Anna Szary
Agnieszka zdecydowała się na wyjazd na stypendium Erasmusa do Paryża na ostatnim roku studiów. - Zgodnie z wymaganiami wysłałam zgłoszenie online o przydzielenie mi akademika, tuż przed wyjazdem dowiedziałam się, że nie mam szans na mieszkanie.- wspomina. Dzięki starym znajomościom na czas poszukiwań lokum w Paryżu zatrzymała się u znajomych Polaków.- Dopiero na miejscu dowiedziałam się, że w semestrze jesiennym tylko co siódma osoba ma szanse na miejsce w akademiku.- mówi. Po kilku tygodniach w końcu znalazła mieszkanie, które dzieliła z innymi studentkami z Polski. Pobyt w Paryżu zmienił jej punkt widzenia na miasto i ludzi. - Pod całym blichtrem i przepychem Paryża zobaczyłam też zaniedbane Francuzki, które jeszcze z mokrymi włosami jadą metrem do pracy - opowiada. Przez kilka miesięcy udało jej się zwiedzić niemal każdą dzielnicę tej wielkiej metropolii i zachwycić się ilością imprez kulturalnych, jakie oferowało miasto. Dzisiaj nie żałuje, że zdecydowała się na wyjazd.- Na pewno pomógł mi w łatwiejszym nawiązywaniu relacji z ludźmi, zdobyłam też cenne doświadczenie, odnalazłam się w nowym, wcześniej nie znanym mi miejscu, w innej kulturze - dodaje.
Biurokracja i starcie z nową rzeczywistością
Agnieszka decyzję na wyjazd podjęła w ciągu kilku miesięcy. Tak jak w przypadku wielu innych studentów, motywacją do wyjazdu była chęć podniesienia kwalifikacji językowych, ale też poznania innej kultury i ludzi. Szczęśliwie przeszła proces rekrutacyjny na swojej uczelni i zdobyła stypendium na semestr studiów, na socjologii, na paryskiej Sorbonie. Jak się okazuje obecnie szanse na otrzymanie stypendium na krajowych uczelniach są co raz większe, wszystko za sprawą mniejszych wymagań, a co raz częściej też braku chętnych. -Tegoroczna kwalifikacja jeszcze trwa, ale porównując początki Erasmusa, mogę powiedzieć, że wyjechać na stypendium jest teraz znacznie łatwiej. - wyjaśnia Sylwia Salamon, kierownik i koordynator Biura Wyjazdów Zagranicznych na Uniwersytecie Warszawskim. Z informacji Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, która zajmuje się obsługą programów współpracy zagranicznej wynika, że największym zainteresowaniem polskich studentów cieszą się kraje, gdzie nauka odbywa się w języku angielskim. Jednak możliwości wyboru uczelni i kraju zależą od umów partnerskich, które dana uczelnia i wydział podpisuje z uczelnią przyjmującą za granicą. - Największa liczba polskich studentów wyjeżdżających w programie Erasmus przyjmowana jest od wielu lat przez uczelnie w Niemczech. - mówi Beata Skibińska koordynatorka Programu Erasmus z Narodowej Agencji LLP - Erasmus w Warszawie. Podobnego zdania jest koordynatorka wyjazdów na UW. - Tradycyjne uczelnie brytyjskie to na pewno marzenie wielu studentów, sporo osób też wyjeżdża na uczelnie niemieckie, z którymi mamy podpisanych dużo umów, tam na pewno wymiana jest największa.- mówi Sylwia Salamon. Na wyjazd ma szansę teoretycznie każdy, kto nie studiuje na pierwszym roku i nie posiada wpisu warunkowego. O stypendium mogą ubiegać się zarówno studenci dzienni, wieczorowi, jak i zaoczni. Mimo to na wyjazd stypendialny decyduje się co raz mniej osób. - Moim zdaniem zainteresowanie tym stypendium się zmniejsza (w zeszłym roku na 1800 miejsc stypendialnych, aż 600 zostało nieobsadzonych na UW- przyp. red.), spowodowane jest to na pewno relatywnie niską wysokością stypendium.- mówi Sylwia Salamon. Wysokość kwot przyznawanych na wyjazd uzależniona jest od miejsca wyjazdu, dofinansowania z uczelni oraz środków pochodzących z Narodowej Agencji Erasmus. Okazuje się zazwyczaj, że za niskie stypendium to nie przeszkoda, żeby wyjechać - studenci na Erasmusie radzą sobie, jak mogą, żeby przetrwać zwłaszcza wtedy, gdy stypendium w danym kraju wystarcza zwykle na opłacenie mieszkania i obiadu na stołówce.
