Znajdź kurs, studia, szkolenie

Studenckie otrzęsiny

PATIKRU
01.08.2011 , aktualizacja: 01.10.2008 12:25
A A A Drukuj
Już samo słowo otrzęsiny może kojarzyć się z brutalnymi działaniami rodem z jednostek wojskowych czy szkół o nie najlepszej reputacji. Jednak w wydaniu studenckim włączenie do studenckiej braci opiera się przede wszystkim na twórczej zabawie.
Otrzęsiny to dobry sposób na integrację
Otrzęsiny to dobry sposób na integrację
W wielu uczelniach powitanie pierwszoroczniaków ogranicza się do zorganizowania inauguracyjnej imprezy w studenckim klubie. Jednak są też takie szkoły, gdzie otrzęsiny to znacząca część pierwszych tygodni świeżo upieczonych studentów.

Tak jest np. w łódzkiej Filmówce, gdzie imprezy fuksówkowe i otrzęsiny przeszły już do legendy. Co roku na ulicach miasta można spotkać dziwnie zachowujących się młodych ludzi - to często studenci pierwszego roku, wykonujący swoje fuksówkowe zadania. O swoich przygodach z otrzęsinami opowiada nam anonimowo student czwartego roku studiów aktorskich na PWSFTViT.

Patrycja Kruczkowska: Ile trwają otrzęsiny?

- Miesiąc - mniej więcej od początku do końca października. Kończy je fuksówka, czyli bal nowo przyjętych. W tym roku, ponieważ jesteśmy zaangażowani w pracę nad festiwalem dyplomów, zabawa potrwa krócej - tylko dwa tygodnie. Skończymy w okolicach 15 października.

Na czym polega przywitanie świeżo upieczonych studentów?

- To studenci starszych lat wymyślają program. Pamiętajmy, że sprawa dotyczy osób przyjętych na kierunek aktorski, a więc przyszłych artystów, więc już otrzęsiny powinny być bardzo twórcze. Dlatego z reguły wymyślamy zadania tematyczne, etiudy. Spotykamy się co wieczór, wykonując na prawdę abstrakcyjne formy. Chodzi o to, by studentów zintegrować w ich własnej grupie i ze starszymi latami, a także, aby poruszyć ich wyobraźnię. W tym roku zorganizujemy m.in. wieczór indiański, kowbojski i fantazje o kosmosie. Brzmi to trochę jak zabawy dla przedszkolaków. Studenci mogą korzystać z rekwizytorni, wymyślają swoje stroje, imiona, tańczą i śpiewają. Są to zajęcia grupowe i indywidualne.

Często wychodzimy w miasto - chcemy, by studenci jak najwięcej z takiej fuksówkowej przygody wynieśli. Daleko nam też od wyżywania się na młodszych rocznikach - tutaj nie ma miejsca na ekscesy. Studenci naszej szkoły pochodzą z całej Polski, więc pokazujemy im Łódź, miejsca, które warto zobaczyć i znać, m.in. muzea, biblioteki. Dla większości z nich to pierwszy kontakt z tą drugą stroną miasta. Organizujemy także miejskie manewry - niby-podchody, podczas których należy wykonać określone zadania.

No i obowiązkowy ukłon pod pomnikiem patrona szkoły - Leona Schillera. Pierwszy wieczór jest poświęcony głównie jemu. Wspomnieć należy również o kweście - studenci sami zbierają fundusze na swój bal fuksówkowy, występując na ulicach miasta.

Jak wspominasz swoją fuksówkę?

- Moje otrzęsiny nie były najszczęśliwsze. Brakowało dobrego organizatora. Trzeba pamiętać, że studenci dzielą się na tych "za" i "przeciw". Ja byłem trochę przeciw. Łatwo bowiem podczas źle zorganizowanych otrzęsin zrobić studentom krzywdę - zamknąć ich na siebie, skrzywdzić niewyważoną opinią czy faworyzowaniem. To często pierwsze występy studentów przed szerszą publicznością - łatwo można kogoś dotknąć i zafundować "na dzień dobry" traumatyczne przeżycie.

Jak na te zabawy reagują pedagodzy?

- O wszystkim wiedzą. Część popiera ten sposób spędzania czasu - jako kultywację tradycji. Są też dziekani - jak np. prof. Wrocławski, którzy są nastawieni anty. Nie sadzę jednak, byśmy mieli wkrótce zaprzestać fuksówek.

Oferty edukacyjne

Podziel się

Na co student wydaje najwięcej pieniędzy?

Ksero i książki
Mieszkanie
Imprezy i alkohol
Jedzenie
Ubrania