Znajdź kurs, studia, szkolenie

Misja akademik, czyli jak dobrze wejść

Adrian Bąk
01.08.2011 , aktualizacja: 30.09.2010 14:30
A A A Drukuj
Czy chcesz, czy nie, mieszkasz w akademiku i musisz sobie tutaj radzić. Pamiętaj o kilku ważnych kwestiach, żeby nie musieć słuchać na okrągło niechcianej muzyki czy kupować opasek na oczy przed snem.
Student Łukasz Ostrowski wprowadza się do akademika
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Student Łukasz Ostrowski wprowadza się do akademika
Prolog - na początku był chaos

No to się zaczęło. Lepsza byłaby oliwka, a nie mahoń na tych ścianach - myślisz i stawiasz pierwszą torbę na nowym łóżku, tym bliżej okna, bo lubisz słońce i jak jest widno. Przez chwilę myślisz, czy może nie wziąć tego drugiego, bo z rana będzie świecić słońce po oczach, bo pokój jest od wschodu, i się nie wyśpisz. Ale patrzysz, że drugie łóżko, jeszcze niezagospodarowane, jest jakby trochę mniejsze i w kącie, tak że jak się drzwi otworzy, to widać je i to może być krępujące. Więc wracasz do tego pierwszego, wyjmujesz książkę z torby, kładziesz na łóżku. Zaklepane, tu będziesz spać, wiesz to na pewno, choć ciągle trochę się wahasz.

Pokój 3 na 4, mogło być lepiej, mówisz, bo ktoś ma 5 na 4, ale też i gorzej, bo kolega Radek dostał 3 na 3 i nawet radia nie ma gdzie postawić, tak ciasno, a jeszcze chciał toster, to już na pewno nie przejdzie, nie mówiąc już o jakiejś lodówce. Lodówka to tutaj w ogóle jest problem, bo zwykle trzeba załatwić samodzielnie i dzielić ją z kimś na łączniku, na szczęście ty masz małą lodówkę, i się na pewno zmieści w 5 na 3. Tak więc zadowalasz się 5 na 3, kładąc pierwszą torbę na łóżku, tym bliżej okna. Biegniesz po kolejne torby, kartony, i co tam jeszcze masz, chcesz podłączyć lampkę bo biurka. Problem! Nie masz przedłużacza, a kabla nie starczy do gniazdka. Wpada ojciec, bo pomaga w przeprowadzce, mówisz o problemie. "Trzeba było o tym pomyśleć" - mówi ojciec. Otwierasz szafę, chcesz wrzucić ubrania, brakuje wieszaków, już nic nie mówisz, napięcie narasta, wrzucasz ubrania, jak leci, wyjmujesz kolejne książki, układasz, wszystkie się nie zmieszczą - myślisz - pościel pod łóżko, poduszka nie wchodzi, podłączasz lodówkę, wrzucasz coś do jedzenia od mamy, oglądasz łazienkę, stawiasz kubek ze szczoteczką do zębów, nie, przecież nie masz kubka na szczoteczkę, nie masz też szamponu do włosów, wracasz do pokoju - ale kołchoz, myślisz. Jeszcze kilka godzin temu budziłeś się gdzie indziej, prawdopodobnie w domu, w pokoju 5 na 5, albo 7 na 4 , nie dbałeś o przedłużacz, wieszaki, szampon zawsze jakoś był, i kubek też był. A teraz tylko 3 na 4, bez przedłużacza, wieszaków, szamponu do włosów, i kubka, i to w obcym mieście. Właśnie zaczynasz żyć po swojemu, akademik to teraz twoje życie.