Zaradny jak Erazmus
Na Erasmusie okazuje się, że nie tylko Polak potrafi. Studenci z całego świata kombinują, jak przetrwać mając za mało pieniędzy, albo jak maksymalnie wykorzystać towarzysko czas na imprezy i podróże, jakie daje ta - pewnego rodzaju - kolonia dla dorosłych. W Finlandii ci, którzy przyjadą w semestrze jesiennym, mają szansę pracować jako asystenci na uczelni (ale konkurencja jest duża), w innych krajach studenci dorabiają tłumaczeniami, albo zatrudniają się jako pomoc do sprzątania. - Muszę przyznać że Erasmus nauczył mnie oszczędności.- mówi Paweł, który spędził semestr na Uniwersytecie w Belgii. - Do stypendium na szczęście nie musiałem dorabiać, co najwyżej dokładałem z "kieszonkowego" jakieś 100 euro miesięcznie.- dodaje. Nie wszyscy jednak mogą pozwolić sobie na taki komfort. - Do stypendium, które wynosiło 350 euro, z czego 250 przeznaczałam na opłatę za mieszkanie, dorabiałam sobie pracą dorywczą.- opowiada Agnieszka. - Raz w tygodniu jeździłam na obrzeża Paryża pracować na około 2 godzin jako pomoc domowa - wspomina. - Dzięki temu dorabiałam sobie do stypendium ok. 80 euro miesięcznie - dodaje. Na pomoc nie tylko finansową można w niektórych krajach liczyć ze strony innych studentów. W Finlandii żacy mieszkający w tzw. Student Village, często kończąc pobyt, dzielą się niezbędnymi do życia rzeczami z innymi Erasmusami. Ktoś zostawia poduszkę, inny środki chemiczne, czasem trafia się sofa lub telewizor. - W Skandynawii dobrą metodą na oszczędzanie jest kupno rzeczy używanych, na przykład roweru - za 10 euro, zwłaszcza, że akademiki były na tyle daleko od uczelni (ok. 12km), że chodzić się nie dało - opowiada Kamila która studiowała semestr na Uniwersytecie w Tampere, w Finlandii. Sama korzystała również z bezpłatnych sposobów podróżowania. - Moim głównym sposobem na przetrwanie przy za niskim stypendium to jeżdżenie stopem - mówi dziewczyna. - Podczas pobytu zwiedziłam nie tylko Finlandię, ale i kraje sąsiednie. Gdybym miała płacić za bilety autobusowe i pociągowe, to po tygodniu mogłabym wrócić do kraju, a tak za darmo zwiedziłam cała Skandynawię - dodaje. Kamili udało się zaoszczędzić również na noclegach śpiąc u Finów w domach, w ramach CouchSurfing.com i Hospitality Club.
Erasmusi mają lepiej?
