Znajdź kurs, studia, szkolenie

Naukowcy, badania i biznes. Nie bać się ryzyka i porażki

Ada Chojnowska
15.07.2013 , aktualizacja: 14.07.2013 23:04
A A A Drukuj
Katarzyna Sawicz-Kryniger

Katarzyna Sawicz-Kryniger (Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

Naukę jako "sztukę dla sztuki" postanowiła zostawić innym. Dzięki temu dziś jest spełnioną businesswoman, ale nie tylko. - Teraz możliwości dla naukowców jest naprawdę wiele i aż żal z nich nie skorzystać - mówi dr Katarzyna Sawicz-Kryniger z Politechniki Krakowskiej.
Dr Katarzyna Sawicz-Kryniger, na co dzień szczęśliwa żona i mama trzyletniej córeczki. W pracy jest poważnym i już poważanym naukowcem, choć doktorat obroniła dopiero niedawno. Na Wydziale Inżynierii Technologii Chemicznej Politechniki Krakowskiej powitali ją z otwartymi ramionami, w końcu jej prace nad zastosowaniem fotochemii w polimerach zostały nagrodzone uzyskaniem tytułu doktora z wyróżnieniem.

Zastosowanie sond fluorescencyjnych do monitorowania procesów sieciowania żywic epoksydowych - tak ujęty temat jej zainteresowań zapewne przeciętnemu Kowalskiemu niewiele powie, ale z takimi żywicami mamy styczność praktycznie każdego dnia, np. w postaci klejów czy laminatów. Monitorowanie ich utwardzania za pomocą spektroskopii fluorescencyjnej to sposób nowoczesny i choć stosowany wcześniej w badaniach innych materiałów, przez dr Sawicz-Kryniger został użyty w sposób innowacyjny.

Jednak mimo przynoszących sukcesy naukowe badań Katarzynie Sawicz-Kryniger wciąż chodziło po głowie coś więcej. Już kiedy rozpoczęła studia doktoranckie, rozmyślała nad badaniami, które mogłyby przydać się w praktyce i zaspokajać potrzeby rynku. Naukę jako "sztukę dla sztuki" postanowiła zostawić innym i iść w stronę przemysłu. Z początku wydawało się, że zabiorą ją tam prowadzone w ramach doktoratu badania. - Składając wnioski o granty, trzeba było udowodnić, że moje badania mają charakter aplikacyjny. Zwróciłam się więc do kilku firm z prośbą o list intencyjny, który mógłby to potwierdzić. Dostałam ich kilka, a jedna z firm wyraziła dodatkowo zainteresowanie współpracą ze mną. Problem, którym miałam się tam zająć, był jednak zgoła inny niż tematyka moich badań - opowiada.

Podjąć wyzwanie

Firma miała poważny problem z podróbkami produkowanych przez siebie materiałów i chciała je jak najlepiej zabezpieczyć. - Wyrób firmy sprzedawany jest w postaci wielu komponentów tworzących kompatybilną całość, gwarantującą odpowiednią jakość wytworzonych finalnych produktów. W praktyce często się jednak zdarza, że użytkownicy, aby obniżyć cenę końcowego produktu czy usługi, zastępują poszczególne składniki takich systemów sprzedawanych pod marką jednego producenta tańszymi materiałami innych firm lub nawet podróbkami wątpliwej jakości. W efekcie produkt finalny staje się wadliwy ze względu na niekompatybilność składników systemu, za co niejednokrotnie obwiniany jest producent oryginalnych składników. Biorąc pod uwagę skalę strat finansowych dla firm w przypadku reklamacji, a także ryzyko utraty zaufania klientów do marki, znakowanie własnych produktów znacznikami może być bezcenną inwestycją - twierdzi Sawicz-Kryniger.

- Postanowiłam podjąć to wyzwanie i siedem miesięcy pracy zaowocowało skutecznym opracowaniem rozwiązania - mówi badaczka. Dostrzegając w nim potencjał, szybko zabrała się za badania rynku. Okazało się, że problem jest powszechny szczególnie w przemyśle tworzyw sztucznych. Kleje, farby, szpachlówki, ale też elewacje budynków, systemy do renowacji karoserii samochodowych i wszystko to, co zawiera choć cząstkę polimeru lub jest systemem wielokomponentowym, było rynkiem otwartym na jej propozycję i niezłą niszą do zapełnienia.