Przez chwilę w ogóle zapominasz, ze przecież masz tu studiować, w końcu luz pas, teraz można robić, co się chce i kiedy się chce, zaraz poznasz współlokatora, zapytasz, co i jak, na pewno się dogadamy, będzie w dechę, o, ktoś nowy, wprowadził się po sąsiedzku, czemu on nie wychodzi z pokoju, myślisz. Mija godzina, siedzisz na łóżku, wyjmujesz kolejne książki, sprawdzasz lampkę na biurku, lampka nie działa, otwierasz szafę, sortujesz ubrania, idziesz do łazienki, otwierasz lodówkę, oglądasz łazienkę, sprawdzasz prysznic, napięcie rośnie. Właśnie poznałeś współlokatora. Wyobrażałeś go sobie inaczej, jakiś wysoki, miał być niższy, przyjechał tylko z gitarą, szczoteczką i jedną parą spodni, resztę, mówi, że dowiezie później, bo nie ma pośpiechu, miał być podobny do ciebie, wspólne ideały, cele życiowe i tak dalej, a śpiewa Stinga, ty Stinga nie lubisz. Myślisz: przyzwyczaję się, aby nie żaden lowelas czy wieczny hulajdusza. Zaczynasz się dogadywać, przecież jakoś to będzie.

Dużo się dzieje, masz wrażenie, że cię to wszystko zaczyna przerastać. Nie panikuj tylko, to normalka, nowe środowisko, miejsce i w ogóle. Bez ciśnienia, można się przyzwyczaić. Za miesiąc będziesz się czuć jak w domu. Ale żeby tak było, nie daj plamy na starcie, o kilku ważnych rzeczach trzeba pamiętać.

Co zabrać, z czego zrezygnować - bądź hippisem, nie słuchaj mamy

Co wziąć do akademika? Przede wszystkim nic na większy zapas. Zawsze można coś kupić na miejscu, a jak weźmiesz z domu za dużo, to się może nie zmieścić. Jedna szczoteczka, pasta do zębów, jeden szampon, jeden płyn do kąpieli czy jakieś inne mydło, papier toaletowy, standard, starczy. Z ubraniami też nie przesadzaj, pewnie będziesz mieć jedną pralnię w akademiku i będzie z praniem trudno, więc po co prać dużo, raz na weekend wystarczy. Ze trzy pary spodni (w tym jakieś luźniejsze do akademika), kilka t-shirtów, koszulę, jakiś dobry sweterek, coś wizytowego, kurtka, buty i czapka na zimę, skarpetki, no i oczywiście bielizna. Nie zapomnij też o pościeli, najlepiej weź dwie pary, z jedną na zmianę, nigdy nie wiadomo, wyleje ci się coś na pościel, możesz nie mieć czasu, żeby wyprać.

Nie bierz dużo jedzenia! Tak, to prawda, mama wie swoje, ale ty wiedz lepiej. Przez pierwsze dni pewnie nie będziesz mieć czasu na jedzenie, a to, co przywieziesz, zostanie w lodówce i będzie się psuć. Żadnych kotletów, obiadów w pojemniku czy świeżej wędliny, warzyw, owoców. Coś w słoiku można wziąć, jakąś garmażerię, sól, cukier, kawę i tyle. Ogólnie rzecz biorąc, rzeczy z dłuższym terminem ważności, tego, co ma krótki, nie warto. Będziesz wyrzucać i mieć moralniaka, że mama dała, a ty do kosza. Nie jedziesz na święta Bożego Narodzenia, masz małą lodówkę i nie będzie ci się chciało kombinować z jedzeniem. Przecież można też coś zjeść na mieście, jak masz się wziąć za obiad, to lepiej do baru mlecznego, z kasą na to samo wyjdzie. Jeśli już mowa o jedzeniu - pamiętaj o sztućcach, jakiejś patelni, garnku i jakimś kubku albo dwóch, na gościnę. Można też zainwestować w czajnik elektryczny, bo jeśli kuchnia jest daleko od pokoju, możesz się nieźle nabiegać rano po gorącą herbatę czy kawę.

