Znajdź kurs, studia, szkolenie

Czas na studia. Czas na męża

Katarzyna Szewczyk
05.09.2011 , aktualizacja: 27.10.2011 16:24
A A A Drukuj
Studia to okres, który wspomina się z wielkim sentymentem. Zwykle na modłę piosenki Świetlików: "nigdy nie będzie" - takich imprez (od środy do niedzieli), takich rozmów (przepełnionych wiarą w wielkie idee), takich wieczorów (ognisko w miasteczku studenckim). Nigdy też nie będzie tak dobrego czasu, aby znaleźć swoją drugą połówkę.

W 2008 roku CBOS zapytał singli o powody, dla których ludzie nie biorą ślubu. Część (44% kobiet i 52% mężczyzn) mówiła, że jest to świadomy wybór życia bez zobowiązań. Jednak równie często pojawiały się przyczyny od nich niezależne - trudności związane ze znalezieniem odpowiedniego partnera (43% pań i 37% panów) oraz na różnego typu obawy: przed nieudanym małżeństwem, pogorszeniem sytuacji materialnej, problemami mieszkaniowymi itp.

Co można zatem poradzić tym, którzy borykają się z powyższymi problemami i lękami? Szukajcie męża/żony na studiach i bierzcie ślub w tym czasie! W trakcie studiów wokół was przewijają się tłumy podobnych do was ludzi - łatwiej więc znaleźć tę jedyną, a młodzieńczy optymizm pomoże przezwyciężyć ewentualne obawy.

O tym, dlaczego na studiach warto przyłożyć się nie tylko do nauki i balowania, ale również do budowania związków, opowiadają:
Tola Król (26 lat), wzięła ślub na IV roku studiów, jej mąż Dawid był wtedy na II. Mają dwójkę dzieci - Tereskę i Zosię - obie urodziły się podczas studiów ich rodziców
oraz Agata Drozdowska - od 10 lat prowadzi biuro matrymonialne Ostoya, z branżą matrymonialną związana jest od 20 lat, ma dwóch synów.


Czy studia to dobry czas na znalezienie poważnego partnera?
A.D.: Tak, studia to świetny rynek matrymonialny. Studenci to środowisko osób w podobnym wieku, o zbliżonych aspiracjach, a co najistotniejsze, jest ich dużo. Spotykają się na wykładach, imprezach, w bibliotekach, wspólnie mieszkają. Innymi słowy, jest w czym wybierać. Później krąg znajomych zawęża się głównie do osób z pracy, gdzie większość jest już starsza i ma poukładane życie. Nawet osoby młodsze są już zwykle zajęte.

Z drugiej jednak strony, dziś studia nie wyglądają tak jak kiedyś. To już niekoniecznie czas przedłużonej beztroskiej młodości. Wiele osób nie może sobie pozwolić na studiowanie w trybie dziennym - pracują w tygodniu, a na zajęcia chodzą w weekendy. Inni, nawet jeśli są na studiach dziennych, niejednokrotnie dorabiają, robią staże, praktyki. W ten sposób sprawy sercowe schodzą na drugi plan. Studenci nie mają już tyle wolnego czasu, jednak pamiętajmy, że później będzie go jeszcze mniej.

Łatwo jest znaleźć męża na studiach?
T.K.: Dawida nie poznałam na studiach - ale w tym czasie wzięliśmy ślub i urodziły się nasze córeczki. Zgadzam się, że w czasie studiów szansa na poznanie miłości swojego życia jest duża. Przez tych kilka lat na uczelni w sposób szczególny możemy rozwijać swoje zainteresowania, pasje i tym samym lepiej poznawać siebie. Mamy czas i możliwości, żeby obserwować innych ludzi - przyglądać się, czy druga osoba przystaje do naszego stylu życia, osobowości, naszych marzeń i planów. Łatwiej znaleźć osoby, które myślą podobnie.

Ważna jest również otwartość na drugiego człowieka, którą mają dwudziestokilkulatkowie. Gdy przybywa nam lat, więcej też kalkulujemy i analizujemy. Studenci są bardziej spontaniczni, nie zamykają się na kontakt.

Czy trzeba szukać partnera, aby go znaleźć, czy lepiej zdać się na los?
T.K.: Nie można wpaść w żadną skrajność. Desperackie poszukiwania mogą sprawić, że będziemy z kimś na siłę - nie będzie to osoba odpowiednia dla nas, ale będziemy z nią, bo chcemy z kimś być. Z drugiej strony powinniśmy być też czujni, aby miłość nie uciekła nam sprzed nosa.

Kluczowe znaczenie mają również miejsca, w których szukamy partnera. Mam kilka dobrych koleżanek, które szukają chłopaków, ale w zupełnie nietrafionych obszarach. Chodzą w tym celu na przykład do dyskotek, które gromadzą młodych ludzi zupełnie nienadających się na ich mężów. A przecież wiele wartościowych osób można spotkać np. w grupach duszpasterstwa akademickiego, ale tam nie poszukają...

A.D.: Uważam, że aby znaleźć, trzeba działać, trzeba bywać i myślę, że młodzi ludzie wiedzą, co i jak robić. Problem dotyczy tego, co potem, jak w związku wytrwać. Młodych ludzi nikt do tego nie przygotowuje i nie uczy.