Trzy minuty wystarczą

Zaczęły się też pojawiać bardzo sprzyjające okoliczności. - Na początku był konkurs Małopolski Inkubator Pomysłowości w 2011 r. na najlepszy biznesplan stworzony przez doktoranta. Pomyślałam: dlaczego nie? - mówi Katarzyna. Nieocenioną pomocą okazał się jej mąż, z wykształcenia ekonomista, który szybko zauważył biznesowy potencjał pracy małżonki. Nie tylko zachęcał, lecz także służył doświadczeniem. Bo mimo ogromnej wiedzy w swojej dziedzinie naukowej Katarzyna nie miała żadnego przygotowania ekonomicznego i musiała się jeszcze mocno dokształcić.

Stworzony z pomocą męża biznesplan zajął pierwsze miejsce w konkursie. Równocześnie Katarzynę Sawicz-Kryniger zaproszono do konkursu zorganizowanego przez Polsko-Amerykańską Radę Współpracy na najlepszy start-up. - To była dla mnie zupełnie nowa formuła, gdzie trzeba było zaprezentować swój pomysł w ciągu zaledwie trzech minut. Dużo mnie to nauczyło, bo najlepsi przedsiębiorcy są w stanie przekonać do swojego projektu właśnie w tak krótkim czasie. Naukowcy, niestety, mają tendencję do mówienia specjalistycznym językiem, w sposób rozwlekły, w dodatku z kompletnie nieprzydatnymi dla odbiorcy szczegółami. Najważniejsze to umieć powiedzieć, po co to komu i jakie przyniesie korzyści - mówi Katarzyna, która kolejny konkurs także wygrała. Nagrodą był wyjazd na prestiżowe Global Technology Symposium 2012 w Silicon Valley w Kalifornii.

Są pierwsi klienci

W kolejnym konkursie na biznesplan - tym razem światowym Global Innovator Competition 2012 - Sawicz-Kryniger co prawda nie wygrała, ale znalazła się w finałowej trzynastce osób (na ponad 2 tys. zgłoszeń z całego świata). Po wszystkich tych sukcesach nie pozostało nic innego, jak założyć wreszcie własną firmę. Dzięki licznym wyjazdom młodej badaczce udało się pozyskać wiele kontaktów oraz propozycji współpracy, m.in. z Rosji, Chin, ale też z Wrocławia.

Zdecydowała się w końcu na współpracę z Wrocławskim Centrum Badań EIT+. - Byłam pełna obaw na myśl o perspektywie założenia własnej firmy. Wrocławskie Centrum Badań EIT+ postanowiło w moją firmę zainwestować w ramach realizacji działania 3.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, znalazłam powierzchnię laboratoryjną w Jagiellońskim Centrum Innowacji i się zaczęło. W ten sposób powstała spółka InnovaLab, która w ciągu zaledwie pół roku swojej działalności, bez żadnych działań marketingowych, szybko zyskała pierwszych klientów.

InnovaLab oferuje innowacyjną technologię chemicznego znakowania materiałów na bazie tworzyw sztucznych jako kompleksowego rozwiązania, w skład której wchodzą unikatowe znaczniki do zabezpieczenia materiałów o określonej jakości, dedykowane urządzenia do ich odczytu oraz metody weryfikacji. Istotą przedsięwzięcia jest opracowanie i komercjalizacja innowacyjnych zabezpieczeń różnych materiałów, umożliwiających identyfikację producenta, a także optymalizację procesów polimeryzacji stosowanych w przemyśle.

Gama materiałów i potrzeb jest w tej dziedzinie niemal nieograniczona. Sama technologia przypomina znakowanie banknotów. Jeśli chcemy sprawdzić, czy banknot jest prawdziwy, szukamy hologramu, świecąc światłem UV. W przypadku tworzonych przez InnovaLab znaczników również konieczne jest użycie specjalistycznego instrumentu do detekcji zabezpieczenia. Takie małe przenośne urządzenia również wyszły z InnovaLab. - Jest to dla producenta swego rodzaju polisa ubezpieczeniowa, choćby w przypadku wspomnianej reklamacji. Sprzęt medyczny przykładowo zabezpieczamy w taki sposób, by był kompatybilny jedynie z komponentami danej firmy (np. fiolkami). Chroni to producenta przed nieuczciwą konkurencją, ale i zapewnia pewną jakość i markę, na czym korzystają też klienci.