Niektórzy twierdzą, że Erasmusi na stypendium mają łatwiej niż normalni studenci i stosuje się wobec nich taryfę ulgową. - Myślę, że to zależy od uczelni, od jej polityki, unikałabym na pewno generalizowania.- mówi Sylwia Salamon. Wszystko zależy od kierunku studiów i wybranych zajęć. Na pewno Erasmusowcy traktowani są na uczelni goszczącej jako goście, z życzliwością, ale nie oznacza to, że mogą nic nie robić. Tym bardziej, że warunkiem zaliczenia każdego pobytu na stypendium jest uzbieranie wymaganej liczby punktów ECTS oraz dopełnienie wszelkich formalności związanych z rozliczeniem się z pobytu na macierzystej uczelni. W innym przypadku student musi zwrócić pieniądze przeznaczone na pobyt, ale takie wypadki, jak zauważają koordynatorzy, to margines i zazwyczaj Polacy bardzo dobrze radzą sobie studiując za granicą.- W związku z polskimi minimami programowymi musiałem wybrać sporo zajęć, ale i w Polsce zdarzały się semestry kiedy miałem więcej pracy - tłumaczy Paweł. - Praca w grupach, rozwiązywanie problemów oraz ciekawi ludzie, z którymi przyszło mi współpracować sprawiły że jakoś nie odczułem nadmiaru obowiązków. Egzaminy może nie były bardzo proste, bo były prowadzone w obcym języku, lecz jakoś udało mi się i moim znajomym z Polski wszystkie zaliczyć. - mówi Paweł. Agnieszka w starciu z przedmiotami wykładanymi po francusku radziła sobie robiąc notatki kontekstowe i samodzielnie czytając wybraną tematykę w języku polskim, albo tłumacząc na język polski wybrane zagadnienia ze słownikiem w ręku. - Podobało mi się to, że na zajęciach większy nacisk kładziono na praktykę, a nie tylko teorię - mówi. - Na koniec semestru musiałam zdać egzaminy i napisać kilkadziesiąt stron prac zaliczeniowych po francusku. - dodaje. Nieco inną formę zajęć oferują Erasmusom fińskie uczelnie, słynące nie tylko z bardzo dobrej organizacji, ale też dużego wyboru przedmiotów w języku angielskim. - Na uczelni nie było ciężko, wszystkie zaliczenia odbywały się w formie projektów w grupach, np. przygotowanie pokazu czy prezentacji. - mówi Kamila, która studiowała w Tampere. - Ale miałam jeszcze egzaminy z fińskiego i one były trudne, zwłaszcza ten na wyższym poziomie - wspomina. Powrót do rzeczywistości
Bywa czasem trudny. Początkowy strach i przerażenie, chęć ucieczki do z powrotem do kraju to uczucia, które bardzo często towarzyszą w pierwszych dniach pobytu nowym Erasmusowcom. Z czasem te uczucia, często utożsamiane z szokiem kulturowym, obierają zupełnie odwrotny kierunek. Tęsknota za stypendialnym życiem, ludźmi i krajem, w którym się spędziło semestr, a często i cały rok akademicki, po powrocie do kraju bywa bardzo silna. - Po powrocie do Polski nie było łatwo, przyzwyczaić się do szarej rzeczywistości - wspomina Paweł, który spędził semestr w Belgii. - Szybko zauważyłem różnice kulturowe, ludzie w sklepach byli jakoś mniej uprzejmi, a na uczelni nie wszyscy profesorowie rozumieli, dlaczego nagle pojawiłem się w drugim semestrze ich zajęć, a już na pewno tylko kilku kiedykolwiek słyszało o czymś takim jak Erasmus - dodaje. Podobne spostrzeżenia miała Agnieszka. - Po przyjeździe brakowało mi tej anonimowości, jaka była we Francji, ponadto mam wrażenie, że tam wszyscy mieli więcej czasu, podczas gdy tu wydawało mi się, że wszyscy gdzieś pędzą - wspomina. Wszyscy zgodnie jednak przyznają, że skutki wyjazdu są pozytywne i na pewno Erasmus zmienia ludzi. - Studenci wracają z wyjazdów bogatsi o nowe doświadczenia oraz bardziej otwarci na świat - mówi Paweł, który studiował w Belgii. - Poznałem świetnych ludzi, z większością dalej utrzymuje kontakt - dodaje. - Słyszałam, że w niektórych krajach jak na przykład Łotwa, ze stypendium to można żyć jak król, ale cóż, Finlandia z pewnością do tych krajów nie należy - mówi Kamila. - Oczywiście musiałam dopłacić do całego wyjazdu, ale było warto i z pewnością nie były to wyrzucone pieniądze - zapewnia dziewczyna.
Erasmus w liczbach
Liczba uczelni w Polsce uprawnionych do udziału w programie: 2007/2008 - 256
W roku akademickim 2006/2007 - 11 tysięcy polskich studentów wyjechało na Erasmusa Liczba krajów uczestniczących w programie wymiany: 27 z Unii Europejskiej, 3 kraje Europejskiego Obszaru Gospodarczego: Islandia, Lichtenstein, Norwegia plus kraj kandydujący: Turcja.
Czytaj także:
Edukacja po europejsku
Co zrobić, by studiować za granicą
Polacy na najlepszych uniwersytetach świata