Komu jest łatwiej wejść w związek i w nim trwać - ludziom młodszym czy starszym?
A.D.: Zdecydowanie tym pierwszym. Później jest większa możliwość, że trafimy na osoby "z odzysku" - tzw. kobiety po przejściach, mężczyzn z przeszłością. Ludzie z roku na rok są obciążeni coraz większym bagażem doświadczeń, nieraz są zranieni, a przez to mniej ufni i mniej żarliwie podchodzący do związków.

Z wiekiem umacniają się też nasze przyzwyczajenia, stajemy się mniej elastyczni i skłonni do ich zmian. Zgłosiła się kiedyś do mojego biura starsza pani - około 70-letnia - która była bardzo samotna i nie miała nawet z kim spędzić świąt. Szczęśliwie udało mi się znaleźć dla niej odpowiedniego, bardzo miłego pana. I czy razem przeżyli święta? Nie. Bo nie mogli się dogadać, u kogo je spędzą.

Z kolei bywa i tak, że młodzi ludzie biorą ślub z mało dojrzałych powodów, jeszcze nie potrafią wziąć odpowiedzialności za swoje życie. Decydują się na małżeństwo, bo taka jest moda, bo znajomi biorą, a dziewczyna chce założyć białą sukienkę.

T.K.: Studenckie małżeństwo zmaga się z masą problemów - bo kłody pod nogi rzuca i państwo, i uczelnia. Jednak dzięki temu, że jesteśmy młodzi, optymistyczni i otwarci i że wciąż nam się chce - łatwiej je pokonywać. Jest w nas ta młodzieńcza wiara, że wszystko będzie okej, że się uda. W momencie, kiedy coś idzie nie po naszej myśli, walczymy o lepsze ze szczególną zawziętością. Im człowiek starszy, tym więcej odpuszcza, na wiele rzeczy po prostu machnie ręką.

Tolu, nie lepiej było poczekać ze ślubem i dziećmi?
T.K.: Nie jest łatwo ani łatwo nie było. Szczególnie dzieci wywróciły wszystko do góry nogami. Naturalnie zastanawiam się czasami, czy nie lepiej było wstrzymać się z tym kilka lat. Wciąż nie jesteśmy na swoim i korzystamy z pomocy rodziców. Wiem, że wiele par odkłada małżeństwo i zakładanie rodziny na później - kiedy będzie lepsza praca i czegoś się dorobią. Ale zdarza się tak, że ten idealny czas nigdy nie nadchodzi, a osoby te zostają same.

Chwilami żałuję, że nie żyłam w sposób bardziej szalony. Bo zwykle robiłam nie to, co chcę, ale to, co powinnam. Zastanawiam się, jakby to było, wydawać bezkarnie pieniądze na siebie - na kosmetyki, ciuchy i inne głupoty. Ale jednocześnie wiem też, że nie mogło się stać lepiej. Dzieci to dar i jeśli umie się go przyjąć, stają się wielką, wielką radością!

No właśnie, szczególnie dzieci na studiach to wielkie wyzwanie...
T.K.: Posiadanie dzieci bardzo mobilizuje. Człowiek ma parcie, aby się kształtować i stawać lepszym. To prawda, że jako studenci nie możemy dać naszym dzieciom tyle, ile ustawieni życiowo rodzice. Ale dajemy im coś innego, myślę, że nawet ważniejszego. Moja Tete ma dwa latka - już bardzo dużo mówi i potrafi wyrażać swoje uczucia, jest ogromnie towarzyską osobą, wręcz garnie się do ludzi. Uważam, że to zasługa tego, że wychowywała się w akademiku. Miała wokół siebie mnóstwo cioć i wujków - chodziła po korytarzu i wdawała się w relacje ze studentami. Dzięki temu czuje się bezpiecznie wśród ludzi.

Mieliśmy z Dawidem szczęście, ponieważ otrzymaliśmy mnóstwo wsparcia od naszych przyjaciół. W akademiku zawsze znalazł się ktoś, kto został z dziewczynkami choćby na chwilę, żebym mogła odpocząć, pójść na spacer. Dzięki ich pomocy czułam się zaradna i samodzielna, bo nie musieliśmy korzystać z pomocy rodziców w tej kwestii. Zresztą korzyści były obopólne, bo koleżanki i koledzy byli ciekawi, jak to jest z dzieckiem, jak się nim zajmować. Chętnie się przyglądali, jak się takie maleństwa kąpie i przewija. Mieli szansę na mały kurs rodzicielstwa.

Pani Agato, a jeżeli nie udało się na stałe związać z kimś na studiach, to co robić?
A.D.: Zachęcam do korzystania z biur matrymonialnych i serwisów randkowych, które, nawiasem mówiąc, są właściwie tym samym. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na zagrożenie, jakie z nich płynie. Świadomość, że możemy wybierać spośród setek kandydatów, sprawia, że trudniej powiedzieć "stop" i podjąć decyzję. Wydaje nam się, że wciąż możemy trafić na kogoś jeszcze lepszego.

A jak już spotkamy tę osobę, to co?
A.D.: Recepta jest prosta - o związek trzeba dbać. Tak samo jak dbamy o zwierzę, roślinę czy nawet rzeczy codziennego użytku. Odpowiednio pielęgnujemy je, troszczymy się o nie, czyścimy, karmimy, podlewamy. Tego samego potrzebuje związek.

Rozmawiała: Katarzyna Szewczyk

 

Czytaj także:

Raport o singlach

Jak mieszkają studenci

Studia blisko morza

Oferty edukacyjne

Podziel się

Na co student wydaje najwięcej pieniędzy?

Ksero i książki
Mieszkanie
Imprezy i alkohol
Jedzenie
Ubrania