Objęte tajemnicą handlową know-how

Do tej pory dr Sawicz-Kryniger nawiązała współpracę z branżą medyczną, drukarską, spożywczą, a także motoryzacyjną. Tak różna specyfika kontrahentów powoduje, że praca nad każdym znacznikiem jest długa i tworzona indywidualnie na potrzeby każdego klienta. - Dysponujemy bazą opracowanych przez nas znaczników, ale nie da się stworzyć kilku gotowców, które można zastosować wszędzie. Ochrona i zabezpieczenie również są przecież większe, jeśli znaczników jest na rynku wiele. Najlepszą dla producentów sytuacją byłoby oczywiście, gdyby każda firma miała swój własny. Możliwości jest więc bardzo wiele, choć rzecz jasna nie wszystko da się oznaczyć. W pierwszej kolejności przeprowadzamy audyt, bierzemy próbki materiałów i sprawdzamy, jakie mamy możliwości i bariery. Dopiero wtedy przystępujemy do współpracy. Stąd współpraca z każdą firmą trwa długo. Nie sprzedajemy samej technologii, ale działając na zasadzie licencji, monitorujemy działanie znacznika jeszcze parę lat. Tu objęte tajemnicą handlową know-how jest nawet lepszą ochroną niż patent - tłumaczy właścicielka InnovaLab.

Dr Sawicz-Kryniger wykorzystała swoją szansę, zauważa jednak, że przeszkód na drodze do sukcesu może być dla naukowca sporo. - Dużo pracy i obowiązków, bardzo duży brak wiedzy na temat przedsiębiorczości niestety często uniemożliwiają skuteczne działania rynkowe. Zdarza się, że niektórzy są tak skupieni na swojej pracy naukowej, że nie są nawet do końca świadomi aplikacyjności prowadzonych przez siebie badań. Z jednej strony brak jest ścisłej współpracy biznesu z uczelnią np. na etapie pisania pracy magisterskiej czy doktorskiej. Bolączki firm mogą być przecież świetnym pomysłem na taką pracę, z obopólną zresztą korzyścią. Firma miałaby profesjonalne i często innowacyjne rozwiązanie, a uczelnia mogłaby zostać doinwestowana, np. w postaci partycypowania w kosztach zakupu sprzętu czy odczynników przez firmę - zauważa badaczka. - Z drugiej też strony ludzie na uczelniach po prostu boją się ryzyka, sama miałam dylematy. Żałuję, że nie funkcjonuje u nas takie zachodnie podejście "it's ok to fail". To powinna być maksyma wszystkich młodych przedsiębiorców. A ich mentorzy powinni tak jak w USA cenić jeszcze bardziej tych, którzy spróbowali, i mimo że im się nie powiodło, wiedzą teraz, jakich błędów unikać. Podstawą powinny też być dodatkowe szkolenia czy przedmioty dotyczące przedsiębiorczości, bo gdyby nie mój mąż, wciąż niewiele na ten temat bym wiedziała. Niestety, nie istnieje też sposób punktowania pracowników naukowych za współpracę z biznesem, a jedynie za publikacje.

Nie narzekam, sama chciałam

Jak wyglądają dalsze plany Katarzyny Sawicz-Kryniger? - Na razie jesteśmy w początkowej fazie naszej działalności i chcemy się rozwijać. Docelowo, co wymaga jeszcze wielu badań i dopracowania technologii, chciałabym zająć się także innymi materiałami, np. szkłem. Wyzwaniem jest też branża spożywcza, bo do tej pory nie skupiałam się na tym, żeby materiały, z którymi pracuję, spełniały też wymogi dopuszczające ich kontakt z żywnością - mówi badaczka.

Dr Sawicz-Kryniger stara się godzić pracę w InnovaLab z pracą na uczelni, a także oczywiście z życiem rodzinnym, póki co z sukcesami. - Pracy jest dużo, ale nie narzekam, sama chciałam i od początku dążyłam do współpracy z przemysłem. A teraz możliwości jest dla naukowców naprawdę wiele i aż żal z nich nie skorzystać - mówi. - Korzystałam z każdej otwierającej się przede mną furtki i sukcesywnie dążyłam do celu, dzięki czemu jestem teraz w miejscu, o którym naprawdę marzyłam.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Który kierunek humanistyczny lub społeczny uważasz za najbardziej przyszłościowy?

27%
Dziennikarstwo i komunikacja społeczna (2242)

25%
Psychologia (2060)

19%
Historia (1580)

14%
Filozofia (1128)

  8%
Pedagogika (619)

  7%
Socjologia (543)

Liczba oddanych głosów: 8172