Jakaś elektryka się przyda. Ten nieszczęsny przedłużacz naprawdę może się okazać pomocny. Jakieś radio, jak nie masz TV, też. Lampka na stolik czy biurko - podstawa, czasem już jest na wyposażeniu, ale nie zawsze. No i laptop, dobre głośniki do muzyki. Dalej - zegarek, najlepiej z budzikiem, bo jak ustawisz budzik w komórce, a komórka w nocy padnie, to może być kicha. Takie rzeczy się zdarzają, i to najczęściej wtedy, gdy musisz koniecznie nie zaspać. Bardzo się może przydać drukarka. To drogi sprzęt, ale biorąc pod uwagę, ile czasu będziesz tracić na bieganie za punktem ksero, czasem fajnie by było coś skopiować czy wydrukować na miejscu. Można też postawić na toster, jest mały, a rano zwykle nie ma czasu na jakieś większe żarcie. A tak bach ze dwie kanapki i jest coś ciepłego z rana. Nie przywoź sprzętu hi-fi i tym podobnych, chyba że masz jakieś większe zacięcie, bo przecież muzykę można opuścić z komputera, a sprzęt będzie ci tylko zawalać pokój.

Książki wziąć warto, ale tylko takie, które rzeczywiście mogą się przydać i nie będą obrastać kurzem. Nie bierz książek, które znasz, ot tak, tylko dlatego, żeby stały, na zasadzie - "jak ktoś wejdzie, to żeby wiedział, ze czytam tego czy tamtego". Weź to, z czego będziesz korzystać. Przede wszystkim - słowniki, dobra encyklopedia. Coś, czego nie znajdziesz w Internecie. Książki tematyczne, pod własny profil, które będą przydatne na twoim kierunku. No i jakieś hobbystyczne, trochę literatury pięknej. I starczy, zawsze pod nosem masz bibliotekę.

Z wszystkim innym też nie przesadzaj. Pamiętaj o zasadzie - bierz to, co na pewno ci się przyda, i się jej trzymaj. Kilka drobiazgów z domowego pokoju, tak żeby czuć się dobrze, wystarczy. Jakiś poster, zdjęcie nad łóżko, ulubiona maskotka z dzieciństwa, mały kwiat dla ozdoby. Ale bez zbędnego szowinizmu rzeczy, pragmatyzm rządzi, nie przenoś starego pokoju do akademika! W końcu wyjeżdżasz z domu też po to, żeby cieszyć się, że do niego wracasz.

Jak dogadać się ze współlokatorem - gdy nie lubisz NBA albo Stinga

No to się zaczęło, myślisz, i witasz się z człowiekiem, którego widzisz po raz pierwszy, a z którym spędzisz najbliższe miesiące w obcym mieście, w pokoju 3 na 4, z których twoje będzie teraz tylko jakieś 1,5 na 2. Poznanie się z nowym współlokatorem to dość ważny rytuał. Zasada jest taka, że najlepiej jest się skumać, nawet jeśli widać, że nie chodzicie tymi samymi drogami - separować się nie warto, to się nie opłaca. Tak więc najlepiej się skumać. Zacząć bez krępacji. Po wstępnej gierce, jak się masz, skąd jesteś, co będziesz studiować, i takie tam, warto zapytać o kilka rzeczy i ustalić kilka rzeczy. Przede wszystkim, co z podziałem pokoju. Łóżka już wybrane, ale co z półkami, szafką, biurkiem czy krzesłem. Warto wydzielić sobie własną przestrzeń, własne miejsca, żeby później nie szukać swojego cukru na półce współlokatora. Tu będzie moja półka, a tam twoja. Tu moja bielizna, a tam twoja. Płyty DVD trzymam w tym miejscu, a książki tu. I tak dalej. To się przydaje.

Warto też ustalić jakiś deadline, jeśli chodzi o chodzenie spać. Jeśli lubisz posiedzieć dłużej przy komputerze, powiedz to współlokatorowi, bo możliwe, że on woli iść spać wcześniej i może mu to przeszkadzać. Kompromis ważna rzecz, jeśli chodzi o mieszkanie razem. Nie ma co iść na wojnę, jeśli można się dogadać. To akademik, trzeba się liczyć z tym, że zawsze musisz się dostosować i z czegoś zrezygnować. Ze spaniem też trzeba się dogadać, ustalić - chodzimy spać o dwunastej czy pierwszej, a jak ktoś musi posiedzieć dłużej, to będzie o tym informować jakoś wcześniej. I w porządku, nie ma kłótni i niedomówień. A jeśli już nasz współlokator uprze się, że on o dwunastej czy pierwszej nie zaśnie, musi obejrzeć film albo jest fanem NBA, powiedz, że ok, ale z wyłączonym światłem. Często światło może przeszkadzać, dlatego nie można zapomnieć o małej lampce, niebijącej po oczach, która nie przeszkadzałaby drugiej osobie w pokoju.

