Pozostaje zagranica. Mówią o sobie, że są największą Polonią na świecie. - Nie jest tak, jak miało być - powtarzają zgodnie. I opowiadają, jak romantyczny mit studiowania na Akademii Morskiej ma się do rzeczywistości.
Głos I (Rota ślubowania studenta Akademii Morskiej, fragment)
Świadomy obowiązków obywatela Rzeczpospolitej Polskiej, ślubuję (...) uroczyście, bronić honoru polskiej bandery oraz dochować jej wierności.
Głos II (studentka Akademii Morskiej, I rok)
Na razie to na zasadzie "się studiuje, się zobaczy". Nie no, coś tam już myślę, co będzie dalej. Miała być Politechnika, jest Akademia Morska. Nie dostałam się, ale już nie żałuję. Praca po tym też jest dobra i płatna w euro. Chcę pływać, być kapitanem. Cały czas mam przed oczami świat Marco Polo widziany z perspektywy własnych butów. Podróż dookoła globu, to byłoby coś. Jestem starostką roku. Ludzie w porządku, ale dużo z przypadku. Teraz poznaję środowisko, zajęcia ciekawe. Choć dużo ich, chyba za dużo. Mamy dobre statki szkolne. Jeszcze na nie nie wchodziliśmy. Już się nie mogę doczekać. Pierwsze praktyki na Darze Młodzieży.
Jestem kobietą, jestem elitarna. Elitarność w tym kraju popłaca. Moim marzeniem jest pływać pod polską banderą. Ale rozumiem, że nie ma możliwości. Ojczyznę się ma w sercu, a serce ma się wszędzie.
Głos III (Port Gdynia)
Jestem z działu kadr, zajmuję się rekrutacją. U nas absolwentów z AM-ki nie ma. Przynajmniej nie tych młodych. Kiedyś się jeszcze zdarzały przypadki, że tutaj trafiali. Ale teraz? Gdzie niby mieliby być. Nie ma floty. Nie ma ludzi. Zresztą to, że to jest port, to nie znaczy, że tu ludzie pływają. Proszę zapytać w Przedsiębiorstwie Usług Żeglugowych i Portowych. Ja jeszcze sprawdzę, czy może kogoś w Portowej Straży Pożarnej nie ma. Nie, nie ma. Tylko jeden pan z wyższym wykształceniem. Po naukach społecznych. Ale to już dawno temu. To system szkolenia jest chory. Łapią ludzi, biorą pieniądze, wypuszczają i zapominają. A ty sobie radź z tą wiedzą. Daj ją na przemiał i zrób z niej przydatną kotwicę. Tylko bez nazwiska proszę.
Głos IV (student Akademii Morskiej, I rok)
Ja jestem z Mazur, u mnie w mieście jest kilka jezior. Do wody mnie od zawsze ciągnęło. Moi rodzice mają znajomego marynarza. On mówi, że już wszędzie na świecie był. Zafascynowało mnie to. Też tak chcę, mówię. Liczę się z tym, że będę musiał wyjechać za granicę. Takie życie, i tyle. No więc Akademia. Łatwo się było dostać. Krąży opinia, że tak samo łatwo można wylecieć. Zresztą wielu ludzi z mojego roku już się zastanawia, czy nie zrezygnować. To nie do wiary, ale niektórzy dopiero tutaj się dowiedzieli, że Polska floty nie ma, że statków brakuje, że nie ma polskiego Bałtyku jako tako. Nie żartuję. Mało jest zorientowanych. A tym zorientowanym, to najczęściej rodzice radzili, którzy są w temacie.
Na razie czyste ideały, jeśli o mnie chodzi. Wiesz, z tym pływaniem, że budzę się rano, nie ma nikogo, cisza, spokój, wstaję, wyglądam za okno, patrzę na morze, patrzę na słońce, zakładam mundur, zawijam do portu, ogólnie szacun. Tak to widzę. Chciałbym iść na offshory. Ciężka praca, ale kasa podobno niezła.
