć, aby się udobruchać.

    I dzięki temu każdy, kogo teraz pokropi się wodą ma szansę na uniknięcie wiecznego piekła.
    No, chyba, że będzie się kochał w prezerwatywie, w tedy męki piekielne są pewne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Na co student wydaje najwięcej pieniędzy?

Ksero i książki
Mieszkanie
Imprezy i alkohol
Jedzenie
Ubrania