To samo z przyjmowaniem gości. To, że ktoś będzie cię odwiedzał, i to nawet często, to normalne. To nie dom z werandą, to akademik, miasteczko w mieście. Ludzi tu od groma. Jedni to lubią, drugim to przeszkadza, trzeba się przystosować. W sumie fajna opcja, cały czas coś się kręci, rzadko wieje nudą, stwierdzisz po jakimś czasie. No i po notatki zawsze blisko. To też duży plus! Ale jeśli szykujesz jakieś większe spotkanie, imprezę w pokoju, albo zapraszasz swoją miłość na wieczór, koniecznie zapytaj o zdanie współlokatora - może akurat tego wieczoru musi się wyspać, bo ma koło czy egzamin na prawo jazdy? Weź to pod uwagę. Jeśli będziesz w porządku, on odwdzięczy się tym samym. Szacunek to podstawa.

Kolejna sprawa - muzyka. Tutaj zgrzyt jest możliwy. Za głośno, nie teraz, nie rock, won z klasyką. Zapytaj współlokatora o gusta muzyczne. Czego słucha, kiedy, jak długo, jak często i czy głośno. To się może przydać, żeby później nie szukać zatyczek od uszu w aptece, są też takie przypadki. Co do muzyki, nawet nie próbuj wpływać na preferencje współlokatora. Słucha tego, co lubi, pełna akceptacja. Ale jeśli słucha za głośno albo wtedy, gdy ty śpisz czy zakuwasz - trzeba zareagować. To też warto ustalić na początku. Słuchamy tak i wtedy, nie wchodzimy sobie w drogę. Niezbyt rano i nie za późno. Chyba że robimy wspólną imprezę... Każdy zrozumie - jest w akademiku, akademik to batalion twarzy, każda twarz jest inna, a inność wymaga szacunku.

Co jeszcze? Kwestia podziału dóbr. Można się dogadać, z czego będziecie korzystać wspólnie. W sensie - możesz brać mój cukier, jak ci twój wyjdzie, albo nie możesz brać cukru, jak ci twój wyjdzie. Możesz korzystać z mojej łyżeczki czy widelca, albo - lepiej nie, bo mi to nie pasuje. To istotna rzecz, bo stopień prywatności u różnych ludzi jest różny. Ktoś może sobie zwyczajnie nie życzyć, żebyś używał jego sztućców, i ma do tego prawo, rzecz jasna. Poza tym lepiej nie dzielić wszystkiego z lokatorem, bo jak później coś zginie, to będzie oskarżanie i patrzenie sobie na ręce. Z tym dzieleniem to też trzeba uważać pod innym kątem. Nie kupujcie czegoś "na spółę", unikajcie tego. Bo nie będziecie żyć razem wiecznie, a to, co kupicie, czasem nie da się pokroić i zabrać do domu w częściach!

No i bodaj największy punkt zapalny: podział obowiązków. Wiadomo, akademik to nie hotel, a pokój nie sprzątnie się sam. Zresztą, co tam pokój. Jest przecież jeszcze korytarz, najczęściej zwany łącznikiem, i łazienka. Z łazienką jest najczęściej najtrudniej, bo dużo jest na świecie ludzi, którzy robili w życiu już wszystko, oprócz czyszczenia WC. Najlepiej zrobić sobie jakiś grafik, kto, co i kiedy sprząta, trzymać się grafika i tyle. Jak coś nie będzie sprzątnięte, to wiadomo, do kogo uderzać z pretensjami. Jeśli już mowa o łazience, warto też się dogadać, kto kiedy chodzi pod prysznic. Żeby rano, na chwilę przed zajęciami, nie musieć czekać na lubiącego długą kąpiel sąsiada. Z kolei odświeżanie pokoju ze zbędnego kurzu czy bałaganu nie musi być oznaką pedanterii. Tu też warto ustalić jakiś grafik, żeby pokój nie przybrał festyniarskiego charakteru.