Głos V (Polskie Linie Oceaniczne)
Jestem z crewingu. Absolwenci? Za wysokie wykształcenie jak na tę robotę w Polsce. Nie trzeba być szefem Grand Hotelu, żeby usmażyć jajecznicę na statku. Taki przykład, metafora. Szkoła w Gdyni czy w Szczecinie dobra, ale co z tego. Szlifują diamenty, ale nie dla nas, tylko dla zagranicy. Tak jest. U nas pracują starsi, tacy z młotem w ręce, a nie z papierkiem. Ci z papierkiem też przychodzą, ale jak usłyszą, ile płacimy, to się tylko uśmiechają i już ich niema. Czasem wezmą jeden, dwa kursy, żeby zobaczyć, jak to jest. Ale nic na stałe. Nie ma w Polsce pracy dla polskich marynarzy. Zresztą my też kiedyś coś znaczyliśmy. A teraz? Kto wie, co to PLO? Śmieją się z nas, taka prawda.
Głos VI (absolwent Akademii Morskiej)
Mam 23 lata. Świeży absolwent. Magister inżynier. Ja nie z tych pływających, bo jestem po transporcie, specjalność - eksploatacja portu i floty. Śmiesznie brzmi, bo przecież floty jako takiej nie mamy. Czyli jestem portowiec. Chcę być agentem statkowym. To taki człowiek od nawigacji statkiem na lądzie, jego przedstawiciel. Ale pracy nie mam. Brakuje doświadczenia. Miałem miesięczny staż u francuskiego armatora, w biurze, ale to przecież nie wystarczy. A tylko to uczelnia zapewniła. Jest wiedza, ale nie ma fachu w ręku. Nie mamy uprawnień, ci po Politechnice mają. Żadnej pieczątki nie możemy nawet postawić. Kto weźmie pracownika, który nie może zatwierdzić żadnego projektu? Coraz bardziej w tę szkołę wkracza duch humanizmu, a duch techniczny i pływający kompletnie odchodzą. Kierunki typowo morskie już się nie liczą, coraz więcej ekonomii i komputerów w tym naszym wodnym świecie. Aż się niedobrze robi.
Polska to kraj kontaktów. Miałbym kontakt, miałbym robotę. Czemu nie chciałbym pływać? Kiedyś chciałem, później poznałem Olę. W życiu powinno się kochać to, co można mieć w jakiś sposób. Inaczej jest rozczarowanie. Nie chcę, żeby ona była mną rozczarowana. Zagranica odpada. Za długo, za daleko. Jak uda się w porcie, będę miał dwa w jednym. Będę miał te swoje statki, morze, rodzinę. Dobra, zbyt patetycznie. Wyrzuć to, nieważne.
Głos VII (Port Gdańsk)
Studenci? Absolwenci? Nie szukamy. Dlaczego? A gdzie? Nie ma płynności kadrowej. Nie ma miejsc, nie ma gdzie. Jak już zatrudniamy, to z doświadczeniem. Czyli nie studentów. Oni raczej szukają pracy na zewnątrz. Do nas tylko na praktyki. Jest jak jest i koniec.
Głos VIII (absolwent Akademii Morskiej)
Skończyłem transport morski. Matka mi podsunęła pomysł, żeby iść na Akademię. Pojęcia o tej robocie nie miałem. Ale poszedłem za radą matki. Nie żałuję tych pięciu lat. Mam robotę, po znajomości. Pierwszy kontrakt, sześć tygodni, przemysł offshorowy, wydobywczy. Mam dyplom oficera, ale idę jako kadet, bo nie mam doświadczenia. Tysiąc dolarów zarobię. Jak na Polskę to dużo, ale w Grecji na przykład można dwa razy więcej wyciągnąć, kolega mówił.
Morze nie jest dla romantyków. To przede wszystkim. Ci romantyczni, od wschodów słońca i whiskey, odpadają bardzo szybko. Pięćdziesiąt osób odpadło po pierwszym roku. Zostają rzemieślnicy. Którzy chcą pływać i dbają o kasę. Kasa i tylko kasa. Wiesz, że jest bandera luksemburska albo słowacka, a oni przecież nie mają dostępu do morza? My mamy.