Co załatwić na początku - czyli klucz zwany pożądaniem

Jak już masz za dobą meldowanie, to z wejścia zadbaj o internet. Im szybciej się o niego upomnisz, tym krócej będziesz czekać. Zwykle bywa tak, że trzeba wypełnić wniosek o podłączenie internetu, spisać numer MAC karty sieciowej komputera i zanieść papier w odpowiednie miejsce. Najczęściej do biura, tam gdzie się melduje, albo gdzieś do pokoju, do kolegów informatyków z piętra. Nie odkładaj tego na później, bo później robią się kosmiczne kolejki i na podłączenie do sieci czeka się nawet tydzień czy dwa. W biurze u kierowniczki czy na portierni zapytaj się także, jak działa pralnia, kto wydaje klucze, i kiedy można po nie przychodzić.

Klucz do pralni czy suszarni to często tyleż pożądana, co niedostępna rzecz w akademikowej rzeczywistości. Jest klucz? Klucza nie ma, godzinę wcześniej był, ktoś wziął, a teraz jest kolejna, będzie wieczorem, może dopiero jutro, ale bardzo wcześniej, bo o ósmej to już też pewnie ktoś przyjdzie po klucz i będzie za późno. Jak to jutro, jak o ósmej, gdy tobie potrzeba teraz, bo jutro masz randkę, koło, spotkanie o pracę. Niestety, bywa i tak. Tak więc warto zorientować się, co z kluczem i... dobrze żyć z panią z portierni. Panią z portierni warto też zapytać, co z odkurzaczem, jeśli nie masz swojego. Na pewno jest jakiś na wyposażeniu, ale o niego też toczą się bitwy, choć zdecydowanie rzadziej niż o klucz. Przy okazji pamiętaj, że jeśli będziesz chcieć kogoś przenocować, musisz mieć na to zgodę i jeszcze za to zapłacić. A jeśli nocujesz przybysza z obcego kraju, zapłacisz więcej, ze względu na tzw. opłatę klimatyczną! Ale z drugiej strony impreza przy hiszpańskiej gitarze i flamenco może być warta tych kilku groszy więcej...

Epilog - będzie tylko lepiej

Nie dałeś plamy na starcie, można się przyzwyczaić, myślisz, normalka, bez ciśnienia, nowe środowisko, miejsce, i w ogóle. Najprawdopodobniej za miesiąc będziesz czuć się już jak w domu. Pamiętaj, o czym na potęgę mówią psycholodzy, że w pierwszym miesiącu w nowym otoczeniu zawsze i prawie u wszystkich włącza się stres. Student wyjątkiem nie jest. - Tak, to prawda. To normalne. Zwykle pierwszy miesiąc dla wszystkich w nowym otoczeniu jest najtrudniejszy. Wszędzie. Kiedyś miałam spotkanie ze studentami z Korei, opowiadali o problemach w kontakcie z rówieśnikami i lęku przed oceną społeczną. Pomyślałam wtedy, ze przecież inna kultura, tak daleka, a problemy te same! - mówi psycholożka z Warszawy dr Izabela Krauze. I dodaje, że grunt, to odczekać, aż sytuacja się ustabilizuje.

Wszystko to kwestia dobrego nastawienia i poczucia, że studencki czas przeżywa się w chyba najbardziej optymalnym miejscu. Tak więc bez paniki, akademik to fajna sprawa, bardzo kolorowa karta do życiowego albumiszcza, będzie co wspominać. Takich, którym się nie podobało, naprawdę można by policzyć na palcach. Ale i oni najczęściej tam wracają. Choćby ot tak, żeby zobaczyć, czy się coś zmieniło, czy nie, powiedzieć pod nosem: no, tu się zaczęło, mahoń zmienili na oliwkę.

Adrian Bąk

Czytaj także:

A jak akademik

S jak stancja

Studia w nowym mieście - nowy stres czy nowa przygoda?

Oferty edukacyjne

Podziel się

Na co student wydaje najwięcej pieniędzy?

Ksero i książki
Mieszkanie
Imprezy i alkohol
Jedzenie
Ubrania