Głos IX (Wydział Usług Żeglugowych)
Z AM to nie do nas. Młodość, wykształcenie, po co to komu tutaj? Niech idą za granicę. U nas nie ma ruchu kadrowego, wszyscy siedzą na miejscu. Nie potrzeba ludzi. Praca też nieatrakcyjna. Czy to normalne? Nie mi to oceniać. Jest, jak jest. Nie ma floty, statki umierają. Pływanie już nie jest w modzie. Statek kiedyś był pływającą bohemą, dziś robi za pannę lekkich obyczajów, którą się wykorzystuje, żeby zarobić pieniądze. To smutne, ale co zrobić? Zresztą, Akademia Morska też popada w filisterstwo. Uczą, żeby uczyć. Choć tu sztuka dla sztuki się nie sprawdza. Na wydziałach tłoku nie ma. Coraz więcej wolnych miejsc, wolnych krzeseł. Akademiki dają nawet za darmo, żeby studentów złapać. Ale student to nie śledź, widzi, jak jest źle. Wydajemy pieniądze na kształcenie polskich marynarzy, a nie mamy z tego właściwie żadnych profitów. O, to jest dobre zdanie, takie na koniec. No bo gdzie tu racjonalizm czy patriotyzm, czy inne słowa, co je lubią w polityce.
Głos X (marynarz szeregowy)
Jestem marynarzem. Szeregowiec, ale zawsze coś. Nie udało mi się skończyć AM, kłopoty osobiste. Musiałem zrezygnować, nie miałem pieniędzy. Ale pracuję, pływam. Na statkach transportowych, głównie kontenerowcach. Kiedyś było łatwiej o robotę. Choć ja miałem problemy. Robiłem w budowlance, bo też się na tym znam, po ojcu. Aż w końcu się zaczepiłem. Ktoś poszedł na urlop, złamał nogę, jakieś komplikacje. Właściwy człowiek na właściwym miejscu byłem. Jak w Akademii Francuskiej kiedyś. Nikt nie jest nieśmiertelny. Teraz pod niemiecką banderą, u nich się rozliczam. Ciężka robota, wyczerpująca. Szczególnie w porcie. Nieraz żyły puszczają. Cztery miesiące w morzu, choć czasem dwa na dwa. Nie narzekam na pieniądze. Mogłem trafić gorzej.
Prawda jest taka, że rynek się kurczy, coraz ciężej się utrzymać. Polak szeregowiec już na wymarciu. Po drugiej stronie Bałtyku wolą zatrudniać Ukraińców, Hindusów, Filipińczyków. Bo są o połowę tańsi, a pracują często wydajniej. Nasza polska młodzież nie poszła w ślady Zawiszy Czarnego. Nie garnie się do roboty.
Głos XI (Polska Żegluga Morska)
Dział kadr się kłania. Dlaczego mamy wielką morską emigrację? Po prostu się nie opłaca w Polsce. Szczególnie na stałe. To jest nasz problem. Zresztą co ja będę mówiła, niech pan spojrzy w statystyki:
2006 - siedemdziesięciu na stałe, czterdziestu czterech na kontrakty,
2007 - trzydziestu pięciu na stałe, czterdziestu siedmiu na kontrakty,
2008 - osiemnastu na stałe, stu dwunastu na kontrakty,
2009 - dwudziestu jeden na stałe, dziewięćdziesięciu jeden na kontrakty. Absolwenci uczelni morskich w Szczecinie i Gdyni przyjęci do PŻM. Z przewagą tych ze Szczecina. Tam może być jeszcze kilku z Politechnik, ale niedużo. Widać czarno na białym. Ludzie odchodzą, ale i też wyjścia nie mają. Łapią się na kontrakty. Żeby zarobić doraźnie, nagła potrzeba. Czasem żeby zarobić na wyjazd za granicę. Wszystko idzie do obcych armatorów. Skandynawowie ich biorą na potęgę, zresztą cały obcy Bałtyk ich bierze, tylko nie my. Polacy są w potrzebie. Mają fach, a nie mają pracy. Są zdesperowani. Tamci tylko na takich czekają. Choć teraz rynek się trochę skurczył, to i tak płacą im o wiele więcej. 50 czy nawet 100 dolarów więcej za kurs to różnica. Już nie mówiąc o stałym zatrudnieniu. Mamy 76 jednostek, wszystkie pod obcą banderą. Panama, Liberia, Malta, Wanuatu.
Głos XII (Akademia Morska w Gdyni)
W zachodniej Europie nie ma czegoś takiego jak uczelnia morska. Mamy ją tylko my, Azja, Rosja, Ukraina i USA. Niewiele uczelni przetrwało. A te, które przetrwały, mają bardzo dobrze rozwiniętą gospodarkę morską. Tylko nie my, no i nie Ukraina. Pytanie, po co dwie duże akademie morskie w Polsce. To są przecież pieniądze podatników. A wolnych miejsc coraz więcej. To jest problem, rzeczywiście. I jeszcze kryzys mamy, trudny czas. Dlatego musimy kształcić dla zagranicy. To jest zawód globalny, zero patriotyzmu, grajdolstwa. Nie ma warunków dla polskich statków. Nie ma pracy dla ludzi w Polsce. To prawda, niektórzy się rozczarowują. Ale coraz mniej osób chce pływać. Komu się teraz chce siedzieć na statku, się mordować. Praca ciężka, wiadomo. To nie tak jak kiedyś, że chcieli świat poznać, zachód, wschód zobaczyć, zarabiać dolary jak na amerykańskich filmach. Ale to nie znaczy, że nie ma zapotrzebowania na tych pływających! Ono jest i będzie, ale nie w Polsce. To jest problem polskiej edukacji, kształcenia. Nie chodzi tylko o studentów AM. Między szkolnictwem a praktyką jest za mało związków. Brakuje programów badawczych, ten background edukacyjny jest u nas strasznie mizerny. Generalnie trzydzieści lat do tyłu, albo i lepiej.
Głos XIII (absolwent Akademii Morskiej)
Mam 25 lat. Skończyłem nawigację, dwa lata temu. Na robotę czekałem rok. Wreszcie się udało, jako asystent, junior oficer się mówi. Z możliwością awansu. Czyli nieźle. Za granicą. Dania. Choć nie mam stałej pensji, bo pracuję na kontraktach. Cztery miesiące w morzu. Chciałbym się na stałe gdzieś zaczepić, ale to wiadomo. Większe znajomości i doświadczenie. Zaraz pytają o nazwisko, szukają, czy kogoś takiego mają, czy nie mają. Albo dużo szczęścia. Ja tam nie mam szczęścia, bo nie wierzę w szczęście. Teraz wypływam zaraz po świętach. Dziś z dziewczyną kupiliśmy znicz na groby i ramkę na moje zdjęcie, bo zawsze narzeka, że mojego zdjęcia nie ma. Wszystko naraz. Życie, życie.
Chciałbym pracować w Polsce, jasne, że bym wolał. Nawet kosztem mniejszej kasy. Konkretne warunki, socjalka, ubezpieczenie. No i sam wymiar, że tak powiem, patriotyczny. Polska flaga, szefostwo, statek nasz, mnie to rusza, serio. Przecież kiedyś było tego od groma. Ale to jeszcze przed osiemdziesiątym dziewiątym było, cuda się działy wtedy. Gdyby chociaż płacili jakąś składkę zdrowotną czy emerytalną. Ale to melodia przeszłości. Nikt się tym nie interesuje. Nowa Polska morza nie chce.
Polscy marynarze należą do światowej czołówki pod względem liczebności. Jest ich około 50 tysięcy. Większość znajduje zatrudnienie u zagranicznych armatorów.
Polska morska flota transportowa liczy ponad 120 statków pełnomorskich. Z tego niecałe 10 procent pływa pod polską banderą.
Według statystyk aż 70 procent osób po uczelni morskiej pracuje w zawodach okołoshippingowych na lądzie.
Adrian Bąk
Czytaj także:
Zawód: psycholog międzykulturowy
Kariera w wytwórni płytowej: hummery, złoto i laski?
Pisanie to rajd po dżungli